Artykuł sponsorowany

Prawdziwe piosenki

Twórczość krakowskich kompozytorów stała się osią najnowszego spektaklu Teatru Bagatela – Kochajmy skowronki talent show. To właśnie ich piosenki wyznaczają rytm opowieści o współczesnym świecie show-biznesu, który potrafi zarówno olśnić blaskiem, jak i zawstydzić przesadą.

Reżyser i autor scenariusza, Krzysztof Materna, pozostaje wierny własnemu stylowi – pełnemu ironii, wdzięku i tej swoistej, krakowskiej lekkości, która potrafi rozbrajać nawet najbardziej nadęte zjawiska kultury masowej. Aby stworzyć widowisko z zadziornym uśmiechem wymierzone w świat talent show, Materna sięgnął po klasyczne, lubiane i po mistrzowsku skomponowane utwory autorstwa krakowskich twórców. A w tym muzycznym zagłębiu królują artyści, którzy w jednej piosence potrafią zmieścić więcej treści niż inni w całej dyskografii: Andrzej Sikorowski, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Grzegorz Turnau, Andrzej Zieliński i Jan Hnatowicz. Każdy z nich inny, a jednak wszyscy ulepieni z tego samego szlachetnego kruszcu.

Fenomen ich twórczości zaczyna się tam, gdzie większość muzyki już się kończy – na styku melodii i literatury. Oni nie piszą piosenek; oni tworzą literacko-muzyczne miniatury, filozoficzne impresje, kabaretowe żarciki z puentą i eseje w kilku zwrotkach, w których odbijamy się jak w lustrze. Nic więc dziwnego, że tak potrzebują dobrego słowa, które znajdowali u najlepszych: Agnieszki Osieckiej, Leszka Aleksandra Moczulskiego, Jonasza Kofty, Marka Grechuty czy Michała Zabłockiego.

Fot. Jeremi Astaszow
Fot. Jeremi Astaszow

Każdy z kompozytorów prowadzi tę literacką karocę inną drogą.
Sikorowski – z nonszalancją flanera, świadomego, że o życiu najpiękniej opowiada się bez udawania bohatera. Jego melodie przypominają rozmowę przy kuchennym stole: pozornie proste, a jednak przenikające na wskroś.
Pawluśkiewicz wznosi muzyczne katedry – wyrafinowane, nieoczywiste, czasem z teatralnym przymrużeniem oka, zawsze efektowne.
Zieliński pozostaje mistrzem przebojowości; to on w „Skaldach” dowiódł, że ambitne może być radiowe, a radiowe – ponadczasowe.
Turnau to melancholijny poeta fortepianu, który swój liryzm doprawia humorem, harmonię – autoironią, a całość spowija dystansem, dzięki któremu słucha się go jak dobrego przyjaciela.
Hnatowicz zaś – skromny mistrz gitarowej frazy – stoi jakby krok z boku, lecz gdy dotknie strun, wszystko inne ustępuje miejsca.

Ich piosenki są przebojowe nie dlatego, że mają refren do nucenia (choć mają, i to jakie!), lecz dlatego, że potrafią to, czego współczesna muzyka coraz częściej zapomina: potrafią rozmawiać ze słuchaczem. Nie krzyczą i nie moralizują – raczej miękko podszeptują. Humor miesza się tu z melancholią, ironia idzie pod rękę z czułością, a mądrość – z lekkim, charakterystycznym dystansem.

Fot. Jeremi Astaszow
Fot. Jeremi Astaszow

Ponadczasowość? To właśnie jest ich sekret. Te utwory nie śpiewają o modach – śpiewają o człowieku. O naszej nieugaszonej potrzebie więcej, o tęsknocie, o świecie, który bywa śmieszny i smutny jednocześnie, szczególnie wtedy, gdy traktujemy go zbyt serio. A przy tym wszystkim jest w ich muzyce jedna wspólna cecha, nie do podrobienia: lekkość wynikająca z mistrzostwa. Lekkość kogoś, kto może powiedzieć wszystko – bo niczego nie musi udowadniać. Dlatego wierzymy im bez wahania, gdy śpiewają o polityce i przemijaniu, o wielkich marzeniach w małych mieszkaniach, o listonoszach, ciotkach Matyldach, wspomnieniach i tej miłości, co na nią „jak kania dżdżu, tak czekam cię tu…”.

Te znakomite utwory można usłyszeć w spektaklu Kochajmy skowronki talent show w świeżych, pomysłowych aranżacjach Dawida Suleja-Rudnickiego, brawurowo wykonywanych przez aktorów Bagateli.

To przedstawienie przypomina, że dobra piosenka – ta naprawdę dobra – nie starzeje się nigdy. Bagatela pokazuje je tak, że publiczność raz jeszcze odkrywa, jak wiele prawdy i wdzięku mieszka w muzyce, którą doskonale znamy, a jednak słyszymy na nowo.