Polowania w mieście. Czy dziki to problem, który w Krakowie powoli wymyka się spod kontroli?
Populacja liczona w tysiącach?
– W mediach pojawiają się informacje dotyczące populacji dzików w Krakowie. Mówi się o półtora, dwóch, a nawet pięciu tysiącach. Jako myśliwy ze sporym doświadczeniem mogę powiedzieć, że nie da się tej liczby tak dokładnie oszacować – mówi Tomasz Ciepły, Łowczy Okręgowy w Krakowie.
Jak ocenia, dziki są ruchliwe, zmieniają miejsca bytowania, a także zachowania społeczne (rozmnażanie, tolerancja na sąsiedztwo człowieka itp.). – Nie jesteśmy w stanie jednoznacznie podać tej liczby. Jednak jedno jest pewne – Kraków, ale również inne miasta w Polsce, mają coraz większy problem z dzikami. Przyczyn jest wiele: ocieplenie klimatu, brak srogich zim i dostęp do żeru przez cały rok, co powoduje, że coraz młodsze lochy mają już młode. Kiedyś, dopiero trzyletnie samice dzika przystępowały do rozrodu i rodziły młode, teraz zaledwie roczne mają już potomstwo – mówi Ciepły.
– Nawet jeśli pozbędziemy się tysiąca czy dwóch tysięcy dzików, one i tak nie znikną z terenu miasta Krakowa. Trzeba też zgodzić się z tym, że duże miasta stały się dla zwierząt, w tym łownych, przyjaznym miejscem do bytowania. Nie chcę tutaj wspominać historycznego podejścia do tego zagadnienia. Tego czasu nie jesteśmy już w stanie nadrobić. Ale obecnie cały czas panują tutaj doskonałe warunki, „aby się osiedlić” – podkreśla.
Jak wygląda polowanie w mieście?
Aktualnie w samym Krakowie odstrzał dzików to około tysiąc osobników rocznie. Samo Koło Łowieckie „Podwawelskie”, którego obwód sięga do obwodnicy w stronę Balic i Wieliczki, w przeciągu roku realizuje odstrzał na poziomie 400-500 sztuk. Wojciech Włosiński z Koła Łowieckiego „Podwawelskie” od początku roku łowieckiego [rok łowiecki w Polsce trwa od 1 kwietnia do 31 marca następnego roku przy. red.] upolował już blisko 40 dzików. Jeszcze 10-15 lat temu nasze koło w przeciągu roku realizowało odstrzał na poziomie około 60 dzików. Dzisiaj to już chyba niemożliwe, ponieważ dzików jest dużo i mam wrażenie, że pomimo zwiększającego się pozyskania, ich populacja nie maleje – mówi.
Jak zatem polować w ciasnym mieście? – W dzierżawionym przez nas obwodzie, nie ma czegoś takiego jak polowania zbiorowe, nie ma pędzeń itd. Polujemy wyłącznie indywidualnie. Zawsze wcześniej rozmawiam z mieszkańcami, informuję ich o tym, że dzisiaj będę polował, że może być strzał. Z reguły nie ma z tym większego problemu, jednak przeważnie po oddanym strzale pojawia się jeden lub dwa radiowozy wezwane przez mieszkańców. Oczywiście przedstawiam funkcjonariuszom niezbędne dokumenty i sprawa jest zamknięta – mówi Włosiński.
Wszystko musi się odbyć według obowiązujących przepisów. Myśliwy ma obowiązek jeszcze w łowisku, zaraz po oddanym strzale, oznaczyć zwierzynę [znak z właściwym kodem terytorialnym województwa i powiatu przyp. red.), sfotografować, a także pobrać próbkę do badania laboratoryjnego w kierunku włośni – obowiązkowo [dodatkowo też motyliczki mięśniowej – nieobowiązkowo - przyp. red.].
– Niejednokrotnie pokazywałem oburzonym mieszkańcom jak wygląda cała ta procedura, ile dokumentów trzeba podpisać, jak bardzo skrupulatnie trzeba to zrobić. Dopiero wtedy emocje opadały i widziałem, że pojawiało się zrozumienie – mówi myśliwy z Krakowa.
Włosiński podkreśla też, że dziki to realne zagrożenie nie tylko dla ludzi, ale również dla psów, które na spacerach zostały przez dziki poturbowane. – Przypadki zaatakowanych ludzi też się zdarzały, ale znacznie rzadziej. Trzeba wiedzieć, że kiedy locha ma młode to ona będzie je bronić za wszelką cenę. Niestety psy, które są luzem puszczone na spacerach, często padają ich ofiarami – wyjaśnia i zaznacza, że najgorsza sytuacja jest na Ruczaju, gdzie problem z dzikami jest w tym momencie największy – tłumaczy.
