Porażka Wisły Can-Pack w Eurolidze przy rekordowej publice [Zdjęcia]

W czwartek wieczorem został pobity rekord frekwencji europejskiej koszykówki kobiet. Mecz Wisły Can-Pack z Galatasaray Odeabank Stambuł obejrzało około 13 tysięcy widzów. Niestety krakowianki przegrały to spotkanie 53:64.

– Najgorsze w tym wszystkim jest to, że od początku nie układał nam się ten mecz – mówiła po meczu Justyna Żurowska-Cegielska.

Rzeczywiście już od pierwszych sekund spotkanie świetnie kształtowało się dla przyjezdnych. Najpierw rzutem za trzy punkty popisała się Nuria Martinez, następnie wynik podwyższyła Sancho Lyttle i krakowianki przegrywały 0:5.

W I kwarcie podjęły jednak walkę i dzięki skutecznej Jantel Lavender zdołały nawet prowadzić 12:10, jednak później znów zawodniczki Galatasaray zaczęły regularnie punktować. Ostatecznie po tym etapie gry na tablicy wyników widniało 15:24.

W II kwarcie Wiślaczki grały bardzo słabo, chaotycznie, popełniały proste błędy, a ich skuteczność pod koszem rywalek była mizerna. Tymczasem Turczynki radziły sobie bardzo dobrze, zdobywając kolejne punkty i znacznie powiększały przewagę nad rywalkami. Gdy II kwarta dobiegła końca Wiślaczki przegrywały już 21:34.

Wiśle Can-Pack do końca meczu nie udało się zbliżyć punktowo do przeciwniczek. Koszykarki Galatasaray po pięciu porażkach odniosły pierwsze zwycięstwo, a krakowianki poniosły czwartą porażkę z rzędu. Wcześniej wygrały dwa pierwsze mecze, dzięki czemu wciąż znajdują się nad Turczynkami w tabeli, ale marzenia o awansie z grupy zawodniczkom z Krakowa znacznie się oddaliły.

W ekipie Wisły w czwartkowym spotkaniu najskuteczniejszymi zawodniczkami były Amerykanka Jantel Lavender, która zdobyła 23 punkty oraz Węgierka Alexandria Quigley – 15 punktów.

Justyna Żurowska-Cegielska nie kryła po meczu, że to spotkanie nie było dla Wiślaczek udane. – Myślę, że trochę zabrakło nam dynamiki, chęci, energii… Właściwie wszystkiego nam zabrakło – stwierdziła skrzydłowa Wisły Can-Pack.