Podsumowanie rundy jesiennej – Wawel Kraków [Rozmowa]

Wawel Kraków to klub, który za niespełna pięć lat będzie świętował stulecie swojego istnienia. W 1953 roku został wicemistrzem Polski, w sezonach 1951/1952 oraz 1964/1965 dotarł do 1/4 finału Pucharu Polski. W 1952 roku klub wywalczył Puchar Ligi (ówczesny Puchar Zlotu Młodych Przodowników). Od dawna jednak zespół występujący na stadionie przy ulicy Podchorążych 3 nie potrafił nic osiągnąć w polskiej piłce, występując w amatorskich ligach.

Przed bieżącymi rozgrywkami w klubie panowała niepewność. Pojawiła się bowiem informacja o niezgłoszeniu drużyny seniorów do nowego sezonu, ale Małopolski Związek Piłki Nożnej podjął odpowiednie działania mające na celu uratowanie krakowskiego klubu. MZPN przywrócił WKS Wawel do rozgrywek oraz wsparł go finansowo.

– Pomoc finansowa MZPN dla nas jest całkowitym zaskoczeniem, chociaż bardzo miłym, i mamy nadzieję odpłacić się za to na boisku jak najlepszą postawą. Byliśmy w ciągłym kontakcie z władzami Związku i z poradą przychodziło do nas bardzo wiele osób. Zobaczyliśmy, jak wielu z nich zależy na tym zasłużonym klubie – mówił przed sezonem w rozmowie z nami piłkarz Wawelu Marcin Mączyński.

Mimo wsparcia MZPN, Wawel, występujący w Klasie A grupy Kraków II, radził sobie w rundzie wiosennej fatalnie. Po 14 kolejkach zespół zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, mając na koncie tylko 2 punkty, które zawdzięcza dwóm remisom na wyjazdach – 2-2 z Górzanką Nawojowa Góra oraz 1-1 z Dragonem Szczyglice.

O sytuacji w klubie z Bronowic rozmawialiśmy z jednym z byłych zawodników Wawelu Kraków, który wolał pozostać anonimowy.

Aleksander Sarota, LoveKraków.pl: Dlaczego zespół prezentował się w rundzie jesiennej tak fatalnie?

Wydaje mi się, że tak katastrofalne wyniki są efektem całego tego zamieszania wokół drużyny. Zespół WKS Wawel, który ostatni sezon kończył na przyzwoitym, jak na warunki w jakich przyszło nam grać, 7. miejscu, budowany był praktycznie przez 3 lata. Przychodziłem do klubu w takim momencie, w którym znajduje się on teraz. Po rundzie jesiennej sezonu 2011/2012 zespół był na ostatnim miejscu z dorobkiem zaledwie 3 punktów. Budowa drużyny była mozolna. Drużyna grała całkowicie za darmo, dokładano właściwie do jej funkcjonowania na przełomie trzech sezonów, ale mimo to Wawel ukształtował się na solidny zespół A-klasy, który był w stanie wygrać chociażby z drużyną TS Węgrzce w poprzednim sezonie, co nie udało się nikomu innemu. Wszystkich zachęcała i motywowała do gry dobra atmosfera wśród zawodników pierwszej drużyny, dobry kontakt z władzami sekcji i trenerami, którzy przez ten okres pracowali z drużyną pomimo wielu trudności, jakie napotykali trenerzy: Baran, Wrona, Burmer.

Jak to możliwe, że solidny zespół A-klasowy, budowany od 3 lat, odnotował tak wielki regres sportowy?

Przed obecnym sezonem w klubie doszło do małego trzęsienia ziemi. Walkę o to, aby drużyna przystąpiła w ogóle do rozgrywek, prowadziło kilka osób, szczególnie zawodnik pierwszej drużyny Marcin Mączyński. Każdy jednak z osób związanych z seniorami WKS Wawel dokładał tam jakąś cegiełkę, aby chociażby przez nagłośnienie sprawy zmienić decyzję klubu dotyczącą drużyny seniorów. Jaki był efekt tych starań, wszyscy wiemy bardzo dobrze. Drużyna była klecona na za pięć dwunasta przed startem rozgrywek. Wielu młodych chłopaków, widząc co się dzieje w klubie, zrezygnowało z gry, rozwiązano drużynę juniorów młodszych, nie podjęto również walki o juniorów starszych, a zawodników tych zespołów albo sprzedano, albo wypożyczono. Część chłopaków postanowiła zawiesić grę w oficjalnych rozgrywkach MZPN na rok, aby minął czas karencji i mogli za darmo odejść z klubu.

