Piast przerwał passę Wisły. Wstrząsające trzy minuty

Pierwsza wiosenna porażka Wisły stała się faktem. Trwającą siedem spotkań passę boleśnie przerwał Piast Gliwice, wygrywając przy Reymonta 2:1. Zwycięskie gole Damiana Zbozienia i Rudolfa Urbana padły na przestrzeni trzech minut drugiej części gry.


Doprawdy trudno zrozumieć to, co wydarzyło się niedzielnego popołudnia przy Reymonta. Przez 70 minut prawie wszystko układało się po myśli Wisły. Przytaczając ulubione stwierdzenie polskich piłkarzy i trenerów, szybko zdobyty gol Ilieva ustawił mecz w sposób dla gospodarzy idealny. W dodatku za rywali mieli drużynę, w której wszystkie formacje zaciekle walczyły o miano najgorszej.

Gdy Podgórski zmarnował rzut karny podarowany przez sędziego Raczkowskiego (powtórki pokazały, że Pareiko nie faulował Matrasa) wydawało się, że gliwiczanie nie będą w stanie zdobyć gola nawet jeśli przeciwnicy w trakcie gry zajmą się roznoszeniem herbaty zmarzniętym kibicom. Najlepszą recenzją występu napastników Marcina Brosza jest fakt, że w 60. minucie stracił do nich cierpliwość i zdjął ich z murawy w pakiecie.

Wiślacy, zwłaszcza przed przerwą, prezentowali się na ich tle nadspodziewanie dobrze. Zafundowali przyjezdnym dzień pełen wrażeń, o czym świadczy chociażby astronomczna liczba 37 dośrodkowań. Problem w tym, że na bramkę nie potrafili zamienić żadnego. Okazję ku temu mieli chociażby ponownie Iliev oraz Chavez i Chrapek. Najbliżej celu był zaś Tsvetan Genkov, który po dłuższej przerwie powrócił do wyjściowego składu. Dobijając strzał sparowany przez Szumskiego trafił jednak w słupek. - Mieliśmy wiele sytuacji, wystarczyło wykorzystać jedną z nich. Myślę, że po drugim golu mecz byłby już zakończony - wskazał przyczynę porażki Kulawik.


[ZDJĘCIA] Zobacz galerię zdjęć z meczu!



Dodał, że w tygodniu uczulał swoich zawodników na rzuty wolne i różne, które są mocną bronią Piasta. Tymczasem wystarczyły trzy minuty, dwa dośrodkowania Podgórskiego i seria błędów w kryciu, by wiślacy przekonali się o tym organoleptycznie. - To jest niewytłumaczalne - kręcił głową Kamil Kosowski. - Mamy wyższą drużynę od Piasta. Powinniśmy wygrywać pojedynki główkowe. Wtórował mu Marko Jovanović: - Nie wiem co powiedzieć. Prowadzimy, marnujemy stuprocentowe okazje, a później tracimy dwa gole po stałych fragmentach. Nieprawdopodobne.

Byli także zgodni co do tego, że drużyna musi się szybko pozbierać, by jak najlepiej zaprezentować się w arcyważnym środowym półfinale Pucharu Polski, przeciwko Śląskowi Wrocław. Po takiej porażce ich opowiadania o szansie awansu do europejskich pucharów brzmią jednak niedorzecznie. Wiosną notują bowiem całkowicie przypadkowe wyniki, a ich dyspozycja w każdym kolejnym spotkaniu pozostaje dla wszystkich tajemnicą.


Wisła Kraków - Piast Gliwice (1:0)

Iliev 9' - Zbozień 70', Urban 73'

Wisła: Pareiko - Jovanović, Głowacki, Chavez, Bunoza - Wilk - Małecki, Chrapek (82' Chrapek), Iliev (71' Garguła), Kosowski - Genkov

Piast: Szumski - Zbozień, Klepczyński, Polak, Oleksy - Podgórski, Matras, Lazdins (88' Krzycki), Cicman - Docekal (60' Robak), Jurado (60' Urban)

Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Zółte kartki: Chavez, Genkov, Jovaović - Matras