„Pęto kiełbasy wyborczej” i widmo 500 mln zł strat. Kulisy wielkiej bitwy o Zakrzówek
Początek batalii
Sesja Rady Miasta Krakowa z 26 września 2018 roku przeszła do historii jako jedna z najgorętszych w tamtej kadencji. Głównym punktem obrad był projekt grupy radnych dotyczący ustanowienia użytku ekologicznego na Zakrzówku, który miał zablokować plany deweloperskie na spornym terenie.
Projekt referował Włodzimierz Pietrus, ówczesny przewodniczący klubu Prawa i Sprawiedliwości.
Strategia ochrony przyrody
Włodzimierz Pietrus podkreślał, że wprowadzenie użytku ekologicznego wymusi na inwestorze dodatkowe, rygorystyczne procedury. Chodziło przede wszystkim o uzyskanie pozytywnego stanowiska RDOŚ w zakresie wpływu inwestycji na chronione gatunki, co w praktyce miało uniemożliwić zabudowę.
– Na obszarze obowiązującego planu miejscowego umożliwiającego zabudowę wielorodzinną pojawi się dodatkowa procedura dla inwestora, która będzie polegać na jakby uzyskaniu pozytywnego stanowiska Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w zakresie inwestycji – argumentował z mównicy Pietrus.
Mieszkańcy przeciwko betonowi
Do dyskusji zgłosiło się dziewięcioro mieszkańców, którzy w większości apelowali o ratowanie unikatowych terenów. Marek Dziarmagowski wskazywał, że żaden mieszkaniec dzielnicy nie chce zabudowy Zakrzówka, ale ostrzegał, że ochrona musi być wprowadzona „mądrze i wyważono”.
Roman Żurek, krakowski przyrodnik, przedstawił wyliczenia dotyczące wartości ekosystemowej terenu. Według jego analiz, jeden hektar Zakrzówka generuje dla miasta ogromne korzyści społeczne, które można przeliczyć na konkretne sumy.
– Wyszło na to, że hektar terenów Zakrzówka jest warty prawie 110 tys. zł rocznie, czyli jeżeli przemnożymy przez 175 ha mamy wartość roczną około 20 mln zł. Tyle te tereny są warte dla mieszkańców Krakowa – wyliczał Żurek.
Głos właścicieli i widmo roszczeń
Zupełnie inny punkt widzenia zaprezentowali właściciele gruntów. Jan Broniec, szef Stowarzyszenia Właścicieli Ziem na Zakrzówku, ocenił projekt jako wadliwy prawnie. Argumentował, że na jednym terenie nie mogą obowiązywać dwa sprzeczne dokumenty planistyczne.
Broniec wprost zapowiedział walkę o odszkodowania w pozwie zbiorowym. Według ówczesnych szacunków właścicieli, kwota roszczeń z tytułu utraty wartości budowlanej działek miała być astronomiczna.
Polityczne emocje przed wyborami
Małgorzata Broniec-Chrzan nazwała projekt „pętem kiełbasy wyborczej”, sugerując, że radni wyciągają temat Zakrzówka tuż przed wyborami samorządowymi, by przypodobać się elektoratowi. Wskazywała, że brak wyceny kosztów w projekcie uchwały uderzy w budżet miasta w przyszłości.
– Znowu się dzisiaj tutaj spotykamy z powodu projektu, który tak naprawdę jest pętem kiełbasy wyborczej, na dodatek takiej dosyć kiepskiej jakości. Wrzucono ten projekt dla rozgłosu, dla podniesienia temperatury w kampanii wyborczej – grzmiała Broniec-Chrzan.
Z kolei Zbigniew Tomczyk przypomniał radnym ich obietnice wyborcze dotyczące ochrony zieleni.Podkreślił, że pod petycją o ratowanie Zakrzówka w krótkim czasie zebrano ponad 5,5 tysiąca podpisów, co powinno być dla rady wiążącym sygnałem.
Eksperckie analizy i gniewosz
Głos zabrała również Małgorzata Czapla, mieszkanka Zakrzówka, która szczegółowo analizowała kwestię ochrony gniewosza plamistego. Wyjaśniała, że użytek ekologiczny jest niezbędny, by urzędnicy wydziału architektury mieli formalną podstawę do odmowy pozwolenia na budowę.
Czapla przekonywała radnych, że to nie miasto, a Skarb Państwa może ponosić koszty odmowy wydania decyzji, jeśli będzie ona wynikać z ogólnopolskich przepisów o ochronie gatunkowej. Był to jeden z kluczowych argumentów sesji.
Stanowisko krakowskiej PO
W tamtym czasie klubem Platformy Obywatelskiej kierował Andrzej Hawranek. Radni PO znaleźli się w trudnej sytuacji – z jednej strony wspierali ochronę zieleni, z drugiej musieli brać pod uwagę ostrzeżenia prezydenta Jacka Majchrowskiego o skutkach finansowych uchwały.
Członkiem klubu PO był wówczas Aleksander Miszalski (dzisiejszy prezydent Krakowa). On, podobnie jak większość jego kolegów partyjnych, opowiadał się za ustanowieniem użytku, widząc w tym szansę na zachowanie dziewiczych terenów przed wjazdem ciężkiego sprzętu.
Wątpliwości planistyczne
Grzegorz Stawowy, przewodniczący komisji planowania przestrzennego i radny PO, zachowywał większy dystans. Jako osoba od planowania wiedział, że uchwalanie użytku na terenie z obowiązującym planem budowlanym to prawny precedens, który może skończyć się w sądzie.
Podczas głosowania Stawowy wstrzymał się od głosu. Pozostali radni PO, w tym Hawranek i Miszalski, zdecydowali się jednak poprzeć projekt.
Perspektywa dewelopera
Głos zabrał także Jose Eduardo Goncalvesa Dos Reis, reprezentujący spółkę Kraków City Park. Przypomniał, że firma kupiła grunty w 2006 roku, a miasto w kolejnych dokumentach potwierdzało możliwość zabudowy między ul. św. Jacka a Wyłom.
– Jesteśmy przekonani, że zarówno prawo polskie jak i prawo miejscowe, plan miejscowy daje nam tutaj gwarancję, że będziemy w stanie wywalczyć wysokie odszkodowania – zapowiadał Jose Eduardo Goncalvesa Dos Reis.
Finał i wyniki głosowania
Mimo argumentów o „kamieniu u szyi” prezydenta Majchrowskiego i groźbie wielomilionowych wypłat, radni podjęli decyzję o ochronie terenu. Projekt uznano za kluczowy dla zachowania bioróżnorodności i przewietrzania Podgórza.
W głosowaniu wzięło udział 37 radnych. Uchwała o ustanowieniu użytku ekologicznego na Zakrzówku została przyjęta. „Za” zagłosowało 25 osób (w tym m.in. Aleksander Miszalski), 1 była przeciw, a 11 radnych wstrzymało się od głosu.