„To paranoja”. Rodzice krytykują decyzję miasta w sprawie aplikacji szkolnej

Od września rodzice i uczniowie krakowskich szkół nie mogą korzystać z aplikacji „Nasze Szkoły”. Miasto zrezygnowało z jej finansowania, pozostawiając wyłącznie dostęp do dziennika elektronicznego Librus Synergia, do którego rodzice mają zastrzeżenia.

Decyzja spotkała się z falą krytyki, a rodzice alarmują, że obecne rozwiązanie nie spełnia podstawowych wymogów wygody i funkcjonalności.

„Litery są mikroskopijne”

„Librus Synergia” od lat stanowi jedno z kluczowych narzędzi komunikacji w polskich szkołach. Rodzice i uczniowie korzystają z niego przede wszystkim do sprawdzania ocen, frekwencji czy planu lekcji. Szczególnie istotny jest moduł „Wiadomości”, który umożliwia kontakt z nauczycielami.

Tymczasem, jak relacjonują użytkownicy, obsługa Librusa na smartfonie w przeglądarce jest wyjątkowo kłopotliwa. – Litery są mikroskopijne, a żeby przeczytać wiadomość, trzeba przechodzić przez kilka zawiłych ekranów. To paranoja. Miasto powinno zapewnić skuteczny kanał komunikacji ze szkołą, a nie przerzucać koszty na rodziców – mówi pan Sławomir, który korzysta z systemu od kilkunastu lat.

Problem potęguje fakt, że darmowa wersja aplikacji mobilnej Librus ma ograniczony dostęp do wiadomości. Aby korzystać z pełnej funkcjonalności, rodzice muszą dopłacić 14,99 zł miesięcznie.

Miasto broni jednak swojej decyzji. Urzędnicy podkreślają, że finansowanie dodatkowej aplikacji nie było zasadne, bo – jak twierdzą – nie wszystkie szkoły wykorzystywały jej pełną, płatną wersję. – Priorytetem miasta jest sprawiedliwość i równa dostępność narzędzi dla wszystkich rodziców, nauczycieli i uczniów – czytamy w komunikacie magistratu.

Przedstawiciele wydziału edukacji przypominają również, że zgodnie z przepisami gmina ma obowiązek zapewnić dostęp do danych przez przeglądarkę, a aplikacje mobilne są komercyjnym dodatkiem dostarczanym przez firmę Librus.

Miasto odpowiada

Zwróciliśmy się do urzędu miasta z pytaniami o szczegóły tej decyzji. Zapytaliśmy m.in., czy przedstawiciele wydziału sprawdzali, jak działa Librus na smartfonach i czy widok faktycznie jest komfortowy dla użytkowników.

– Przedstawiciele wydziału zapoznali się z działaniem aplikacji i jej widokiem na urządzeniach mobilnych. Aplikacja została przygotowana w sposób umożliwiający komfortowe korzystanie na smartfonach dzięki widokom dostosowanym do przeglądarek mobilnych. Dla ułatwienia korzystania przekazujemy instrukcję ustawienia trybu responsywnego, która krok po kroku wyjaśnia, jak dostosować widok do własnych preferencji – odpowiedziała Małgorzata Tabaszewska z biura prasowego.

Pytaliśmy także, czy rodzice nie zostali zbyt późno poinformowani o rezygnacji z aplikacji „Nasze Szkoły”. W odpowiedzi magistrat zapewnia: – Informacja o decyzji została przekazana rodzicom niezwłocznie. Pracownicy Wydziału Edukacji i Projektów Edukacyjnych na bieżąco wyjaśniali również wątpliwości i odpowiadali na spostrzeżenia mieszkańców, pozostawali również w kontakcie z dyrektorami szkół w tej sprawie.

Na pytanie o powody całkowitej rezygnacji z aplikacji, urzędnicy odsyłają do oficjalnego komunikatu, dostępnego na stronie krakow.pl.

Spór o cyfrową szkołę

Rodzice pozostają jednak nieprzekonani. Wskazują, że w dobie powszechnego korzystania ze smartfonów brak wygodnej aplikacji utrudnia szybki kontakt ze szkołą, a dodatkowe koszty zostają przerzucone na nich samych. Pojawiają się też pytania, dlaczego miasto, jako duży kontrahent, nie negocjuje korzystniejszych warunków z dostawcą systemu albo dlaczego państwo nie stworzy nowego, bardziej nowoczesnego i tańszego rozwiązania.