Obraz nędzy i rozpaczy. Wisła z Podbeskidziem bez goli [ZDJĘCIA]
Bezbarwną grą i bezbramkowym remisem zakończyła się siedemnasta kolejka T-Mobile Ekstraklasy. Przy Reymonta Wisła podzieliła się punktami z Podbeskidziem Bielsko-Biała, choć spory wpływ na końcowy rezultat miał arbiter Marcin Borski.
O tym, że piłka nożna jest grą błędów nikogo nie trzeba przekonywać. A już na pewno nie kibiców polskiej Ekstraklasy, gdzie piłkarskie babole zdecydowanie dominują nad technicznymi fajerwerkami i koronkowymi akcjami. Jednak zawodnikom Wisły i Podbeskidzia udało się wynieść popularne powiedzenie na zupełnie inny, o wiele wyższy poziom. To, co zaprezentowali dziś przy Reymonta, było absolutną antyreklamą futbolu. Takie mecze powinny zupełnie zniknąć z ramówek stacji telewizyjnych, ale skoro to w tej chwili niemożliwe, należałoby emitować je późną nocą, aby żaden młody piłkarz nie był narażony na oglądanie "popisów" starszych kolegów po fachu.
- Mecz nie stał na bardzo wysokim poziomie, stał na niezłym - zażartował na pomeczowej konferencji trener "Górali" Dariusz Kubicki. Dodał także, że "wynik zakręcił się wokół sprawiedliwego", z czym zgodzić się znacznie łatwiej. Nieporadność, futbolowa głupota i brak umiejętności piłkarzy obu drużyn biły po oczach do tego stopnia, że odnosiło się wrażenie, iż nie byliby w stanie skierować piłki do bramki nawet gdyby kazano im próbować do białego rana.
[FOTO] Zobacz galerię zdjęć z meczu Wisła - Podbeskidzie
A jeśli jakimś niewytłumaczalnym zrządzeniem losu Pareiko bądź Zajac zostaliby pokonani, sędzia Marcin Borski pewnie znalazłby powód, by gola nie uznać. Arbitrzy dostosowali się bowiem do poziomu zawodów. Trudno o bardziej ewidentny faul w polu karnym, niż ten Marka Sokołowskiego na Rafale Boguskim. Trudno też o większy kamień do ogródka zwolenników zwiększenia liczby sędziów. Ustawiony po przeciwnej stronie "szesnastki" Borski, bez namysłu słusznie wskazał na wapno. Pod wpływem mającego całą sytuację jak na tacy sędziego bramkowego zmienił jednak decyzję. Być może odebrał w ten sposób komplet punktów Białej Gwieździe, choć tak naprawdę zupełnie na niego nie zasłużyła.
- Ten mecz źle zaczął się już wczoraj, od kontuzji Jaliensa. Dziś na rozgrzewce wypadł też Kosowski. Przez to od początku mieliśmy pod górkę - tłumaczył beznadziejną grę swoich podopiecznych Tomasz Kulawik. Prawda leży jednak zupełnie gdzie indziej. Piłkarze zakładający dziś koszulki Wisły, sprowadzili ją do poziomu sprzed ery Bogusława Cupiała. Są zbieraniną przęcietnych ligowców, od których nie sposób wymagać wyników na miarę zakończonej złotej dekady. I tylko słabości rywali zawdzięczają, że mimo kompromitującej postawy nie zapiszą się w historii jako ci, którzy spuścili krakowski klub o jeden poziom rozgrywkowy niżej.
Wisła Kraków - Podbeskidzie Bielsko-Biała 0:0
Wisła: Pareiko - Jovanović, Czekaj, Chavez, Bunoza - Wilk, Sobolewski - Małecki, Iliev, Burliga (60 Chrapek) - Boguski (75 Sikorski)
Podbeskidzie: Zajac - Sokołowski, Konieczny, Pietrasiak, Telichowski - Chmiel (76 Wodecki), Sloboda (71 Cetković), Łatka, Malinowski - Pawela (89 Janeczko), Demjan
Sędziował: Marcin Borski
Zółte kartki: Wilk, Iliev, Chavez, Boguski, Sobolewski - Łatka, Wodecki, Cetković