Poseł Arkit: Powinniśmy zadbać o powietrze bez straszaka [Rozmowa]

Dawid Kuciński, LoveKraków.pl: Jest pan jednym z twórców nowelizacji ustawy o ochronie środowiska. Po co ona jest?

Tadeusz Arkit, poseł PO: Brak precyzyjnych zapisów w ustawie, na przykładzie Krakowa i Małopolski, pokazuje, że uchwała sejmiku ws. zakazu palenia węglem została skutecznie uchylona. W związku z tym mówimy, że trzeba poprawić ustawę, aby nie było wątpliwości prawnych. Takie było założenie. Do tego doszły również kwestie – oprócz niskiej emisji, która jest najgorsza – komunikacyjne.

No właśnie. Władze miast ucieszy możliwość tworzenia stref ograniczonego ruchu. Do centrum będą mogły wjeżdżać na przykład tylko samochody z silnikami, które spełniają normy Euro 4 lub Euro 5? I kolejne pytanie: w jaki sposób i kto będzie sprawdzał silniki samochodów, skoro teraz nawet Inspekcja Transportu Drogowego nie bada emisji spalin?

Doprecyzujmy, że ustawa nie mówi o normie silników. Patrząc na polskie realia, samorządy nie będą od razu bardzo wysoko podnosić poprzeczki. Trzeba zacząć poniżej Euro 4. W Sztokholmie jest Euro 2, a Berlin zaczynał od Euro 1.

Kto będzie sprawdzał? Na badaniach diagnostycznych zawsze są sprawdzane spaliny, więc chodzi o to, by powiązać wynik z otrzymaniem odpowiedniej naklejki, która poinformuje, że samochód dane normy spełnia bądź nie.

Restrykcje obejmą zwykłych ludzi, kierowców, ale czy też przemysł? Będzie więcej kontroli elektrociepłowni i innych zakładów produkcyjnych?

Z informacji GUS-owskich wynika, że przemysł nie jest głównym emiterem. Możemy być z tego zadowoleni, ponieważ emisja przemysłowa jest mniejsza niż to, co produkują pojedyncze kominy. Natomiast niewątpliwie wszyscy muszą być kontrolowani. Rzadko się też zdarza, by zakłady narażały się na olbrzymie kary.

No, ale naszym problemem w całości ochrony środowiska jest to, że mamy za słabe służby kontrolne – za mało etatów, brak odpowiedniej organizacji. Jednym z postulatów płynących od parlamentarzystów do rządu jest, by zreformować służby ochrony środowiska, a inspektoraty wojewódzkie włączyć pod nadzór ministerstwa środowiska. Obecnie jest tak, że wojewódzki inspektor ochrony środowiska podlega wojewodzie, a wojewoda ministrowi cyfryzacji i administracji. Więc jest taka dziwna sytuacja, że pieniądze daje minister, a za wyniki odpowiada minister środowiska, który prosi tego pierwszego o większe środki, bo rosną zadania, a nie ma odpowiedniej liczy osób. Myślę, że gdyby iść w tym kierunku, skomasować rozproszone służby, skuteczność byłaby dużo większa.

Chciałbym zapytać jeszcze o jakość paliw. To wymaga określenia jakichkolwiek norm. Na razie w Polsce tego nie mamy.

Po nowelizacji sejmiki będą mogły nie tylko zakazywać używania danego paliwa, ale też określać parametry kotłów. Korzystanie z węgla nie jest złe, jeżeli jest on dobrej jakości, spalany w odpowiednim kotle. Dodatkowo jest to opłacalne, bo nowe piece są bardziej wydajne.

Wracając do kwestii paliwa różnej jakości. Jest to przedmiot działań legislacyjnych ministerstwa gospodarki. Konkretów na razie nie znam, ale chyba zostanie to wydane w formie rozporządzenia. Będzie to jedno z narzędzi budowania dobrego rynku węgla, by nie dopuszczać wątpliwej jakości paliwa np. z Rosji.

Kiedy możemy się spodziewać przegłosowania projektu?

Projekt dwa tygodnie temu został złożony do laski marszałkowskiej i przez około miesiąc będzie analizowany pod kątem prawnym. Jeśli nie będzie problemów, to do dwóch miesięcy powinien trafić pod obrady. A w czerwcu bądź lipcu uchwalimy go.

W Sejmie jest wola, żeby pana projekt przegłosować?

Mogę oceniać tylko po pojedynczych rozmowach. Tym bardziej, że nad nami wisi groźba Unii, że nałoży na nasz kraj sankcje w wysokości 4 miliardów złotych. Bez względu na wszystko powinniśmy sami zadbać o środowisko bez straszaka.