„Nasz telefon urywa się każdego dnia”
– Każdego dnia od wczesnych godzin porannych nasz telefon urywa się. Niektórzy dzwonią pierwszy raz, inni drugi, trzeci, piąty… Jeżeli ktoś uważa, że Kraków nie ma problemu z dzikami powinien usłyszeć te rozmowy. Część zgłoszeń dotyczy niestety miejsc, które są wyłączone z obwodów łowieckich [w Krakowie to około 60 proc. terenu przyp. red.] i wtedy myśliwi nie mogą nic zrobić. Na terenach wyłączonych z obwodów łowieckich, myśliwi nie mogą i nie prowadzą polowań. Dotyczy to przede wszystkim obszarów w najbliższym otoczeniu zabudowań mieszkalnych. Gdy jest mowa o terenach wyłączonych z obwodów łowieckich, powinny być zawiadamiane służby publiczne (straż miejska, policja czy jednostki Gminy Miejskiej Kraków), a nie myśliwi – mówi Tomasz Ciepły.
Za przykład podaje kilkanaście telefonów od jednej z mieszkanek miasta. – Ta kobieta już nie prosiła, ale płacząc błagała o pomoc. Na jej osiedlu tuż obok drzwi locha zrobiła sobie barłóg [legowisko przyp. red.]. Wiadomo, mając młode była agresywna. Mieszkańcy nie mogli bez strachu opuszczać swoich mieszkań – opowiada.
Takie sytuacje zdarzają się coraz częściej, bo dziki mając ostoje i dużo łatwego do zdobycia pożywienia w sąsiedztwie zabudowań, „osiedlają się tam” i przestają się bać ludzi, zwłaszcza lochy w okresie rozmnażania i prowadzenia młodych (najpierw pasiaków, a następnie warchlaków). – Dziki niemal znają harmonogram wywozu śmieci. One już doskonale wiedzą, gdzie i o jakiej porze się zjawić, by mieć dostęp do większej ilości pożywienia – dodaje Włosiński.
Nie każda sprawa powinna trafiać do PZŁ
Jak ocenia Tomasz Ciepły, mieszkańcy Krakowa kierowani są do kontaktu z myśliwymi bez dokładnej weryfikacji z jakiego adresu pochodzi zgłoszenie. Dopiero w Zarządzie Okręgowym Polskiego Związku Łowieckiego w Krakowie trwa pogłębiona analiza. – I okazuje się, że pan czy pani dzwonią z prośbą o interwencję w miejscu, gdzie my nie możemy się pojawić z bronią. Kto zatem może coś zrobić? Tutaj muszą wkraczać służby publiczne odpowiedzialne za zapewnienie bezpieczeństwa … ale nie myśliwi – dodaje Ciepły.
– Tam gdzie jest zabudowa, jest rygor. Nie wolno nam wykonywać odstrzału zwierzyny w odległości mniejszej niż 150 metrów od zabudowań. To przepis, który powinien zostać zmieniony w zakresie odstrzałów sanitarnych, redukcyjnych czy też za zgodą właściciela. Wtedy skuteczniej można by rozwiązać wiele problemów. Jednak to co znacznie usprawniłoby pracę wszystkich w mieście to lepsza weryfikacja zgłoszeń – które i do kogo powinno trafić – dodaje.
Za chwilę Kraków może mieć dużo większy problem …
– Ze względu na to, że na obrzeżach Krakowa pojawiły się wilki, zwierzyna zmieniła dotychczasowe zachowania i zbliża się do zabudowań mieszkalnych, unikając zagrożeń ze strony drapieżników. W związku z powyższym może okazać się, że w mieście pojawią się coraz liczniejsze populacje, również innych gatunków zwierzyny – dodaje Ciepły.
„Musi być akceptacja społeczna”
– Mimo że wiele osób rozumie czym jest gospodarka łowiecka to nie brakuje też takich, którzy chyba po prostu nie chcą tego zrozumieć. Ludzie, którzy mają tu chociażby uprawy, doskonale wiedzą, że nasza obecność jest potrzebna. Niektórzy nawet nas kontrolują czy danego dnia pojawiamy się na pobliskiej ambonie, by doglądać ich pól – mówi myśliwy z koła „Podwawelskie”, które rocznie wypłaca około 70 tys. zł odszkodowań. Trzeba też zaznaczyć, że to pieniądze, które nie biorą się z próżni, a ze składek, które wpłacają sami myśliwi.
