Papież odległy jak święty Wojciech [Rozmowa]

Jakub Drath, LoveKraków.pl: Czy na przestrzeni tych 10 lat zaobserwował pan jakąś zmianę w postrzeganiu Jana Pawła II?

Janusz Poniewierski, publicysta, autor wielu publikacji o Janie Pawle II: Z jednej strony jego obraz blednie. Coraz mniej przejmujemy się tym, co mówił, do czego nas nawoływał, jakie stawiał przed nami zadania... A z drugiej strony kanonizacja i kult, który jest niesłychanie wzmacniany przez Kościół w Polsce, sprawiają, że Papież staje się pomnikiem, kimś na kształt świętego Wojciecha i świętego Stanisława w jednej osobie. Ze wszystkimi tego plusami i minusami. Bo kogo tak naprawdę obchodzi święty Wojciech?

Wyniesienie na ołtarze oddala?

Obawiam się, że tak. W naszym tradycyjnym podejściu do świętych nieunikniony wydaje się dystans pomiędzy oficjalnie uznaną świętością a zwyczajnym życiem. Bo przecież święty nie może mieć żadnych wad ani słabości. Kogoś takiego można oczywiście prosić o cud, ale czy można się z nim zaprzyjaźnić?

Jak w takim razie mówić o Janie Pawle II? Rośnie pokolenie, dla którego to, co z nim związane, nie jest już oczywistością.

Jeśli chodzi o perspektywę religijną, trzeba mówić przede wszystkim o Bogu i Ewangelii. I w tym kontekście pokazywać Papieża jako tego, który uwierzył, że „dla Boga nie ma nic niemożliwego”. Jan Paweł II na pewno ocaleje w podręcznikach do historii – o to nie musimy się martwić. A w życiu? Wydaje mi się, że nie chodzi o to, by czytać dokumenty i przemówienia sprzed lat i wkuwać życiorys Karola Wojtyły, ale o to, żeby przejąć się tym, co było dla niego ważne. Na przykład: żeby usłyszeć jego wezwanie, abyśmy troszczyli się o dobro wspólne, szanowali drugiego człowieka, pracowali nad sobą…

Jak pan ocenia to, co w związku z Janem Pawłem II dzieje się w naszym mieście? Z jednej strony wydaje się, że na Krakowie spoczywa zadanie kultywowania jego dziedzictwa, a z drugiej Papież jest też po prostu jedną z wielu atrakcji turystycznych.

Kiedyś redakcja czasopisma „Pressje” napisała, że „skremówkowaliśmy Papieża”. Odnoszę wrażenie, że tu w Krakowie żywego człowieka zamieniliśmy w pomnik. Owszem, kultywujemy jego pamięć i powtarzamy jak mantrę, że był „wielkim Polakiem” i jednym z największych świętych w dziejach Kościoła, ale go nie naśladujemy.

Czy zostały nam po nim pomniki inne niż z kamienia czy brązu?

Zostali przede wszystkim ludzie, którzy próbują coś robić, żeby na lepsze zmieniać Polskę, świat i Kościół. Zostali również święci kanonizowani przez Jana Pawła II, przede wszystkim Maksymilian Kolbe, Brat Albert, Faustyna, oraz wielka wizja, która towarzyszyła Papieżowi, kiedy prowadził dialog ze współczesną kulturą, zwoływał międzyreligijne spotkanie w Asyżu, ogłaszał Wielki Jubileusz Roku 2000 czy ofiarowywał świat Bożemu Miłosierdziu. Musimy jednak do niej dorosnąć.