Polemika. Prawda o Zakrzówku [Listy od czytelników]

W związku z artykułem Dawida Kucińskiego o Zakrzówku i Modraszkach chciałbym napisać kilka słów wyjaśnienia. Jestem mieszkańcem tej okolicy. Zakrzówek (a raczej „Skałki Twardowskiego”) to moje całe dzieciństwo i młodość. Od lat walczę o uratowanie go przed zabudową - pisze nasz Czytelnik Piotr Bożek.

Oto kluczowe punkty, które są istotne w tej sprawie. Kilkanaście lat temu istniał dla tego terenu plan zagospodarowania na tereny zielone bez możliwości zabudowy. Dopiero działania urzędników doprowadziły do stanu, w którym w ogóle rozważa się jakąkolwiek zabudowę. Tak więc stan pierwotny był: tereny zielone bez zabudowy!

Walczymy o niezabudowanie terenu św. Jacka-Wyłom, a nie żadnego „jeziora”. To jest od samego początku oczywiste. Urzędnicy celowo wydzielili jezioro i skarpy jako jeden obszar i nazwali go „Zakrzówkiem” po to, aby go potem po swojemu, urzędniczemu bohatersko ratować. Jacy oni wspaniałomyślni! Dlaczego jednak nam zależy na tym, aby uratować te łąki przed zabudowaniem?

Jest kilka powodów

Teren na zachód od ul. Wyłom jest przepiękny widokowo i pozwala w pełni korzystać z tego prawdziwego cudu natury w środku wielkiego miasta. Niestety – w razie zabudowy terenów na wschód od ul. Wyłom, tereny po zachodniej stronie staną się kompletnie nieatrakcyjne.

To tak, jakby ktoś argumentował, że co prawda zabuduje tereny we wschodniej części Doliny Pięciu Stawów w Tatrach, ale przecież nie zabuduje ich zachodniej części!

Ogólnie: zabudowa spowoduje zniszczenie tego miejsca jako wartościowego dla wypoczynku. Zostanie jedynie kawałek trawy z widokiem na okna i suszące się pranie... Teren stanie się miejscem spacerowym mieszkańców bloków wyprowadzających swoje pieski.

W razie powstania w tym spornym terenie zabudowy, trzeba będzie zbudować drogę wyjazdową. Oznacza to w praktyce tranzyt od nowego mostu na Wiśle do ul. Norymberskiej. Byłaby to już kompletna katastrofa, bo nie dość, że powstaną bloki, to mielibyśmy jeszcze bardzo ruchliwą drogę. Innej możliwości wyprowadzenia ruchu nie ma. Nawet, jeżeli cwani urzędnicy oficjalnie nie wprowadziliby do planu drogi (żeby nie drażnić ludzi), to jest oczywiste, że w ciągu kilku lat mieszkańcy wymuszą na mieście dojazdy poprzez procesy sądowe!

W planie są dachy płaskie, co ma ogromne znaczenie: oznacza to, że urzędnicy szykują dla dewelopera prezent w postaci możliwości zastosowania „zielonych dachów”, co pozwoli na zwiększenie wskaźnika zagęszczenia zabudowy! Podejrzewamy nawet, że w praktyce deweloper dobuduje dodatkowe piętro nawet ryzykując karę, bo i tak wyjdzie na swoje.

Obecnie już trwa dogęszczanie zabudowy w rejonie Dębnik, Podwawelskiego, Cegielnianej, Tesco, Ruczaju. Oznacza to katastrofę komunikacyjną, zanieczyszczenia hałasem, spalinami itp. Tymczasem istnieją ogromne tereny do zabudowy w stronę Skawiny i Tyńca.

Hipokryzja urzędników

W rejonie św. Jacka-Wyłom znajduje się też teren miasta. Urzędnicy planują oddać go deweloperowi (wtedy dopiero ich teren stanowiłby idealną całość na duże osiedle), w zamian chcą od dewelopera tereny jeziora i skałek. Gigantyczna hipokryzja urzędników, którzy wmawiają nam, że dzięki temu "uratują Zakrzówek". Przy czym nie dodają, że na jeziorze i na skałach deweloper i tak niczego nie wybuduje, a jak miasto odda mu część swoich terenów, to dopiero wtedy zacznie się ich katastrofa.

A jak to robią na  świecie?

Logika rozwoju miast jest taka, że tereny zabudowane powinny być przeplatane terenami zielonymi tak, żeby każdy mieszkaniec miał je w zasięgu 10 minut spaceru. Spaceru! Jeżeli zagłębimy się w internet i poczytamy, jak rozwijane i planowane są miasta, to nie wyjdziemy ze zdumienia, że w ogóle tolerujemy jeszcze naszych urzędników.

Podsumowując:

– walczymy o niezabudowanie rejonu św. Jacka-Wyłom

– urzędnicy za wszelką cenę trzymają stronę deweloperów (uwzględniając zamieszanie z przekwalifikowaniem tych terenów, łatwo można zgadnąć jaki jest powód)

Nie ma sporu między zwolennikami i przeciwnikami zabudowy – jest za to spór pomiędzy normalnymi ludźmi i grupą cwaniaków chcących zmienić pierwotne przeznaczenie tych terenów.

PS Proszę się zastanowić: wykup tych terenów miał pochłonąć około 30 milionów złotych. Na ZIO straciliśmy 10 milionów. Na stadiony i hale – 1,5-2 miliardy. Wniosek jest prosty...

Piotr Bożek

Opinie zawarte w tym dziale nie muszą pokrywać się z opiniami redakcji LoveKraków.pl. Redakcja zastrzega sobie prawo do zmiany tytułów, dodawania śródtytułów oraz skracania tekstów