Progres w Nowej Hucie. Liczby nie kłamią

Hutnik Kraków w ciągu kilku miesięcy przeszedł drogę od zespołu, który traci gole jak na zawołanie do przeciwnika, którego bardzo trudno pokonać.

Sinusoida

Po jesiennych meczach – rozegrano 19 z 34 kolejek – sytuacja Hutnika przed drugą, krótszą częścią sezonu nie była różowa. Z zespołu, który pod koniec sierpnia był niespodziewanym liderem, stał się zespołem, który wymieniało się jako jeden z kandydatów do spadku.

Podopieczni Krzysztofa Świątka nie wygrali dziesięciu kolejnych meczów. Często nie ustępowali rywalom lub byli od nich lepsi, ale nie zgadzały się wyniki. Po trudnych tygodniach, tuż przed długą przerwą zimową, w coraz ciemniejszym tunelu pojawiło się światełko. Domowa wygrana nad rezerwami Śląska Wrocław (1:0) przyniosła cenne trzy punkty, a przede wszystkim poprawiła nastroje.

Zaufanie i trudna rzeczywistość

W trudnym okresie władze Hutnika nie decydowały się na zmianę trenera. Działacze Wierzyli w Świątka, który nie miał dużego doświadczenia na tym poziomie jako trener, ale cieszy się dużym autorytetem ze względu na zawodniczą przeszłość. 

Spokój w klubie z Suchych Stawów po części był podyktowany także trudną sytuacją finansową. Zatrudnianie nowego szkoleniowca, który mógłby oczekiwać zmian w sztabie, generowałoby kolejne koszty. A Hutnik musi bardzo rozsądnie gospodarować środkami. 

Okrojony budżet znalazł też odbicie w ruchach transferowych, które opierały się na wypożyczaniu zawodników lub pozyskiwaniu ich z niższych lig. Najgłośniejszym był powrót Marcina Budzińskiego, jednak Hutnik nie miał z niego żadnego pożytku. Doświadczony pomocnik zagrał pół godziny w pierwszym meczu w Rzeszowie, a potem nie był już do dyspozycji trenera.

Marcin Budziński
Marcin Budziński
Mateusz Kaleta/LoveKrakow.pl

Siódma drużyna wiosny

Nie przeszkodziło to Nowohucianom w rozegraniu świetnej – jak na ich możliwości – rundy wiosennej. Choć zaczęli ją od falstartu, to na dwie kolejki przed końcem mają pięć punktów przewagi nad zespołami znajdującymi się w strefie barażowej o utrzymanie.

Podopieczni Świątka przegrali na wiosnę tylko trzy mecze, trzy zremisowali, a siedem wygrali. 24 zdobyte punkty dają im siódme miejsce w tym okresie. Pokonali najlepsze w tym roku Podbeskidzie Bielsko-Biała, zatrzymali lidera całych rozgrywek Unię Skierniewice (drugi zespół pod względem liczby punktów w 2026). 

Gra obronna na medal

W 13 spotkaniach po zimowej przerwie Hutnik stracił tylko siedem goli. Pod tym względem krakowska drużyna nie ma sobie równych. Drugie najlepsze Podbeskidzie dało się pokonać dziesięć razy.

Hutnik broni lepiej jako drużyna, ale nie bez znaczenia była także zmiana bramkarza. Młody Damian Hoyo-Kowalski miewał gorsze interwencje i w tyłach często brakowało spokoju. Wypożyczenie z Chrobrego Głogów Krzysztofa Wróblewskiego okazało się strzałem w dziesiątkę.

Progres Hutnika jest niesamowity. Jesienią tracił 1,58 bramki na mecz, a wiosną zaledwie 0,54. Choć obecnie średnio strzela nieco goli, lepsza organizacja gry wpłynęła na znaczącą poprawę sytuacji. 

Krzysztof Świątek
Krzysztof Świątek
Mateusz Kaleta/LoveKrakow.pl

Pod presją

– Większość spotkań w tej rundzie to są dla nas finały, z dużym obciążeniem mentalnym dla zawodników. Oni w tych momentach pokazywali charakter, że są bardzo mocni. Wskoczyli na zdecydowanie wyższy poziom – mówi trener Krzysztof Świątek.

Hutnikowi pozostały dwa mecze: na wyjeździe z Olimpią Grudziądz i u siebie na zakończenie sezonu ze Stalą Stalowa Wola.