Puszcza bez swojej gwiazdy wygrywa po rykoszecie. Zakrwawiony Przybyłko
Znokautowany Przybyłko
Nie była to walka bokserska, choć patrząc na zakrwawioną twarz i koszulkę Kacpra Przybyłki, można było odnieść takie wrażenie. Puszcza też nie grała tak twardo i agresywnie, jak mogłoby pomyśleć wielu kibiców, oglądających starcie Żubrów z Wisłą Kraków, gdzie walki wręcz nie brakowało.
Raczej niefortunne i nieszczęśliwe zdarzenie, po którym obrońca gospodarzy wrócił do gry tylko na chwilę. Żubrom nie brakowało determinacji i zdecydowania, ale dopiero w drugiej połowie, bo w pierwszej nie oddała żadnego strzału na bramkę Znicza.
Szło jak krew z nosa. Dosłownie i w przenośni
Tuż przed przerwą sędzia Mariusz Myszka odgwizdał pozycję spaloną, kiedy Konrad Stępień skierował piłkę głową do siatki po dobrze rozegranym rzucie rożnym.
W tej samej akcji ucierpiał Kacper Przybyłko. Po walce z przeciwnikiem z nosa poleciała mu krew i długo był opatrywany przez medyków. Zdemolowany przez przeciwnika, chociaż w sportowej walce i bez faulu, z trudem wstał o własnych siłach, ale na drugą połowę już nie wyszedł i został zmieniony przez Christopera Simona.
Puszcza bez swojej gwiazdy
W kadrze Żubrów zabrakło gwiazdy drużyny, Amarildo Gjoniego, który po strzeleniu dwóch bramek Wiśle znalazł się na ustach kibiców i mediów z całej Polski. Tomasz Tułacz przyznawał, że grał w tym meczu ze złamaną kością w dłoni i na mecz ze Zniczem zabrakło go w kadrze meczowej.
Puszcza bez swojego lidera długo nie miała polotu i jakości. Potrzebowała pobudzenia, bo do przerwy nie przypominała drużyny sprzed tygodnia, kiedy swoją zawziętością wywalczyła punkt na stadionie Wisły Kraków.
Latający bramkarz
W 56. minucie Puszczę dwukrotnie ratował Michał Perchel, który rzucił się pod nogi Krystiana Tabary, a potem efektowną paradą zbił uderzoną zbił na słupek piłkę, uderzoną przez Bartłomieja Ciepielę.
Młody bramkarz był w tym meczu bohaterem gospodarzy i w kolejnych minutach zatrzymał w doskonałej sytuacji Radosława Majewskiego.
Co za decyzja Piekarskiego. Rykoszet i gol
Gospodarzy tchnęli do gry rezerwowi i objęli prowadzenie w 58. minucie. Adrian Piekarski podjął decyzję o strzale z daleka, chociaż do bramki było ponad 30 metrów.
Strzał był mocny, ale szczęście było z Puszczą. Uderzona piłka odbiła się rykoszetem od barku Dominika Koniecznego i zupełnie zmyliła Piotra Misztala.
Walka do końca
Po otwarciu wyniku Znicz szukał wyrównania, ale Puszcza nie cofnęła się i próbowała dołożyć drugą bramkę. Rezerwowy Mateusz Stępień nie wykorzystał pomyłki bramkarza, a ten świetnie interweniował po uderzeniu Mateusza Cholewiaka z rzutu wolnego.
Później Żubry musiały bronić swojej bramki, aby nie dopuścić do wyrównania, bo Znicz zrobił dużo, aby zremisować. Gospodarze nie wykorzystali kilku kontrataków, aby dobić rywala, ale sięgneli po trzy punkty, które - do czasu rozegrania innych meczów w I lidze - dają im pierwszy raz w tym sezonie miejsce w strefie barażowej.
Puszcza Niepołomice – Znicz Pruszków 1:0 (0:0)
Bramka: Piekarski (58.).
Puszcza: Perchel – Przybyłko (46. Simon), Kasolik, K. Stępień, Barczak – Piekarski (76. M. Stępień), Hajda, Walski (72. Stec), Nascimento (58. Mroziński), Cholewiak – Iwao (56. Śmiglewski).
Znicz: Misztal – Sokół (68. Kazimierczak), Jach, Konieczny (83. Mak), Moskwik (68. Juzwak) – Tabara, Borecki, Ochronczuk, Majewski – Ciepiela (75. Proczek), Bąk (83. Bartoszewicz).
Żółte kartki: Nascimento, Hajda - Konieczny.
Sędziował: Mariusz Myszka (Stalowa Wola).