Piłkarz Białej Gwiazdy spoczął na laurach. Nie chce już stracić ani dnia

Po kilku miesiącach w rezerwach Wisły Kraków niemal 24-letni Wiktor Szywacz znów znalazł się w orbicie zainteresowań pierwszego zespołu. Obóz przygotowawczy był dla niego nagrodą za udaną jesień i momentem prawdy.

Michał Knura, LoveKraków.pl: Kiedy zobaczyłem kadrę na obóz w Turcji, pomyślałem, że dostaje pan kolejną szansę. Pan też tak to odebrał? Jesień w III lidze miał pan bardzo udaną, także jeśli chodzi o gole i asysty.

Wiktor Szywacz, piłkarz Wisły Kraków: Trener zakomunikował mi, że lecę z pierwszą drużyną w czasie rozmowy w cztery oczy. Bardzo się ucieszyłem, bo poczułem, że moja ciężka praca w rezerwach została doceniona. Starałem się pracować jak najciężej, żeby się odwdzięczyć za zaufanie i zrobić wszystko, by zostać w pierwszoligowej kadrze.

Mariusz Jop sygnalizował, że docenia to, co prezentował pan w drugim zespole?

Takie słowa wprost nie padły. Ale samo to, że mnie zauważył i dał mi szansę, było dla mnie jasnym sygnałem. Innej drogi nie ma – wiedziałem, że muszę pracować i dawać liczby, by zostać zauważony.

Mariusz Jop, trener Wisły
Mariusz Jop, trener Wisły

Czuje pan, że może indywidualnie wykrzesać więcej, czy osiągnął już poziom, który trudno będzie przebić?

Na pewno się rozwijam. Jest inne podejście do futbolu niż wcześniej, trener Karol Nędza uczy mnie nowych rzeczy. Z treningu na trening czuję, że idę do przodu, a nie stoję w miejscu. Nie uważam się za zawodnika „gotowego”. Staram się codziennie uczyć czegoś nowego.

Co pokazał trener?

Przede wszystkim każdy zawodnik ma określoną rolę na boisku. Trener powiedział mi, że jeśli będę wykonywał to, czego ode mnie oczekuje, przyjdą gole i asysty. I faktycznie – mam bardzo dobry dorobek w tej rundzie, chyba najlepszy w karierze. To daje satysfakcję i potwierdza, że ta droga ma sens.

Zawsze wyróżniał się pan techniką, przeglądem pola, jakością strzału, ale odstawał motorycznie. To też się poprawiło? W I lidze czy ekstraklasie parametry trzeba mieć na wysokim poziomie.

Faktycznie odstawałem pod względem motorycznym. Kiedy zostałem zesłany do rezerw, jasno powiedziano mi, że muszę nad tym pracować. Przez ostatnie dwa–trzy lata zrobiłem w tym zakresie duży progres. Dziś nie odstaję od kolegów i czuję, że jestem znacznie lepiej przygotowany fizycznie do pierwszej drużyny niż wcześniej.

Wiktor Szywacz
Wiktor Szywacz
Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl

Zaczął pan więcej pracować?

Kiedy byłem młodszy, myślałem, że sam talent wystarczy. Szybko zadowalałem się tym, co osiągałem. Ten czas poza pierwszą drużyną nauczył mnie pokory. Ciężko pracowałem, żeby tu wrócić, i nie chcę już stracić ani jednego dnia. Trener Mariusz Jop zwraca dużą uwagę na detale. Każdy zawodnik ma świadomość, czego mu brakuje i nad czym musi pracować. Cały sztab jest bardzo pomocny, zawsze można podejść i dostać konkretną wskazówkę.

Spoczął pan na laurach. Doszedł pan do tego sam, czy ktoś pomógł to zrozumieć?

Dużo pomogła mi rodzina: tata, mama i brat, który też jest piłkarzem, a także przyjaciele. Przesunięcie do IV ligi było zderzeniem z rzeczywistością. Bliskie mi osoby przekonały mnie, że nie mogę szukać winnych wokół siebie, tylko zastanowić się, czy ja robię wszystko jak trzeba. Porozmawiałem sam ze sobą, rodzicami i znajomymi, a potem wziąłem się do ciężkiej pracy. Opłacało się, ale to nie koniec, bo każdego dnia muszę potwierdzać, że zasługuję na powrót do kadry pierwszej drużyny, dostanie szansy w meczu i pomóc chłopakom w I lidze. 

Wiktor Szywacz
Wiktor Szywacz
Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl

Kiedy było najtrudniej myślał pan o planie B na życie?

Nie. Cały czas czułem, że mam umiejętności na wyższy poziom niż III liga. Skupiałem się wyłącznie na tym, co zrobić, żeby wrócić w miejsce, które straciłem. Gdybym zaczął myśleć o planie B, to by mnie rozpraszało. Jeśli chcesz być piłkarzem, to musisz być w stu procentach skoncentrowany na piłce. 

W czerwcu wygasa pana umowa. Jest w niej opcja przedłużenia.

Nie było jeszcze żadnych propozycji ani rozmów. W stu procentach skupiam się na treningach.