Trzeba przyznać, że jest to najbardziej „domowy” lokal, w jakim byłam. I niekoniecznie mówię tu o jedzeniu, bardziej o wystroju. Chociaż to pierwsze też jest znakiem rozpoznawczym tego miejsca.
Ten lokal należy do tego rodzaju restauracji, do których po prostu przychodzisz na obiad. Nie wiąże się z tym żadne emocjonujące przeżycie, nie spodziewasz się najnowszych technik kulinarnych, różnorodności struktur i smaku. Oczekujesz za to dużo, smacznie i tanio. I to Marchewka z Groszkiem daje ci bez dwóch zdań. Jest to jednej z najlepszych lokali, w jakich miałam okazję jadać właśnie taki obiad.
Absolutnie zachwyca mnie kompot i kefir w karcie. Kotlet schabowy smażony na smalcu (11,50 zł) jest dla mnie klasyką i nie wyobrażam sobie, żeby mógł być robiony inaczej. Na szczęście kucharze z Marchewki z Groszkiem też nie. Tytułowy krem – marchewkowo-groszkowy z grzankami (5,50 zł) świetnie podany. Warto spróbować najpierw części marchewkowej (słodka) potem groszkowej (gorzka) i zmieszać je razem. Dobre. Brakowało mi zmiażdżonej kolendry, która robi "to coś" z groszkiem, ale umówmy się – w domu Mama jej nie używa, więc czepiać się nie będę. Barszcz z uszkami (6,50 zł) fajnie ostry, ale bez przesady, prosty, smaczny. Jedząc go w otoczeniu kredensu i szydełkowych obrusów, czułam się jak u Babci.
Niestety nie zachwyciły mnie placki ziemniaczane (9,50 zł), a szkoda, bo je uwielbiam. Panowie Kucharze: za dużo mąki, za mało cebuli, zero czosnku, soli i pieprzu. Trochę się na was za to obraziłam, bo placki to mój konik i miałam ochotę wejść do waszej kuchni, żeby pokazać, jak powinno się je robić. Tak, taka byłam oburzona! Uratowały was knedle ze śliwkami (11,50 zł) i mix pierogów (13,50 zł) ze skwarkami i cebulką. Tak się nimi najadłam, że nie mogłam się wytoczyć zza stołu.
W Marchewce z Groszkiem będę jadać, bo obsługa miła, bo tanio i domowo. Można się wtopić w tłum siedzący przy sąsiednich stołach i zajadać potrawami, kiedy rodzice wyjadą na wakacje, babcia siedzi na wsi, a wam nie chce się gotować po domowemu.