Nowe rondo koło kościoła Misjonarzy. Będzie nie „po miastowemu”, ale tak, jak chce marszałek
Komunikacyjny wyrzut sumienia
Okolice plant kolejowych, domu handlowego „Świt” czy terenów po byłym Owintarze to serce komunikacyjne, a jednocześnie komunikacyjny wyrzut sumienia w Tarnowie.
To tu ogniskuje się największy ruch pojazdów, zmierzających w kierunku Krakowa, na południe do Tuchowa czy w kierunku wschodnim: do Skrzyszowa i Ryglic.
W godzinach szczytu pobliskie ulice Narutowicza czy Szkotnik przypominają zakorkowane arterie rodem z Tokio czy Szanghaju.
Paryża tam nie zbudowali
Jeszcze w latach głębokiego PRL-u znany tarnowski architekt Otto Schier proponował budowę wielkiego ronda i podziemnych przejść w rejonie kościoła Misjonarzy, co miało na lata rozwiązać galimatias komunikacyjny i upiększyć centrum miasta. A ulicę Krakowską widział jako deptak.
Miało być to coś na wzór rozwiązań wykonanych w okolicach krakowskiego dworca.
Jednak koncepcja Schiera, rodem z paryskich Pól Elizejskich, wyścieliła urzędnicze szuflady.
Później lepiej lub gorzej radzono sobie z tym newralgicznym punktem. Przez długie lata istniała tam sygnalizacja świetlna. Ale wraz ze wzrostem dobrobytu mieszkańców, którzy pieniądze lokowali w zakup aut, wydłużały się też korki.
A wraz z nimi rósł poziom złości i frustracji.
Dodatkowo co jakiś czas pojawiały się koncepcje zagospodarowania rejonów po dawnym „Owintarze”. Księżycowy krajobraz po budynkach dawnej przetwórni owoców na dżemy i tanie wino miał zostać zastąpiony sklepami lub nowoczesnym osiedlem mieszkaniowym.
Mały jubileusz „ronda tymczasowego”
Rządzący miastem w latach 2006-2014 prezydent Ryszard Ścigała stwierdził, że najlepszym rozwiązaniem będzie kompleksowa przebudowa komunikacyjna całej okolicy.
Zanim jednak chciał wcielić w życie śmiałą koncepcję przebudowy węzła, postanowił ustawić tam „rondo tymczasowe”, które miało funkcjonować na czas wielkiego remontu ul. Krakowskiej. Działo się to w 2011 roku.
Owal o średnicy 46 metrów, obudowany plastikiem, stoi do dziś i ma się dobrze. Jego dni – w obecnym kształcie – są już jednak policzone.
A wszystko związane jest m.in. z faktem, iż w ubiegłym roku znalazła się firma, która wreszcie przedstawiła zadowalającą wszystkich koncepcję zabudowy dawnego „Owintaru”.
Już dziś w tym rejonie widzimy żurawie, przy pomocy których wybudowanych zostanie 600 mieszkań w sześciu blokach. Oczywiście, powstaną tam też sklepy, świadczone będą usługi, a dzieci będą bawiły się na placach zabaw.
Spółka która inwestuje pieniądze obiecuje, że osiedle pod nazwą „Browary Tarnowskie” będzie nowoczesne i funkcjonalne.
Pozostaje do rozwiązania sprawa drogowa. I wspomnianego skrzyżowania: Narutowicza – Krakowska – Szkotnik.
No to rondo i przejście podziemne
Za poprzedniej kadencji samorządu postanowiono przeciąć komunikacyjny węzeł gordyjski. Kosztem 525 tys. zł przygotowano koncepcję zagospodarowania tego miejsca.
Projektant wyobraził tam sobie duże rondo turbinowe z dwoma pasami ruchu, buspasami oraz przejście podziemne pod ul. Sikorskiego – między parkingiem „Świtu” a kościołem.
W lutym 2024 roku odebrano projekt. Wszystko wydawało się zmierzać ku pomyślnemu końcowi. Oczywiście pojawiły się protesty, które opóźniły uprawomocnienie się decyzji.
Ale wszystkie spory i kłótnie przeciął urząd marszałkowski, gdy postanowił wesprzeć tę inwestycję kwotą 25 mln zł. Uroczyste przekazanie promesy odbyło się w wakacje 2024 roku. Miasto zadeklarowało się, że ze swojej kasy da 5 mln.
