Pierwszy raz syna byłego wiceprezesa Cracovii. „Zawsze w siebie wierzyłem”
Od przedszkola do ekstraklasy
W koszulce w biało-czerwone pasy występuje bez przerwy od szóstego roku życia. Jego ojciec Jakub Tabisz przez ponad 20 lat był prawą ręką prezesa Janusza Filipiaka. Po nim odziedziczył smykałkę do gry, ale zdążył go przebić.
Do pierwszego zespołu awansował niedawno, ale już wcześniej przyglądali mu się trenerzy seniorów. Szansę debiutu dał mu niedawno Luka Elsner. Tabisz junior (rocznik 2007) wziął udział w dwóch zremisowanych meczach ekstraklasy z Lechią Gdańsk (1:1) i Jagiellonią Białystok (0:0).
Zabrakło niewiele
W tym drugim, rozegranym 14 lutego na stadionie Cracovii, wszedł dopiero w 90. minucie, jednak jego odważna akcja mogła mieć duże znaczenie. Po faulu na nim tuż przed polem karnym Amir Al-Ammari uderzył z rzutu wolnego i niewiele się pomylił.
– Niestety Amirowi trochę brakło. Natomiast gdyby nie faul, to mógłbym uderzyć na bramkę i kto wie, jak by to się skończyło – mówi Mateusz Tabisz w rozmowie z LoveKraków.pl.
Nie ukrywa, że przed pierwszymi meczami towarzyszył mu stres. Jest jednak przekonany, że po kolejnych szansach z emocjami będzie coraz lepiej. Być może za jakiś czas „wystrzeli”, jak obrońca Oskar Wójcik, który jest jednym z objawień tego sezonu.
Praca i wiara
Tabisz może grać na obu skrzydłach, wahadłach i „dziesiątce”. Trener Elsner dużo z nim rozmawia, by czuł się coraz pewniej. Przyznaje, że początki w nowej szatni „były ciężkie”, ale z czasem funkcjonowało mu się coraz lepiej.
Twierdzi, że niezależnie od pozycji, cały czas trzeba pracować. – Jeżeli nie widzi się u siebie braków, to znaczy, że nie jest dobrze – podkreśla.
Debiut w ekstraklasie, gra przy – jak podkreśla – wspaniałych kibicach Cracovii było jednym z jego wielu marzeń. Kolejne, w tym te największe, dopiero zamierza spełnić.