Nowy bramkarz Wisły: Wróciłem, by grać

Po wieloletniej zagranicznej przygodzie Łukasz Załuska zdecydował się na powrót do ojczyzny. W piątek związał się rocznym kontraktem z Wisłą Kraków. Umowa zawiera opcję przedłużenia o kolejny rok. Czy 34-letni bramkarz okaże się lekiem na liczne problemy Wisły Kraków związane z obsadą bramki?

Sukcesy w Szkocji jako rezerwowy

Łukasz Załuska na najwyższym stopniu rozgrywek zadebiutował w Stomilu Olsztyn. Po zakończeniu debiutanckiego sezonu trafił do Legii Warszawa, gdzie jednak nie dostał szansy na grę w pierwszym zespole. Po raz kolejny bramkarz w ekstraklasie pojawił się z Koroną Kielce, z którą wygrał ówczesne rozgrywki II ligi. To właśnie w Koronie Załuska zapracował na to, o czym marzą polscy ligowcy - wyjazd do zagranicznego klubu.

Jego pierwszym przystankiem na obczyźnie okazał się szkocki Dundee United. Dla Polaka był to strzał w dziesiątkę. Dobre występy przyczyniły się do kolejnego transferu. Załuska tym razem wylądował w słynnym Celticu, z którym zdobył wiele trofeów. Pobyt w Glasgow nie poszedł po myśli Polaka, przez sześć lat gry wystąpił w zaledwie 29 spotkaniach ligowych i był rezerwowym.

– Celtic to zdecydowanie klub z najwyższej półki. Co roku walczy się tam o mistrzostwo, a nawet o potrójną koronę. Do tego dochodzi zawsze Liga Mistrzów albo Liga Europy, więc miałem przyjemność przeżyć kilka niezapomnianych wieczorów na Celtic Park. Atmosfera jest tam niesamowita i sądzę, że kibice należą do światowej czołówki. Jestem dumny z tego, że byłem zawodnikiem tak dużego i cenionego klubu – wspomina swój pobyt w Glasgow na łamach klubowych mediów Łukasz Załuska.

Na zakręcie

Sukcesy nie przesłaniały jednak faktu, że Załuska coraz bardziej odchodzi na piłkarską bocznicę. W poszukiwaniu szansy na grę zdecydował się zmienić środowisko – trafił do niemieckiego Darmstadt, absolutnego beniaminka Bundesligi. W jego życiu zmieniło się wiele, poza jednym - w dalszym ciągu nie mógł liczyć na grę w pierwszym składzie. W niemieckim zespole ostatecznie udało mu się zadebiutować. Polak wystąpił w spotkaniu ostatniej kolejki Bundesligi w momencie, gdy drużyna miała zapewniony ligowy byt.

Dla doświadczonego bramkarza transfer do Wisły może być jedną z ostatnich szans na grę. Do Białej Gwiazdy został niejako ściągnięty w trybie awaryjnym, w obliczu ciężkiej kontuzji Michała Buchalika. Konkurentem Załuski do miejsca w bramce będzie Michał Miśkiewicz, który w trakcie poprzedniego sezonu zastąpił odchodzącego do Legii Radosława Cierzniaka. –  Będzie decydowała forma meczowa, treningowa. Po to tu jestem - żeby wzmocnić rywalizację i pomóc Wiśle. Mamy bardzo ambitne plany na ten sezon i wierzę w to, że moja rywalizacja z Michałem będzie napędzała nie tylko nas, ale i cały zespół – powiedział Załuska.

Nowe rozdanie

Sprowadzenie Załuski może okazać się panaceum zarówno na problemy klubu, jak i samego zawodnika. Wisła potrzebuje doświadczonego gracza, któremu walka o najwyższe cele nie jest obca. Rywalizacja między bramkarzami może dobrze wpłynąć na cały zespół. Młodzi zawodnicy będą mieli świetną okazję, by trenować i podglądać piłkarza, który liznął gry na wysokim poziomie. Dla Załuski z kolei jest to ostatni dzwonek, by uhonorować swoją bogatą karierę o kolejne występy, a może nawet i sukcesy. – Jestem bardzo głodny gry i wróciłem do Polski po to, by grać. Chociaż miałem oferty z klubów zagranicznych, to po prostu odrzucałem nawet lepsze finansowo propozycje, bo jestem naprawdę spragniony gry i zrobię wszystko, żeby udowodnić to w Wiśle – kończy.