Artykuł sponsorowany

„Państwo wreszcie pomogło obywatelom”. Boom na rządowe in vitro

Po dwóch latach działania rządowego programu in vitro zainteresowanie leczeniem nie słabnie. – To była ogromna potrzeba społeczna – mówi dr n. med. Jarosław Janeczko, specjalista ginekologii i położnictwa oraz specjalista endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości, założyciel Grupy Parens z placówką główną w Krakowie.

Po dwóch latach działania rządowego programu in vitro zainteresowanie nim nadal jest bardzo duże. Jak wygląda to z perspektywy Waszej placówki?

Dr n. med. Jarosław Janeczko: W naszej placówce urodziło się już około 500 dzieci dzięki programowi. Obecnie prowadzimy około 1500 pacjentów. Zainteresowanie jest ogromne i rzeczywiście mamy bardzo dużo pracy.

Ale czy to oznacza, że mieszkańcy Krakowa i Małopolski nadal mogą bez problemu do niego dołączyć? Czy jednak nie ma już miejsc i środków? 

Mógłbym powiedzieć, że środki z programu niemalże leża na stole i można po nie po prostu sięgnąć. Oczywiście to metafora, ale dobrze obrazuje, mój główny przekaz: środki wciąż są dostępne i czekają na pacjentów. Faktem jest, że w naszej placówce w Krakowie nadal dysponujemy środkami pozwalającymi na kwalifikowanie kolejnych par do programu. Zainteresowanie jest bardzo duże, jednak pary spełniające kryteria mogą zostać zakwalifikowane po prostu na bieżąco, bez opóźnień. Nie chciałbym, żeby odebrali do Państwo jak reklamę, ale naprawdę najprostszy komunikat brzmi: tak, nadal można skorzystać z programu. Zachęcamy, aby nie odkładać decyzji o konsultacji, zwłaszcza że w leczeniu niepłodności czas często ma kluczowe znaczenie. A środki kiedyś jednak się wyczerpią. W tym kwartale nadal nimi dysponujemy.

Dwa lata temu mówił Pan o wsparciu psychologicznym dla pacjentów korzystających z programu. Jak wygląda ono dziś? Czy jest obowiązkowe?

Jednym z wymogów uczestnictwa w programie jest zapewnienie pacjentom opieki psychologicznej w trakcie leczenia. Jest ona bezpłatna dla wszystkich uczestników programu. Nie jest obowiązkowa, ale zdecydowanie rekomendujemy ją każdej parze, ponieważ leczenie niepłodności wiąże się z ogromnym obciążeniem emocjonalnym.

In vitro jest również metodą diagnostyczną, umożliwiającą obserwację zarodków i wykonanie badań genetycznych. Czy takie badania są objęte finansowaniem programu?

Wiele organizacji pozarządowych zabiegało o to, aby badania genetyczne zarodków zostały uwzględnione w programie. Początkowo pacjentki musiały wybierać: albo udział w programie, albo wykonanie badań genetycznych. Ministerstwo wyszło jednak naprzeciw oczekiwaniom pacjentów.

Dziś, jeśli istnieją wskazania medyczne do wykonania badań genetycznych zarodków, sama procedura in vitro jest realizowana w ramach programu ministerialnego. Natomiast badanie genetyczne pozostaje usługą komercyjną. W 2025 roku w naszej placówce z tej możliwości skorzystało ponad 200 par.

Co dzieje się w sytuacji, gdy para wykorzysta już maksymalny limit prób finansowanych przez państwo i nadal nie uda się osiągnąć ciąży?

Jeśli para wykorzysta cztery procedury z własnych komórek jajowych, nadal może skorzystać z dwóch prób z komórkami dawczymi. Dotyczy to również kobiet, które ze względu na wiek kończą możliwość leczenia własnymi komórkami. Pacjentki do 45. roku życia mogą korzystać z procedur dawstwa komórek.

Poza wiekiem i stylem życia, jakie czynniki najczęściej wpływają na niepowodzenie kolejnych prób?

Najważniejszym czynnikiem pozostaje wiek kobiety. Ogromne znaczenie mają również choroby przewlekłe, używki, brak aktywności fizycznej czy szeroko rozumiany niehigieniczny tryb życia.

Coraz częściej mówimy też o endometriozie. Około 50 proc. kobiet leczących się z powodu niepłodności zmaga się właśnie z tą chorobą. Endometrioza ma destrukcyjny wpływ nie tylko na płodność, ale również na psychikę pacjentek i relacje w parach.

Dlatego tak ważna jest szybka diagnostyka. Leczenie nie ogranicza się już wyłącznie do operacji czy terapii hormonalnej. Coraz częściej stosujemy także mniej inwazyjne metody, w tym terapię mikrobiotą czy dietę przeciwzapalną.

W Polsce nadal nie można zamrażać komórek jajowych bez wskazań medycznych. Czy liberalizacja przepisów mogłaby wpłynąć na statystyki niepłodności?

Zdecydowanie tak. Polskie placówki są technologicznie przygotowane do takich procedur. Już dziś wykonujemy je w przypadkach medycznych, przede wszystkim w ramach zabezpieczania płodności kobiet przed leczeniem onkologicznym.

Liberalizacja przepisów mogłaby pomóc kobietom, które odkładają macierzyństwo z powodów zawodowych czy życiowych. Współczesne realia sprawiają, że coraz później decydujemy się na dzieci, często nie z wyboru, lecz z konieczności.

Obecnie program wyklucza singielki. Czy w przyszłości widzi Pan możliwość rozszerzenia go również na samotne kobiety?

Z medycznego punktu widzenia nie ma różnicy między leczeniem kobiety pozostającej w związku a singielki. Jednak dziś obowiązujące prawo nie daje takiej możliwości.

To temat do społecznej i politycznej debaty. Jako lekarze chcielibyśmy pomagać wszystkim pacjentkom, niezależnie od ich sytuacji życiowej czy poglądów politycznych. Natomiast decyzje w tej sprawie należą do ustawodawców.

Czy skala zainteresowania programem Pana zaskoczyła?

Nie, ponieważ od lat widziałem, jak ogromna jest potrzeba społeczna w tym zakresie. Wiele par nie korzystało wcześniej z in vitro wyłącznie z powodów finansowych.

Wreszcie państwo pomogło obywatelom i pacjenci to dostrzegają. Czują, że państwo realnie ich wspiera.

Jakie są dziś największe potrzeby związane z dalszym funkcjonowaniem programu?

Chciałbym, aby program trwał jak najdłużej i aby środki „szły za pacjentem”. W naszej placówce w Krakowie fundusze są zabezpieczone, nie ma kolejek i pomagamy pacjentom na bieżąco. Analogicznie działamy także w Rzeszowie i w Opolu.