Najpierw widział protesty, a później został przesadzony. Czy można odtrąbić sukces?
Los dębu z ul. Lipińskiego, który w kwietniu ubiegłego roku został przesadzony w związku z budową ul. 8 Pułku Ułanów, od miesięcy elektryzuje mieszkańców miasta. Po fali niepokojących sygnałów z jesieni, kiedy to drzewo gubiło liście, wielu zadawało sobie pytanie: czy roślina przetrwa? Dziś, u progu sezonu wegetacyjnego, sytuacja wciąż nie jest jednoznaczna, chociaż wprawne oko dostrzeże, że drzewo puszcza pierwsze pąki.
Przypomnijmy, we wrześniu minionego roku opisywaliśmy alarmujące doniesienia Akcji Ratunkowej dla Krakowa. Aktywiści wskazywali wówczas, że w koronie drzewa widać jedynie nieliczne zielone punkty, a szanse na przeżycie oceniali jako „nikłe”. Zdaniem społeczników proces relokacji odbył się zbyt szybko i bez wieloletniego przygotowania systemu korzeniowego. Sceptycyzmu nie kryli też mieszkańcy, którzy w mediach społecznościowych z niepokojem obserwowali żółknące liście, zastanawiając się, czy dąb nie usycha.
Już wtedy Zarząd Inwestycji Miejskich tonował nastroje. Przedstawiciele jednostki tłumaczyli, że utrata liści to naturalna reakcja obronna przesadzonego drzewa, które zamiast karmić koronę, musi skupić się na odbudowie korzeni włośnikowych.
– Dopiero kolejne okresy wegetacyjne będą mogły potwierdzić, czy przesunięty dąb zachowa żywotność – podkreślała jesienią Daria Staniszewska z ZIM.
Co widać dzisiaj? Obecnie na gałęziach dębu widać pierwsze pąki, co jest sygnałem, że drzewo podjęło walkę o przetrwanie. Trzeba jednak pamiętać, że dęby to drzewa, które z pierwszym wiosennym liściem lubią trochę poczekać. Sami zobaczcie.