Przegrana miasta. Kraków musi oddać Rynek Krowoderski

Miasto planowało stworzyć Rynek Krowoderski z prawdziwego zdarzenia, jednak na drodze stanęły władze spółdzielni, które wygrały w dwóch instancjach sprawy sądowe. Teraz gmina, aby móc odzyskać teren przy zbiegu Kijowskiej oraz Królewskiej, musi złożyć kasację do Sądu Najwyższego. Jednak sprawa nie jest już taka prosta.

Urząd Miasta Krakowa przegrał w sądzie sprawę o wypowiedzenie umowy wieczystego użytkowania Rynku Krowoderskiego. Władze gminy rozwiązały porozumienie dające Spółdzielni Mieszkaniowej Piast możliwość dysponowania 40 arowym terenem przy zbiegu alei Kijowskiej oraz ulicy Królewskiej. Powodem były zamierzenia administracji wspólnoty, która chciała wybudować w tym miejscu małą galerię handlową.

Sprawa w drugiej instancji

– Sąd jednoznacznie już w drugiej instancji wskazał, że miasto nie miało prawa rozwiązać umowy ze spółdzielnią. Grunt jest i nadal będzie w wieczystym użytkowaniu. Teraz spółdzielnia ma pełne prawo wystąpić o pozwolenie na budowę i zachowanie swojego majątku – mówi w rozmowie z LoveKraków.pl Przemysław Miłoń, wiceprezes spółdzielni.

Aktualnie władze miasta mogą wystąpić jedynie z wnioskiem kasacyjnym do Sądu Najwyższego. – Czekamy na pisemne uzasadnienie decyzji sądu. Po jej przeanalizowaniu będziemy podejmować decyzję o ewentualnych środkach kasacyjnych. Jednocześnie na uwagę zasługuje fakt, że sądy poszczególnych instancji potwierdziły, że użytkownik, planując na tym terenie zamierzenie inwestycyjne, złamał warunki umowy użytkowania wieczystego – komentuje Jan Machowski, rzecznik prasowy magistratu.

Spółdzielnia chce występować o odszkodowania

Kolejnej rozprawy sądowej nie obawiają się zarządcy spółdzielni, którzy zamierzają wystąpić z dwoma wnioskami. – Pierwszy nasz wniosek będzie dotyczył uchwalenia planu miejscowego, który spowodował że nieruchomość straciła w naszej ocenie na wartości. Drugi to wystąpienie na drogę sądową o zwrot kosztów postępowania. Szacujemy, że będziemy wnioskować o około 300 tysięcy złotych – informuje Miłoń.

Gmina początkowo działkę przy jednej z głównej arterii komunikacyjnej Krakowa wyceniła na 12 tysięcy złotych, w dalszym postępowaniu sądowym rzeczoznawcy oszacowali ją na pół miliona złotych. Spółdzielnia stoi jednak na stanowisku, że ich nieruchomość warta jest 10,5 miliona złotych.

Trzy propozycje porozumienia

– Przykre jest to, że gmina pomimo propozycji ze strony spółdzielni, które składaliśmy podczas spotkania z prezydentem Majchrowskim i dyrektorka wydziału skarbu nie chciała dojść do pozasądowego porozumienia. Usłyszeliśmy wtedy, że miasto woli mieć wyrok sądowy w ręku. To teraz już mają – mówi wiceprezes spółdzielni.

Administracja wspólnoty na tym spotkaniu miała wyjść z trzema propozycjami porozumienia. Pierwsza dotyczyła zamiany działek, druga oddania przez miasto lokali użytkowych, a trzecia zwolnienia spółdzielni z podatków od nieruchomości. W grudniu 2014 roku ówczesny pracownik UMK mówił, że miasto prowadziło korespondencję, aby wypracować kompromisowe rozwiązanie. – Wbrew zapowiedziom władze spółdzielni postanowiły realizować własny plan inwestycyjny – podkreślał Filip Szatanik.

Teraz spółdzielnia nie ma zamiaru nic robić na wspominanym terenie. – Nie zamierzamy nic budować. Zgodnie z planem miejscowym nie będziemy nic robić, ponieważ zapisy planu mówią, że jeśli będziemy chcieli coś stworzyć, to musimy wykonać podziemny parking. Mamy wybudowane dwa podziemne parkingi, które nie składają ekonomiczne, więc nie ma sensu inwestować w taki biznes – kończy Przemysław Miłoń.