Polska płaci miliony przez mafię śmieciową. Miała siedzibę w Skawinie
Polska płaci Czechom za odpady
„Dziś przyszła świetna wiadomość. Otrzymaliśmy wszystkie 11 milionów koron za usunięcie nielegalnych polskich odpadów z Bohumina” – przekazał w ostatnich dniach czeski minister środowiska Petr Hladik.
Jak dodał, Polska przez sześć lat odmawiała ich wywiezienia, dlatego strona czeska usunęła je na własny koszt.
Teraz przyszedł czas na finansową rekompensatę ze strony naszego państwa.
Powodzie, a później wyciek
Jak dowiadujemy się w Głównym Inspektoracie Ochrony Środowiska, usunięcie odpadów z Bohumina przez czeskie służby było konieczne jesienią 2024 roku, ze względu na wykryty wyciek.
I dodaje: – Uwzględniając, że odpowiedzialność za nielegalną wysyłkę odpadów na teren Czech spoczywa na dwóch (...) obywatelach Polski, (...) GIOŚ wyraził zgodę na zwrot kosztów ich usunięcia i zagospodarowania.
Pieniądze pochodziły z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Odpady, a wśród nich niebezpieczne substancje, zostały zgromadzone na terenie dawnego salonu samochodowego i warsztatu. Łącznie było ich tam ponad 338 ton. Ostatecznie, jak przekazał rzecznik GIOŚ, odpady zostały „zagospodarowane w spalarni na terenie Czech”.
Piszemy o tym przede wszystkim ze względu na fakt, że jak udało nam się ustalić, odpady w Bohuminie zgromadziła spółka Clif, działająca w przeszłości na terenie Skawiny.
Zdaniem krakowskich śledczych firma prowadziła przestępczą działalność. Proces w tej sprawie ciągle toczy się przed sądem.
Jak wyjaśnia nam Tomasz Matusiak, w 2019 roku Główny Inspektor Ochrony Środowiska otrzymał zawiadomienie z Ministerstwa Środowiska Republiki Czeskiej, które dotyczyło nielegalnego przewiezienia odpadów niebezpiecznych na teren dawnego salonu samochodowego i warsztatu w miejscowości Bohumin-Pudlov.
– GIOŚ wszczął postępowanie administracyjne. Materiał dowodowy wskazywał, iż odpady, wysłane nielegalnie do Republiki Czeskiej, pochodziły ze spółki Clif – potwierdza Matusiak.
Akt oskarżenia w sądzie
Firma pojawiła się w Skawinie 10 lat temu.
Od starosty krakowskiego otrzymała zezwolenie na zbieranie odpadów, również tych niebezpiecznych. Jak wspominali na naszych łamach urzędnicy ze Skawiny, wiązało się to z szeregiem protestów wśród mieszkańców.
– Już przed rozpoczęciem działalności w Skawinie spółka Clif zaczęła budzić podejrzenia naszego urzędu – przekazywał nam w październiku ubiegłego roku ówczesny rzecznik prasowy Urzędu Miasta i Gminy Skawina Michał Sumera.
W związku ze stwierdzonymi przez inspekcję ochrony środowiska nieprawidłowościami, starosta wszczął postępowanie w sprawie cofnięcia zezwolenia na zbieranie odpadów.
Te wciąż zalegają przy ulicy Piłsudskiego. Jak zapewniali nas urzędnicy, są stopniowo wywożone.
Akt oskarżenia, dotyczący działalności spółki Clif, trafił do krakowskiego sądu w 2020 roku. Ostatnio w charakterze świadka zeznawał m.in. mężczyzna, który realizował jeden z transportów, przechwyconych ostatecznie przez policję.
Na czym polegała działalność spółki? – Kierujący grupą Andrzej N. sprzedał podmiotom gospodarczym usługi odbioru i zagospodarowania odpadów niebezpiecznych o łącznej wartości ponad 23 milionów złotych. Zamiarem jego było porzucenie odpadów, celem uniknięcia kosztów, związanych z ich unieszkodliwieniem – tłumaczyli nam policjanci, którzy znają kulisy sprawy.
Były to m.in. odpady przemysłu chemicznego, petrochemicznego oraz farbiarskiego.