Kto opuścił zespół?

Z pierwszej drużyny odeszli przede wszystkim wieloletni kapitan Marek Gilarski, Piotr Kupis, Paweł Szpetnar, z gry zrezygnował Wojtaszek, Pawluś, Kocot, Kawski, czyli tak naprawdę trzon drużyny i osoby, które dbały o atmosferę w szatni, potrafiły zmotywować kolegów do walki na boisku. Drugim czynnikiem mającym wpływ na wyniki był dobór trenera na minioną rundę, za którego zawodnicy nie chcieli umierać na boisku. Trener Będkowski, znany z bogatego warsztatu, po prostu nie był w stanie przekonać do siebie chłopaków, którzy czuli do niego niechęć po zawirowaniach już w poprzedniej rundzie sezonu 2013/2014, kiedy zaczął pracę w klubie w roli koordynatora.

Z takimi problemami trudno przygotować się odpowiednio do sezonu.

Drużyna, którą udało się zbudować, nie była przygotowana do rozgrywek. Zawodnicy nie rozegrali żadnego spotkania sparingowego, odbyli raptem kilka treningów i musieli wyjść grać o punkty, a w sytuacji, gdy się nie znają i nie ma „team spirit” w drużynie, nie da się wygrać meczu nawet w A-klasie, bo mimo wszystko zespół miał potencjał, aby na pewno wywalczyć przynajmniej 10 punktów.

Czy zawodnicy muszą płacić składki członkowskie?

Od zawodników wymaga się płacenia składek członkowskich w wysokości 20 złotych miesięcznie. Dla mnie to sprawa akceptowalna, jednak nie w wypadku, gdy zawodnicy są wyrzuceni z szatni, w której przebierali się od pokoleń, pod prysznicem nie ma ciepłej wody, muszą kupować za własne pieniądze sprzęt sportowy (obuwie, ochraniacze etc.), na mecze jeżdżą swoimi samochodami i nikt za to im nie zwraca nawet złotówki. Jednak tłumaczenie władz klubu jest dość dobitne: klub zapewnia szatnie z ciepłą wodą (na hali WKS Wawel), boisko do trenowania i grania, którego utrzymanie to, według prezesa, roczny koszt około 80 tysięcy złotych, co jest kwotą zawrotną i nierealną.

Dlaczego odszedł pan z klubu?

Było to związane przede wszystkim z otrzymaniem informacji, że klub wszczął postępowanie dyscyplinarne co do mojej osoby, a jego podstawą były działania godzące w dobre imię klubu. Chodziło tutaj o skomentowanie kilku artykułów, podpisanych z imienia i nazwiska, w których nie zgadzałem się z polityką prezesa. Wynik tego postępowania był mi znany z góry, dlatego postanowiłem, że nie będę już dalej problemem dla obecnych władz i po prostu postanowiłem odejść, czego klub również nie ułatwiał. Efektem tego postępowania było wykluczenie mnie z członkostwa w WKS Wawel. Otrzymałem informację listem poleconym, że zostałem wykluczony bez najmniejszego uzasadnienia. W taki sposób rozstaje się tam z osobami, które dla dobra grupy są w stanie zrobić wiele, ale to już oddzielna kwestia.

Czy jest jakaś nadzieja na to, że w klubie będzie lepiej?

Za to, że człowiek robi więcej niż do niego należy, dostaje się nagrodę w postaci „out z klubu”. Mam nadzieję, że kiedyś tam się coś zmieni, jednak nie przewiduję, żeby to było prędko, bo dopóki rządzić będą ludzie nie mający większego pojęcia i nie chcący słuchać podpowiedzi innych w sprawach, na których się nie znają, to będzie jak jest, ale… hasło przewodnie naszej drużyny, z której niewiele zostało, to "Nasza wiara niezachwiana".