Pod tarnowskim krucyfiksem zaczęło się nawrócenie Romana Brandstaettera
Usłana była ona wątpliwościami oraz licznymi rozterkami. A szlak nawrócenia rozpoczął się w Tarnowie i tamtejszej katedrze.
Roman Brandstaetter pochodził z żydowskiej rodziny inteligenckiej. Bardzo zacnej i szanowanej daleko poza miastem.
Jego dziadek Mordechaj zapisał się w historii literatury judaistycznej jako autor opowiadań i nowel oraz poczytny twórca literatury hebrajskojęzycznej.
W mieście prowadził dużą tłocznię oleju. Był także znanym filantropem. To on właśnie zaszczepił swemu wnukowi wielką miłość do Biblii, która dla przyszłego pisarza stała się szybko najważniejszą księgą w życiu.
– Gdy teraz, po wielu dziesiątkach lat, czytam Świętą Księgę, wydaje mi się, że nie czytam jej, lecz słyszę głos dziadka i wsłuchuję się z napięciem w jego równy, melodyjny głos, opowiadający mi dzieje biblijne tak, jakby były opowiadane w namiotach koczującego Jakuba – pisał po latach Roman Brandstaetter.
Szlak nawrócenia wiódł uliczkami Tarnowa
Rodzinny dom Brandstaetterów znajdował się przy ul. Mickiewicza 9, tuż przy skrzyżowaniu z ul. Brodzińskiego, na wprost poczty. Z okien balkonu – po lewej stronie – widać było ówczesny budynek „Sokoła”, w którym dziś mieści się teatr.
Po prawej widać było wielkie budynki koszar, w których dziś uczą się studenci Akademii Tarnowskiej.
Tam właśnie, przy Mickiewicza, 3 stycznia 1906 roku przyszedł na świat Roman Brandstaetter.
Okolice Mickiewicza były, podobnie jak dziś, ścisłym centrum miasta. To na pobliskiej ul. Goldhammera, funkcjonującej też jako Zdrojowa, budowali się najbardziej wpływowi tarnowianie – przede wszystkim ci wyznający religię mojżeszową.
Niedaleko, w kierunku północnym, znajdował się cmentarz żydowski. Idąc na południe, docierało się do ul. Wałowej, stamtąd do katedry i starej synagogi oraz na plac zwany Burkiem, gdzie kupowano warzywa i mięso od przybywających okolicznych wieśniaków.
Taki był świat młodego Romana Brandstaettera. Do szkoły powszechnej miał dwa kroki – mieściła się ona w sąsiedniej kamienicy, w której dziś znajduje się III LO.
Gimnazjum i maturę kończył w obecnym „Pierwszym”, najstarszej szkole tarnowskiej przy ul. Piłsudskiego, obok seminarium.
Uczniem był średnim. Bardzo dobry miał tylko z religii. Kiepsko szła mu natomiast nauka języków klasycznych.
„Morderca Pana Jezusa”
Droga Brandstaettera do nawrócenia zaczęła się około 1917 roku. Sam pisarz wspominał, że pierwsze niepokoje w duszy przeżywał już jako nastolatek.
– Do jedenastego roku życia niewiele wiedziałem o Chrystusie. Gdybym chciał zrekonstruować stan moich ówczesnych o Nim wiadomości, musiałbym ograniczyć je do mglistego wyobrażenia o jakimś Mężu imieniem Jezus, w którego wierzy bardzo wielu bliskich mi ludzi – wspominał.
W dzieciństwie nie było mu łatwo. Do pewnego czasu jego najbliższymi kolegami byli synowie nauczycielki muzyki. Przyjaźń jednak szybko się skończyła, gdy powiedzieli mu, że „Romek zabił Jezusa”.
Niedługo potem przyszło zachwycenie się dziecka pięknem tarnowskiej katedry, do której w sekrecie przed rodzicami prowadziła go Marynia – służąca Brandstaetterów.
– Nasza Marynia, ilekroć przechodziliśmy koło kościoła, żegnała się znakiem krzyża. Raz wzięła mnie do katedry, która była bardzo piękna. Zachwyt mój wzbudziły leżące na sarkofagach olbrzymie, kamienne postacie rycerzy – pisał w „Kręgu Biblijnym”.
Kazała małemu Romkowi klękać na posadzce i razem się modlili. Najprawdopodobniej pod obrazem Chrystusa ukrzyżowanego, który do dziś znajduje się w nawie głównej bazyliki po prawej stronie.
Młodzieniec zapamiętał dwie rzeczy: bolące kolana i polecenie, by nic w domu o tym nie mówić.
– Bo jeszcze coś sobie pomyślą – tłumaczyła Marynia.
Najbardziej zapadła mu jednak w pamięć korona cierniowa na głowie Chrystusa.
– Ogarnął mnie lęk. Czułem, że ta Postać wisząca na krzyżu... Dlaczego wisi? Dlaczego w cierniowej koronie? – zastanawiał się.
Z czasem obrazy te wracały w koszmarach.
Krucyfiks z Kapitulnej
Na wschodniej stronie katedry, w cieniu pomnika Jana Pawła II, stoi krzyż. Miedziany krucyfiks został wykonany według projektu Antoniego Madeyskiego.
To ten sam artysta, który stworzył m.in. nagrobki królowej Jadwigi i Władysława Warneńczyka na Wawelu.
Krucyfiks wkomponowano w mur katedry w 1899 roku. Fundatorem był – jak ustalono później – Janusz Rypuszyński, architekt i burmistrz Tarnowa.
To właśnie ten krzyż szczególnie poruszył młodego Brandstaettera.
– Ten rozpięty na krzyżu Chrystus, sczerniały od deszczów i wiatrów, napawał mnie coraz większym niepokojem – wspominał.
Zdarzało się, że przechodząc ulicą Kapitulną, ukradkiem uchylał czapkę, a potem zawstydzony przyspieszał kroku.
Z czasem zaczął nawet omijać to miejsce.
Jerozolima, Rzym i Poznań
Po 1940 roku wraz z żoną Tamarą Karren wyjechał do Jerozolimy. Tam, odwiedzając miejsca związane z życiem Chrystusa, podjął decyzję o konwersji.
W 1946 roku w Rzymie przyjął chrzest w kościele San Salvatore in Onde.
Dziewięć dni później ponownie się ożenił.
Do Polski wrócił w 1948 roku. Ostatecznie zamieszkał w Poznaniu.
Zmarł 28 września 1987 roku.
Powrót do Tarnowa
Po wojnie odwiedził Tarnów tylko dwa razy.
Opisy tych wizyt były pełne nostalgii. Miasto nie było już tym samym miejscem.
Nie wiadomo, czy stanął ponownie pod katedrą i krucyfiksem.
Ale właśnie tam – pod tarnowskim krzyżem – rozpoczęła się jego czterdziestoletnia droga od judaizmu do katolicyzmu.