Poezją w psie fekalia. Ostatnie pouczenie straży miejskiej dla właścicieli Azorów
Lada dzień na tarnowskich trawnikach, skwerach i w parkach powinny pojawić się tabliczki przygotowanie przez tarnowską straż miejską. Będzie to zachęta kierowana do właścicieli psów, by byli uprzejmi posprzątać po swoich pupilach, które załatwiły się w przestrzeni publicznej.
Nie będzie to jednak suchy, urzędowy komunikat. W Tarnowie ten apel przybiera formę wierszowaną. To już taka lokalna tradycja, która w przyszłym roku będzie świętowała dziesięciolecie.
Posterunek przy Nadbrzeżnej jak Parnas
Pomysł niecodziennego ostrzegania i edukowania mieszkańców zrodził się spontanicznie, najpewniej przy okazji wymyślania kolejnej akcji profilaktycznej.
- Chcieliśmy w jakiś inny, niesztampowy sposób zachęcić mieszkańców do tego, by sprzątali po swoich pupilach. A przy okazji pokazać, że nie tylko potrafimy karać i wlepiać mandaty. Bo problem jest, o czym niejednokrotnie każdy się przekonał na swojej skórze – dodaje Aldona Mitera.
„Wiersze najszczersze”
Niewykluczone, że poetycką duszę strażników dodatkowo wspierał fakt, że ich siedziba znajduje się tuż przy bulwarach, pod którymi przepływa potok Wątok. Szum rzeczki, bujna zieleń i widok na Starówkę mogły mieć dodatkowy, inspirujący wpływ na wychodzącą spod pióra strażniczą poezję.
Tak oto rodziły się dwuwiersze, które mają poruszyć sumienia mieszkańców Tarnowa.
„Psi właścicielu, sprzątaj po swoim przyjacielu”
„Lepiej widzieć ją w śmietniku, niż w nią wdepnąć na chodniku”
„Pies nie robi w ubikacji – każą sprzątać nie bez racji”
„O każdej porze sprzątaj po Azorze”.
Takie to wiersze stworzyła strażnicza brać.
Był odzew?
Widok wierszowanych tabliczek z logiem straży miejskiej na tarnowskich zieleńcach dziś nikogo nie dziwi. Może tylko przyjezdnych. Tym niemniej pierwsze edycje akcji budziły różne odczucia.
– Jedni nam gratulowali, inni twierdzili, że się nudzimy i powinniśmy się zająć robotą, a nie pisarstwem. Ale, generalnie, odbiór był na „tak”. Chyba byliśmy prekursorami tego typu akcji, skoro odwiedzały nas telewizje. Z czasem dochodziło do takich sytuacji, że mieszkańcy kopiowali wierszyki i dawali je na swoje działki – twierdzi Krzysztof Tomasik, komendant tarnowskiej straży miejskiej.
Całe przedsięwzięcie było też wyzwaniem logistycznym.
- Tabliczki wykonywaliśmy po służbie. Drukowaliśmy i laminowaliśmy kartki, później mocowaliśmy je i jechaliśmy w teren. Na zieleńce, po osiedlach. Wszędzie tam, gdzie ludzie spacerują z czworonogami – wspomina Aldona Mitera.
Przy okazji trzeba było prosić o zgody na umieszczenie komunikatu właścicieli prywatnych posesji. O akcji poinformowano też urząd miasta. Chodziło o to, by w nadgorliwości pracownicy MPGK nie usuwali tabliczek.
Wszystkich wandali i kolekcjonerów – bo tych też nie brakowało – nie upilnowano. Gdy tabliczka znikała, starano się uzupełnić jej brak.
Z wbiciem nowych komunikatów strażnicy czekają aż się ociepli i ziemia przestanie być tak twarda. A jeśli ktoś napotka ostrzeżenie, niech wie, że stoi ono już od roku. Czyli jest solidnie wykonane. I oczywiście nadal aktualne.
Psu… na budę to wszystko?
Nasuwa się pytanie o skuteczność prowadzonej od dziewięciu lat akcji. Czy jest ona jedynie fajnym happeningiem, czy też zmienia się podejście Tarnowian do kwestii sprzątania po swoich czworonogach.
– Trudno powiedzieć. Ja na przykład mieszkam w bloku i widziałam, że ludzie zatrzymywali się i czytali. Pewnie się przynajmniej zastanowili. Ale nie czarujmy się, nawet najpiękniejszy poemat nie nauczy kogoś kultury. Z obserwacji mogę powiedzieć, że jest jednak coraz lepiej – zauważa Aldona Mitera.
Problem jednak jest, co szczególnie widać, gdy puszczą śniegi. Widok, szczególnie alejek parkowych i zieleńców do miłych nie należy.
Właściciele psów, złapani na gorącym uczynku za niesprzątanie odchodów po swoim zwierzaku, tłumaczą się różnie.
– A to, że nie ma worków, a kiedyś były. Były, ale miasto przestało sponsorować ich zakup. Zresztą, ludzie czasem brali po kilka o później te worki walały się choćby po całym Parku Strzeleckim. Pomstują, że nie ma specjalnych koszy – wylicza komendant Krzysztof Tomasik.
I jednocześnie przypomina, że według regulaminu miasta każdy spacerujący z psem powinien mieć przy sobie woreczek na nieczystości. Brak woreczka skutkuje mandatem do 500 złotych.
Nieposprzątanie po psie to już grubsza sprawa. Delikwent bowiem łamie artykuł 145 kodeksu wykroczeń, który mówi o zanieczyszczaniu przestrzeni publicznej.
Tu prawodawca był bezlitosny. Mandat za tego typu postępek nie może być niższy niż 500 złotych.