Prezes Grupy Azoty ma nadzieję, że stulecie firmy będzie fetowane w Mościcach
Wizyta w Mościcach szefa chemicznego potentata była dużym zaskoczeniem. O możliwości zadania pytań szefowi Marcinowi Celejewskiemu dziennikarze dowiedzieli się na niespełna dwie godziny przed briefingiem, który zaplanowano na godz. 10.
A sam prezes mógł wreszcie zobaczyć swój gabinet. Bo w siedzibie spółki pojawił się po raz pierwszy od chwili wyboru go na tę funkcję, co miało miejsce 2 marca.
Przyjechał gasić pożar?
Od prawie miesiąca jesteśmy świadkami burzy wokół Grupy Azoty. W kontekście tarnowskim dotyczy to kwestii, czy Mościce będą dalej siedzibą spółki oraz tego, jaka przyszłość czeka spółkę.
Zaczęło się od marcowego listu związkowców mościckiej „Solidarności”. W korespondencji wylali oni całe strumienie żalu pod adresem włodarzy grupy.
Zarzucali marginalizowanie pozycji Tarnowa w strukturze chemicznego potentata, groszowe – w kontekście całej spółki – nakłady inwestycyjne, a także dyskryminację płacową pracowników.
Jednak to, co najbardziej spędzało im sen z powiek, to wizja wyprowadzenia siedziby władz spółki biurowca przy ul. Kwiatkowskiego i przeniesienie go na ul. Chmielną do stolicy, na 31 piętro biurowca stołecznego Warsaw Trade Center.
To – zdaniem „Solidarności” – miałby być pierwszy krok do całkowitego unicestwienia fabryki w Mościcach, co wiązałoby się z falą zwolnień i niepowetowanymi stratami dla miasta i całego regionu.
Krok dalej w czarnowidztwie zaprezentował podczas konferencji prasowej zwołanej 7 kwietnia pod siedzibą władz spółki Paweł Baran, przewodniczący NSZZ Pracowników Ruchu Ciągłego Zakładów Azotowych w Tarnowie-Mościcach.
I jak to bywa przy tego typu sytuacjach, okazji do medialnych popisów nie marnują politycy z każdej opcji. Obecnie rządzący zarzucają poprzednikom doprowadzenie spółki na skraj przepaści. W tę narrację wpisał się podczas środowej konferencji poseł KO Robert Wardzała.
Opozycja natomiast rozdaje kuksańce braku kompetencji i jakiejkolwiek wizji rozwoju przedsiębiorstwa, które w sektorze nawozowym jest drugim co do wielkości w Europie.
– Co macie zamiar zrobić? Sytuacja jest katastrofalna! Proszę odpowiedzieć, jak chłopu na miedzy. O co chodzi? – to fragment przemowy posła Wiesława Krajewskiego z PiS, wygłoszonej w sejmie.
Marcin Celejewski studzi emocje, ale nie tryska optymizmem. Widać to było już na Komisji do spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych, która zebrała się w parlamencie 26 marca.
– Co zamierzamy zrobić z Grupą Azoty? Chcemy tę grupę uratować. Bo gdy wszedłem do Grupy Azoty, zadawałem sobie pytanie, jak można tak rozwalić nierozwalany koncern?
Azoty są rozwalone i tym zajmuje się prokuratura – skonstatował.
Kto smaży sobie jajecznicę medialną?
Nie rozumie tworzonej wokół Azotów awantury medialnej.
– Ta burza, która została wywołana w ciągu ostatnich dwóch tygodni, bardzo mocno szczerze mnie zastanawia. Zastanawia mnie, co inspiruje ludzi, którzy wytworzyli narrację, która nie istnieje? Zachęcam wszystkich do odtworzenia mojej wypowiedzi z komisji sejmowej – proponował.
Oponenci prezesa natychmiast wyciągają fragmenty, szczególnie te, które miały dotyczyć Tarnowa. I obficie cytują wymianę myśli zaprezentowaną w sieci z Wiesławem Krajewskim.
– Czy pan wnosi o to, żeby wspierać tych, którzy nie wykonali żadnego ruchu, żeby wspomóc grupę jako rodzinę tylko dlatego, że pan jest z Tarnowa? – pytał prezes posła z Powiśla.
By dodać za chwilę:
– Grupa Azoty ma siedzibę w Tarnowie tylko i wyłącznie ze względu na pewną strategiczną operację, która musiała być wykonana. Tarnowski zakład jest najmniejszym ze wszystkich zakładów. W ciągu całego okresu i w ciągu ostatnich dwóch lat występował bardzo złożony proces restrukturyzacyjny. Wiele z tych pięćdziesięciu czterech spółek wykonało gigantyczną pracę. Niektóre nie. Pytanie powstaje, dlaczego najsłabsze nie wykonały żadnej pracy i dzisiaj są kulą u nogi tych, którzy wykonali tę pracę? – zakończył.