Za szkody, które wyrządzają zwierzęta łowne, w tym np. dziki, w uprawach rolnych i płodach rolnych, płaci dzierżawca lub zarządca obwodu łowieckiego (poza terenami wyłączonymi z obwodu).
Skarb Państwa odpowiada za szkody, które zostały wyrządzone przez gatunki zwierząt objęte ochroną, czyli żubry, wilki, rysie i niedźwiedzie. Co więcej, Skarb Państwa odpowiada też za szkody, które zostały wyrządzone przez zwierzęta łowne poza obwodami łowieckimi czyli na terenach miejskich, w parkach narodowych i rezerwatach przyrody.
Kwoty odszkodowań, które wypłaciły trzy koła łowieckie, dzierżawiące obwody łowieckie w Krakowie w ciągu ostatnich trzech lat, wyniosły: 2022/2023 – 118 321, 00 zł, 2023/2024 – 195 574, 00 zł, 2024/2025 – 97 147, 00 zł.
Włosiński podkreśla też, że nie sposób wyliczyć, ile razy naprawiał już ambony lub inne urządzenia łowieckie, które wcześniej sam stawiał. – Ktoś przychodzi i po prostu je niszczy. Znikają też fotopułapki, które montujemy na drzewach. My już z tym przestaliśmy walczyć. Po prostu naprawiamy te szkody i dalej robimy swoje. Jednak przede wszystkim musi być też jasna akceptacja społeczna. Czasami, gdy jej nie ma, po prostu wycofujemy się z takich miejsc – podkreśla.
Na obszarze koła „Podwawelskie” na próżno też szukać wysokich ambon. Dlaczego? – Chodzi o bezpieczeństwo. Spacerujący często widząc ambonę, czują ogromną potrzebę wyjścia na nią. Oczywiście nie brakuje też takich sytuacji, że urządzają sobie tam „zabawę”. Dlatego nie budujemy wielkich ambon, żeby przypadkiem ktoś z „gości” nie spadł i nie zrobił sobie krzywdy – opowiada Włosiński.
Odłownie
Wiele osób uważa, że odłownie w mieście to najbardziej humanitarne eliminowanie dzików. Myśliwi są zgodni, że jest to marnotrawienie tuszy zwierzęcia. – W kontekście afrykańskiego pomoru świń (ASF) w Polsce obowiązuje zakaz relokacji dzików. Oznacza to, że dzika, który złapie się w odłowni nie można nigdzie wywieźć. Co zatem się z nim dzieje? Musi zostać uśpiony, a jego tusza zostaje poddana utylizacji – mówi Łowczy Okręgowy.
Krakowscy myśliwi znają też przykłady niszczenia odłowni. – Raz do jednej z odłowni w Krakowie złapała się locha z młodymi. Po kilku godzinach cała elektronika odłowni była zniszczona, a szczeble wyłamane w taki sposób, że dziki swobodnie mogły ją opuścić. Po prostu jest grupa ludzi, która nie toleruje żadnej formy uśmiercenia tych zwierząt – opowiadają myśliwi.
Bezpieczeństwo jest priorytetem
Myśliwy może oddać strzał tylko w momencie, gdy dokładnie rozpoznał cel za pomocą lornetki, a także, gdy w polu strzału jest tzw. kulochwyt (np. ziemna skarpa). – Każdy z nas myśliwych odpowiada za każdą kulę. Wszyscy muszą wcześniej przejść staż, szkolenia, zdać egzaminy: pisemny, ustny, strzelecki, a także przejść kompleksowe badania lekarskie i psychologiczne. Ponosimy odpowiedzialność za każdą decyzję, którą podejmujemy w zakresie użycia broni – mówi Ciepły.
Zdarzają się jednak takie przypadki, których nie można się nauczyć na żadnym szkoleniu. – Przed laty nasz nowy myśliwy brał udział w polowaniu. W pewnym momencie w pobliskim maliniaku coś zaczęło się dziać. Nagle ku jego zaskoczeniu na czworakach wyszła z niego bardzo zaniedbana kobieta. Kolega oniemiał. Oczywiście polowanie zostało przerwane. Na miejscu okazało się, że jest to niepełnosprawna osoba, która wcześniej została porzucona w lesie przez swoich bliskich. Ona nie umiała normalnie chodzić na nogach. Natychmiast wezwaliśmy policję. Ta historia zapadła w naszej pamięci do dziś – mówi Włosiński.
