Pod szatnią Wisły: Najważniejszy mecz w życiu
Mimo w gruncie rzeczy niezłego wyniku, pod szatnią Wisły próżno było szukać uśmiechniętych twarzy. Wszyscy zawodnicy Franciszka Smudy mówili o towarzyszącym im uczuciu niedosytu. Wszyscy zastanawiali się także, jakim cudem po przerwie nie potrafili kontynuować dobrej postawy z pierwszych 45 minut.
Michał Miśkiewicz: Nie przesadzę jeśli powiem, że to był najważniejszy mecz w moim życiu. Myślę, że u wszystkich zawodników dużo w tym przypadku rozgrywa się w głowie. Niezależnie od formy obu zespołów, gdy wychodzi się na boisko w derbach, wszystko przestaje mieć znaczenie. Cieszę się, że nie było tragedii z mojej strony, bo też mocno to przeżywałem. Starałem się podejść do tego spotkania jak do każdego innego, ale nie było to możliwe.
Łukasz Burliga: Wyrównujący gol to mój ewidentny błąd. Niepotrzebnie próbowałem przecinać podanie. Powinienem w tej sytuacji zostać w swojej strefie, bo było tam dwóch naszych zawodników. Po prostu byłem pewien, że wygram tę piłkę. A gdy już wyskoczyłem okazało się, że zabrakło mi któregoś centymetra.
Obrona rzeczywiście trochę nam się rozsypała, ale trzeba się pozbierać. Po to mamy w kadrze ponad 20 zawodników, żeby każdy mógł dostać swoją szansę. Jeśli trener w meczu z Lechią ustawi mnie na lewej obronie, to nie będzie to dla mnie duży problem. Grałem już przecież na tej pozycji.
Michał Chrapek: Mój gol to duża zasługa Pawła Brożka. Wystawił mi piłkę tak, że praktycznie wystarczyło tylko dobrze zakończyć strzałem. Fajnie, że mi się to udało, ale trzech punktów nie przyniosło. Nie miałem wcześniej okazji zagrać w derbach, było to dla mnie coś nowego. Układałem sobie w głowie możliwe scenariusze. Oczywiście nie myślałem, że strzelę gola, chciałem po prostu dobrze zagrać. Nie jestem do końca z siebie zadowolony, bo miałem dużo strat, ale mam nadzieję, że będę mógł jeszcze w takim spotkaniu wystąpić.
Gordan Bunoza: Nie wiem co powiedzieć. Pierwszą połowę zagraliśmy dobrze, mogliśmy strzelić drugiego gola. A później było chyba najgorsze 45 minut ze wszystkich ośmiu meczów. Dobrze, że skończyło się 1:1. Nie chcieliśmy utrzymywać korzystnego wyniku. W taki sposób graliśmy w poprzednim sezonie. W tym staramy się grać jak z Piastem: po zdobyciu gola próbujemy strzelić kolejnego. Mobilizowaliśmy się w przerwie, mówiliśmy sobie „gramy dalej, jakby było 0:0” i nie wiem co się stało. Cieszy mnie jedynie, że nadal jesteśmy niepokonani. Chcemy to podtrzymać we wtorek.