Policja z konserwator wkroczyła do kamienicy przy Rynku Głównym

Wojewódzka konserwator zabytków może nałożyć półmilionową karę na właściciela kamienicy przy Rynku Głównym, który prowadził prace budowlane bez odpowiednich zgód. Do akcji wkroczyła policja.

– Doszło do poważnych dewastacji, prowadzono prace budowlane bez planów, bez projektów, bez pozwoleń, bez nadzoru ze strony konserwatora – mówi w rozmowie z LoveKraków.pl Monika Bogdanowska, wojewódzka konserwator zabytków.

Prace bez pozwolenia

W jednej z kamienicy odchodzącej od Rynku Głównego urzędniczka zauważyła, że prowadzone są prace budowlane na dużą skalę. – Poleciłam sprawdzić, czy inwestor posiada pozwolenia konserwatorskie. Okazało się, że żadne decyzje administracyjne nie zostały wydane – podkreśla.

Później Monika Bogdanowska przeprowadziła doraźną kontrolę, w trakcie której inspektorzy zastali w kamienicy robotników. Poproszono o przedstawienie książki budowy i pozwoleń na prowadzenie prac. Na miejscu zjawił się mężczyzna, który przedstawił się jako pełnomocnik właściciela. Miał powiedzieć, że nie jest w stanie przedstawić dokumentów.

– Wstrzymaliśmy roboty i nakazaliśmy opuszczenie placu budowy. Po przeprowadzeniu obchodu budynku wobec skali i fatalnej jakości robót zgłosiliśmy sprawę do nadzoru budowlanego i do prokuratury, wszczęliśmy też własne postępowanie – mówi konserwator.

Na miejscu stwierdzono, że w piwnicy została rozkuta posadzka, częściowo rozebrany jest kanał śródblokowy, wznoszona jest ściana z pustaków.

Później ruszyła cała machina administracyjna. Z urzędu konserwatorskiego do inwestora trafiło pismo z żądaniem dostarczenia odpowiednich dokumentów. Ale żadnej odpowiedzi nie było.

– Złożyliśmy pismo do prokuratury w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa polegającego na prowadzeniu prac bez pozwolenia – informuje Monika Bogdanowska.

Do kamienicy wchodzi policja

Po ok. trzech tygodniach konserwator ponownie przechodziła obok kamienicy. – Usłyszałam dźwięki prac budowlanych. Wszystkie pomieszczenia były zamknięte. Zarządziłam asystę policji – mówi.

Na miejscu policjanci wspólnie z inspektorami urzędu konserwatorskiego wkroczyli do budynku. – Funkcjonariusze przeprowadzili wywiad. Zatrzymali pięciu pracowników, a szóstego wyprowadzili w kajdankach, bo był poszukiwany listem gończym. Wykonano zdjęcia i sporządzono zestawienie zmian, jakie zaszły przez ostatnie tygodnie.

Okazało się, że przez ten czas trwały prace. Doszło do poważnych dewastacji budynku, wywożono gruz.

Kara nawet do pół miliona złotych

– Nie będę się zastanawiać nawet pięć minut, czy mamy ukarać właściciela. Przy tak poważnym naruszeniu prawa to nie podlega dyskusji. Właściciel miał pełną świadomość, że jego obiekt jest zabytkowy i znajduje się na terenie objętym wszystkimi formami ochrony konserwatorskiej – deklaruje wojewódzka konserwator zabytków.

Inwestor może spodziewać się nałożenia nawet półmilionowej kary za prowadzenie prac bez pozwolenia konserwatorskiego. Najprawdopodobniej usłyszy również zarzuty karne za niszczenie zabytku.