Korytarze migracyjne
Czy problem, z którym dzisiaj boryka się Kraków można było zdusić w zarodku lata temu? – W kwestii planowania przestrzennego, zachowania tras migracji, a także eliminowania miejsc dogodnych do bytowania dzików, myślę, że można było zrobić więcej. Teraz widzimy, że dzikie zwierzęta zostały w pewien sposób zaproszone, a następnie zamknięte w pułapce. Na każdym kroku widzimy zagospodarowane poletka żyta, pszenicy, ziemniaków, czy też buraków, które położone są pomiędzy zabudową mieszkaniową i infrastrukturą przemysłową czy też komunalną, często ogrodzoną, ale w sposób nie uniemożliwiający przejście dzików. W aglomeracji lub tuż przy niej występują też łanowe uprawy kukurydzy, zbóż czy roślin okopowych – wyjaśnia Ciepły.
– Myślę, że jeszcze jest czas na działanie w tym względzie, np. pozostawienie niezabudowanych dolin rzek, a także doprowadzenie do odblokowania tych fragmentów, które zostały zablokowane. To są szlaki, którymi zwierzęta weszły do miast i być może w przyszłości mogłyby nimi wyjść – dodaje.
– Zakłócenie naturalnej możliwości migracji powoduje, że chociażby dziki, omijając powstające bariery, które napotykają na swojej drodze, wchodzą w tereny sąsiednie. I tak oto w mieście wnikają w osiedla, coraz dalej i dalej, rozmnażają się, a ich młode uczą się, że to jest ich dom … i tak rodzi się problem - podkreśla Łowczy Okręgowy.
Edukacja jest kluczem
– Służby publiczne odpowiedzialne za bezpieczeństwo mieszkańców, powinny w sposób kompetentny, zgodny z obowiązującymi przepisami prawa i odpowiedzialnie, podejmować działania w zakresie likwidowania zagrożeń z udziałem zwierzyny, a także udzielać rzetelnych informacji o możliwościach uzyskania pomocy w tym zakresie w innych jednostkach – zgodnie z posiadanymi przez nie kompetencjami. Są miejsca gdzie nie da się nic zadziałać i jedyne co można zrobić to płoszyć czy też prowadzić kampanię informacyjną. Są jednak takie miejsca, gdzie można dopuścić podmiot uprawniony do eliminacji zagrożeń ze strony dzikich zwierząt, wyeliminować jednego lub kilka osobników i rozwiązać problem. Niebawem będziemy mieć kolejne spotkanie zespołu ds. dzikich zwierząt, znów usiądziemy w szerokim gronie przedstawicieli różnych jednostek i może tym razem uda się wypracować coś konkretnego – podkreśla Ciepły.
– Niezwykle istotna jest w tym wszystkim edukacja ludzi. O ile jeszcze mniejsze społeczności, mieszkańcy wiosek, rozumieją znaczenie polowań, ograniczania liczebności zwierzyny, o tyle w dużych miastach tego zrozumienia jest znacznie mniej. Czas w końcu jasno powiedzieć, że mięso nie bierze się z marketu, tylko ze zwierzęcia. Cały czas brakuje podstawowej wiedzy w tym zakresie – dodaje Stanisław Osieka, Prezes Koła Łowieckiego „Luty Tur”.
Dalej zaznacza też: – Nikt nie jest sobie w stanie wyobrazić, co by się stało, gdyby wstrzymano polowania na pewien czas, na przykład na jeden rok. Co chociażby się działo na drogach i na polach uprawnych. O tym nikt nie myśli i nie analizuje konsekwencji. Wydaje się, że naszej pracy teraz zupełnie nie widać, tych wszystkich wyjść w łowisko, nieprzespanych nocy, poświęcania własnego czasu i pieniędzy. Myślę, że przy tak drastycznych krokach wszyscy otworzyliby oczy – wyjaśnia.
– Póki co jednak zamiast tego, myśliwi głównie w Internecie mierzą się z niewyobrażalną falą tzw. hejtu, który spowodowany jest najczęściej właśnie brakiem wiedzy przyrodniczej, świadomości ekologicznej i znaczenie zrównoważonej gospodarki łowieckiej dla środowiska - podsumowuje Tomasz Ciepły.