Pluskwy na Kozłówku nie dają spać. Mieszkańcy: Administracja umywa ręce
Na pozór zwykły blok na krakowskim osiedlu Na Kozłówce kryje w sobie poważny problem, który dla wielu mieszkańców stał się codziennym koszmarem. Jak informuje nas „Zaniepokojony mieszkaniec Kozłówka”, w budynku nr 14 od dłuższego czasu trwa walka z pluskwami. Sytuacja, jak mówi, dawno przekroczyła próg irytacji, stała się zagrożeniem sanitarnym i psychicznym dla mieszkańców.
– Ludzie są zdruzgotani. Niektórzy nie śpią po nocach, inni wydają setki złotych na prywatne dezynsekcje. Niestety, to nie działa, bo problem jest systemowy i obejmuje większą część bloku – relacjonuje nasz Czytelnik. – Bez wsparcia administracji i instytucji nie jesteśmy w stanie skutecznie się obronić – dodaje.
Problem insektów w blokach wielorodzinnych nie jest nowy. Gdy w jednym lokalu pojawią się pluskwy, bardzo szybko mogą przenieść się do sąsiednich mieszkań przez szczeliny i instalacje. Dlatego właśnie działania punktowe rzadko przynoszą trwały efekt.
Mieszkańcy bloku nr 14 wskazują, że od dłuższego czasu apelują do administracji o pomoc. Twierdzą jednak, że reakcje są opieszałe, a skutecznych rozwiązań brakuje. Tymczasem kolejne osoby zaczynają odczuwać skutki nieproszonych lokatorów: swędzące ugryzienia, trudności ze snem i rosnącą frustrację.
Pluskwy w kilku mieszkaniach
O komentarz poprosiliśmy Rejon Obsługi Mieszkańców „Prokocim”, który administruje budynkiem. Przedstawicielka firmy przyznaje, że problem występuje, ale jej zdaniem nie można mówić o „pladze”.
– Nie ma żadnej plagi. Problem dotyczy tylko siedmiu mieszkań na 120. To wspólnota mieszkaniowa, a działania muszą być podejmowane uchwałą właścicieli. Żeby zrobić dezynsekcję w całym budynku, potrzebna jest zgoda wszystkich – mówi. – Tyle że nie da się tego zorganizować w praktyce. Zawsze ktoś wyjedzie, kogoś nie będzie, nie każdy wpuszcza ekipę dezynsekcyjną.
Administracja zapewnia również, że zlokalizowano już źródło pluskiew i podjęto odpowiednie działania. – Mieszkanie, które było źródłem problemu, zostało dwukrotnie poddane dezynsekcji i jest obecnie czyste – zapewnia przedstawicielka ROM „Prokocim”.
Jednak mieszkańcy widzą to inaczej. Ich zdaniem problem nie został zażegnany, a działania są spóźnione i niewystarczające. Co więcej, brakuje współpracy między lokatorami, z których część bagatelizuje problem, a część woli działać indywidualnie.
– Chcielibyśmy zorganizować coś razem, może wspólne pismo, może zebranie, ale bez wsparcia i zaangażowania administracji trudno ruszyć z miejsca – mówi mieszkaniec.
Sprawa pokazuje szerszy problem systemowy. Jak tłumaczy przedstawicielka ROM-u, przy braku obowiązku wpuszczenia ekipy dezynsekcyjnej i rozproszonej odpowiedzialności w ramach wspólnot mieszkaniowych, skuteczna walka z insektami bywa niemal niemożliwa.
Na razie mieszkańcy bloku nr 14 zostali sami. A pluskwy, jak wiadomo, nie znikają same.