A może jednak światła?
Ruch wokół „Owintaru” wywołał ponowną dyskusję o kształt tamtejszych rozwiązań komunikacyjnych. Wszak nowe osiedle, to nowi mieszkańcy i wzmożony ruch pieszych.
Magistrat postanowił się w tej sprawie poradzić ekspertów z Naczelnej Organizacji Technicznej oraz Izby Przemysłowo-Handlowej.
Szefowa tarnowskiego NOT-u Elżbieta Łabędź uznała, że lepszym rozwiązaniem byłby powrót do sygnalizacji świetlnej w tym rejonie. Swoje uwagi przedstawiła w obszernym liście wysłanym do władz miasta w styczniu bieżącego roku.
Bo, dodajmy, że autor komunikacyjnego arcydzieła w międzyczasie rozpłynął się w niebyt. I do dziś jest poszukiwany.
W opinii ekspertów tarnowskiego NOT-u projekt jest zupełnie oderwany od rzeczywistości, w której żyje obecnie Tarnów. Nie jest rozwiązaniem pomyślanym na lata.
– Realizacja inwestycji w oparciu o nieaktualne dane grozi albo „przeskalowaniem” węzła (co doprowadzi do niepotrzebnego zabetonowania cennej przestrzeni), albo jego niewydolnością już w momencie oddania do użytku – pisała Elżbieta Łabędź.
Ale na nic apele, na nic pomiary natężenia ruchu w tym rejonie, które przeprowadzał magistrat.
– Otrzymaliśmy informację, że będziemy musieli przeprowadzić tę inwestycję w ramach pierwszego projektu, a więc ronda turbinowego. Te analizy techniczne nie trafiły bezpośrednio do oceniających ten projekt – rozkłada ręce Maciej Włodek, zastępca prezydenta miasta, odpowiedzialny za inwestycję.
Marszałek kazał, miasto musi
Urząd Marszałkowski uznał, że nie pora już na gmeranie w pierwotnej koncepcji. A jeśli miasto wie lepiej, niech liczy się z tym, że 25 mln przejdzie mu koło nosa.
A najlepiej będzie, jak wdroży w końcu procedury przetargowe, bo cierpliwość Unii Europejskiej także nie jest z gumy.
Ostatecznie władze Tarnowa wróciły do pierwotnej koncepcji.
Szykuje się niezły wyścig z czasem. Bo inwestycja musi zostać zakończona do listopada 2027 roku. A do końca przyszłego roku trzeba się też rozliczyć z Brukselą.
Władze Tarnowa chcą jeszcze w marcu podpisać aneks do umowy o przedłużenie dofinansowania z Urzędem Marszałkowskim, by w kwietniu ogłosić przetarg na realizację inwestycji. Prace mogłyby się rozpocząć najwcześniej w maju.
Szykować się na drogowy armagedon?
Wypada się cieszyć, że sprawa przebudowy ronda przy Krakowskiej ruszyła wreszcie z kopyta. Zanim jednak pojedziemy turbinowym rondem z dwoma pasami ruchu i buspasem.
Zanim po zmroku drogę w okolicach kościoła Księży Misjonarzy rozświetlą nowe lampy.
Nim powstaną nowe chodniki dla pieszych i ścieżki dla rowerzystów, a także nowoczesne przejście podziemne w okolicach Centrum Handlowego „Świt”, a na dokładkę przebudują nam dwa przystanki koło „Świtu”, że o nowej instalacji wodociągowej i sanitarnej nie wspomnimy, warto zapytać się zawczasu:
Czy czeka nas droga przez mękę?
– Oczywiście, że w czasie prowadzenia remontu kierowcy muszą liczyć się z dużymi utrudnieniami w ruchu. Ale rondo na czas prowadzenia prac nie zostanie całkowicie zamknięte, ruch ma się odbywać w każdą z możliwych stron, dopuszczalne będą też wahadła – uspokaja Maciej Włodek.
Ale już dziś jest pewne, że smakosze chleba z piekarni od Kazibuta czy Tyrki będą musieli poszukać sobie nowego miejsca na zakupy. Bowiem z ziemią zostaną zrównane dwa stojące nieopodal ronda kioski z pieczywem i wyrobami cukierniczymi.