Normcore – normalność nieświadoma czy udawana?

Ubieranie się niedbale, swobodnie, wręcz bezstylowo – to ponoć nowy sposób na wyrażenie własnej naturalności i autentyczności. Choć od niedawna daje się zaobserwować nowy trend rodem z USA – normcore, to czy można mianować go zjawiskiem prekursorskim? To, co dotąd „ginęło” w tłumie, ma teraz opanować ulice.

Nowy styl czy jego brak?

Jak w zasadzie wyjaśnić zjawisko, określone przez amerykańską  grupę K-Hole jako normcore? Otóż uchodzi ono za nowatorski trend pod nazwą „unisex fashion trend”, który powstał w wyniku połączenia słów „normal” i „hardcore”. Normcore ma stanowić rzekomo opozycję do stylu hipsterskiego, a w zasadzie, ma na celu jego wyparcie – zgodnie z ideą pozostania niezauważonym i niewyróżniania się spośród tłumu. Ale czy na  pewno?

Amerykańscy specjaliści prognozujący trendy zwrócili uwagę przede wszystkim na potrzebę nieidentyfikowania się z żadnym konkretnym stylem, a więc w pewien sposób – dezorientacji społeczeństwa względem własnych upodobań i poniekąd charakteru. Ta bezstylowość, jaką jest normcore, powinna zatem kreować wizerunek osoby, która będzie sprawiała wrażenie zwyczajnej, „ginącej” wśród ludzi uchodzących za oryginalnych i zwracających na siebie powszechną uwagę.

Byli normalsami zanim to stało się modne

W obrębie trendu normcore wyodrębniły się już osoby uznane za symbole nowego stylu. Na pewno nie są nikomu obce takie postaci jak Steve Jobs, który pokazywał się na szklanym ekranie w czarnym golfie i wysoko podciągniętych jeansach, Jerry Seinfeld czy Mark Zuckerberg. Zatem – czym może „zaskoczyć” styl antyhipsterski? W zasadzie chyba „drugim życiem” i popularyzacją odzieży rodem z lat 90., która być może zalega jeszcze w wielu szafach.

Nowy-stary trend daje pole do popisu miłośnikom szarych i czarnych golfów, jednokolorowych t-shirtów, jeansów – ale tych prostych, luźnych, niedopasowanych i wysoko podciągniętych, czapek z daszkiem, ponaciąganych dresów i szerokich swetrów, luźnych polarów, trampek oraz sandałów. Do tego wszystkiego – kolorystyczna jednolitość, a nawet szaro-burość, bez żywych barw, wzorów i wyróżniających się napisów i krzykliwych nadruków.
Monika Jaracz