Prezes Cracovii o byłym piłkarzu: Siedział na ławce i walił fochy [ROZMOWA]

– Z Probierzem nie było ślepej miłości, widziałem jak pracuje z zawodnikami. Owoce musiały przyjść. To nie była z mojej strony cierpliwość, ale rzetelna ocena sytuacji – mówi Janusz Filipiak, prezes Cracovii, na podsumowanie 2019 roku.

Za Cracovią udana jesień z dużymi szansami na dobre miejsce na koniec sezonu. Jak pan ocenia postawę piłkarzy?

Janusz Filipiak: Chcielibyśmy więcej, podobnie jak kibice. Trochę nam się obsunęło [w tabeli] w meczach, które wydawały się łatwe do wygrania, ale sytuacja nie jest zła, bo różnice są małe. Można pójść na dół i do góry, ale my raczej pójdziemy do góry.

To był najlepszy rok w czasie pana działalności w klubie?

Zobaczymy, jeszcze się nie skończył (śmiech).

Stać was na mistrzostwo Polski?

Legia trochę odskoczyła, ale to długodystansowy wyścig. 

Bez poważnych wzmocnień będzie to cel nieosiągalny?

Wzmocnienie są co roku, teraz też nad nimi pracujemy. Z piłką jest jak z każdą inną dziedziną - trudno o dobrego pracownika. Przeszkadza nam, że nasza liga jest 25. w Europie  i nie jest kuszącym miejscem do pracy dla czołowych zawodników.

Będziecie szukać głównie za granicą?

Raczej za granicą, bo za najlepszych polskich zawodników trzeba płacić duże odstępne. Kilamala ma wpisane cztery miliony [euro], dla nas to za dużo.

Dominik Furman czy Filip Starzyński mogą zmienić klub. Nie chcecie sięgnąć po polskich sprawdzonych piłkarzy?

Trener ich nie chce, my też. To nie jest profil zawodnika dla Cracovii. Probierz chce zbudować bardzo zgrany zespół i oni nie bardzo nam pasują.

Letnie transfery były na plus?

Ciągle widzę żal po odejściu Hernandeza czy Cabrery, ale oni nie chcieli z nami zostać. 31-letni Cabrera zaproponował z tego powodu zaporowe warunki kontraktu. Na lini Hernandez-klub-trener nie było już chemii. Jak siedział na ławce to walił fochy! Probierz chce, by zespół funkcjonował jak jedna maszyna. W niektórych meczach to się sprawdza i ręce składają się do oklasków.

Rok temu sytuacja w tabeli była bardzo zła, ale nie zwolnił pan trenera. Dziś zbiera owoce tamtej decyzji. Myślał pan o pożegnaniu Probierza?

Nie, bo z Probierzem nie było ślepej miłości, widziałem jak pracuje z zawodnikami. Owoce musiały przyjść. To nie była z mojej strony cierpliwość, ale rzetelna ocena sytuacji.

Tkwi w panu zadra po niezbyt udanej przygodzie w pucharach?

Priorytetem jest, by co roku przechodzić do kolejnych rund, i tak ustawiamy drużynę. Piłkarze i trener mają też postawiony cel w Pucharze Polski.

Macie rezerwy jeżeli chodzi o frekwencję na trybunach.

Pracujemy nad atmosferą w klubie i z kibicami. Nie ma przeklętych racowisk, jest ciut lepiej. Pojawiają się dobre wyniki, bez nich żadne działania nie mają sensu.