W Tarnowie swoje warszawskie oświadczenie doprecyzował:
– To, co jest w tej wypowiedzi, to mowa o ratowaniu Grupy Azoty jako rodziny 54 spółek, za które wszyscy jesteśmy odpowiedzialni. Jest tam mowa o ratowaniu 14 tysięcy miejsc pracy rozsianych po całej Polsce. Tam jest mowa o solidarności, o tym, że musimy się wszyscy wspierać, że musimy wszyscy razem spowodować, żeby Grupa Azoty z siedzibą tutaj, w Tarnowie, znowu błyszczała – mówił.
To będzie Azotexit z Tarnowa czy nie będzie?
– Ale ten prezes podobny do Nigela Farage’a. Tego od Brexitu na Wyspach. Żebyśmy nie doczekali Azotexitu z Tarnowa – to zakulisowa myśl jednego z dziennikarzy z dzisiejszej konferencji.
Marcin Celejewski dość filozoficznie krążył wokół odpowiedzi na pytanie o to, czy siedziba Grupy Azoty pozostanie w Mościcach.
Wiemy natomiast jedno. Że takiej decyzji na dziś nie ma. Że siedziba spółki zostaje w Mościcach. Bo Grupa Azoty ma większe problemy niż adres na pieczątce. Cała energia idzie w kierunku konsolidacji grupy.
Marcin Celejewski studził nieco wielkomocarstwowe ambicje Mościc. Bycie siedzibą globalnego giganta chemicznego, to niewątpliwy prestiż. Ale są też cienie tej sytuacji.
– Żeby postawić „kropkę nad I”. Struktura właścicielska grupy jest znana i jasna. Grupa Azoty, czyli zakład w Tarnowie, jest właścicielem zarówno Puław, Polic, jak i Kędzierzyna. Z tym się wiążą pewne pozytywy, ale wiążą się też negatywy. Grupa Azoty z Tarnowa jest też właścicielem tego gigantycznego długu. Pamiętajmy o tym, bo myślę, że warto w tym całym politycznym zamieszaniu mieć tego świadomość – stwierdził krótko.
A zadłużenie Grupy Azoty to kwota oscylująca w granicach 10 mld złotych.
Wpadnie jak po ogień
Prezes nie będzie zbyt częstym gościem w Mościcach. I co do tego nie pozostawił żadnych wątpliwości. Wiąże się to z koniecznością odbywania licznych spotkań. Najczęściej w stolicy.
To odpowiedź na zarzut, że „pracuje zdalnie”.
O pomyślność tarnowskiej fabryki ma dbać dyrektor generalny, który ma inne funkcje do spełnienia niż prezes całej grupy. Dotychczas obie te role były łączone.
O utrzymanie siedziby władz spółki w Mościcach chce zadbać lokalny samorząd. Do tego, że jest to najlepsze rozwiązanie dla grupy, zamierza swoich kolegów w Policach, Puławach i Kędzierzynie przekonywać prezydent Jakub Kwaśny.
Jest robota dla Tarnowa?
Otwartym pozostaje pytanie, jaki miałby być wyróżnik i produkt flagowy tarnowskiej fabryki w strukturze całej grupy. Tu na konkretną odpowiedź musimy poczekać.
– Od dwóch tygodni pracuje zespół najlepszych ekspertów z poszczególnych spółek, który ma wspólnie doprowadzić do przygotowania strategii konsolidacyjnej uwzględniającej największe, najsilniejsze aktywa wszystkich poszczególnych spółek i wskazujących na wszystkie synergie i możliwości, które w tej strategii wyjdą. Czekam na wyniki prac tego zespołu – odpowiada Marcin Celejewski.
Na pytanie, czy mogłyby to być komponenty do amunicji czy materiały wybuchowe, słyszymy krótką odpowiedź:
– Nie mogę zdradzić szczegółów, ale jest to projekt aktywny.
Na koniec powiało optymizmem. Spółka w najbliższym czasie nie planuje zwolnień pracowników.
– Zwalnianie ludzi jest zawsze najtrudniejszym procesem. On sam w sobie nie jest dla mnie celem. Na tym etapie nie ma mowy o zwolnieniach nie tylko w Tarnowie, ale w żadnej grupie – podkreślał kilkakrotnie Marcin Celejewski.