Przyszłość krakowskiego parku wodnego. Jest deklaracja spółki

W związku z planowanymi zmianami wokół centrum handlowego Krokus pojawiają się pytania o jego najbliższe otoczenie – budynki równie wiekowe, jak on sam. Jednym z nich jest aquapark.

"To było przecież niedawno tak"

W 1998 roku co wtorek nasza klasa przemierzała w zdezelowanym Autosanie trasę Tyniec – rondo Grzegórzeckie, żeby około godziny 8 rano wejść do lodowatej wody Krakowskiego Szkolnego Ośrodka Sportowego i uczyć się pływać. 

Wnętrze autokaru było szare i smutne, podobnie jak przestrzenie KSOS-u. A jedyne, co było wtedy kolorowe, to sny z piosenki Just 5, słuchane na walkmanie kupionym za pieniądze z komunii.

Letni odpoczynek nad wodą dzieciaków z Krakowa i okolic w latach dziewięćdziesiątych równał się z wyprawami – dłuższą nad Zarabie albo krótszą do „Kryspinowa” czy odwiedzinami jednej z jeszcze wtedy odkrytych pływalni.

Spędzanie czasu na basenie nie było tak popularne, jak teraz. Obecnie w basenie można się urodzić i, jeszcze nie zacząwszy siedzieć, już uczyć się pływać.

Boom na aquaparki

25 lat temu w tygodniku Wprost ukazał się artykuł dotyczący parków wodnych. „Tegorocznym hitem sezonu będą akwaparki, czyli kompleksy wodne ze zjeżdżalniami, basenami i zapleczem kosmetyczno-rehabilitacyjnym” – czytamy w tekście z kwietnia 2000 roku.

Artykuł ukazał się na dwa miesiące przed otwarciem krakowskiego parku wodnego. – Będzie to największy tego typu obiekt w Europie – mówił Janusz Bielecki, ówczesny prezes firmy Super Krak. Według przedstawicieli spółek, z którymi rozmawiał Wprost, dobrze przeprowadzona inwestycja miała się zwrócić po około sześciu latach.

Park wodny
Park wodny
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Dyrektor pierwszego takiego obiektu w Polsce – Akwawitu w Lesznie (zamknięty w 2018 roku, obecnie należy do miasta i jest przebudowywany) – uważał, że nawet nowo budowane baseny nie przyczynią się do spadku frekwencji. 

– Za dwa, trzy lata w naszym kraju będzie tak, jak choćby w Niemczech, gdzie pływanie jest sportem uprawianym niemal masowo – prognozował na łamach tygodnika.

W czerwcu 2000 roku w Krakowie otwarty został Park Wodny, którego budowa pochłonęła ponad 100 mln złotych. Pierwsza wizyta w tego typu obiekcie na pewno została każdemu w pamięci – ogromna przestrzeń, mnóstwo atrakcji i jeszcze więcej kolorów.

Obecnie – po różnego rodzaju modernizacjach w 2015 i 2023 roku – oferuje strefę rekreacji dla całych rodzin. Jego sercem jest hala basenowa o powierzchni ponad 2 tys. mkw., mieszcząca baseny, hydromasaże, bicze wodne i jacuzzi.

Główną atrakcją jest sieć zjeżdżalni o łącznej długości  blisko 600 metrów. Dla najmłodszych przeznaczono brodzik, a dodatkową rozrywkę zapewniają m.in. rwąca rzeka, Tęczowa Ścieżka i ścianki wspinaczkowe. Ofertę uzupełnia nowoczesne saunarium i klub fitness. Z parku może korzystać równocześnie kilkaset osób.

Czas na zmiany?

Przez ćwierć wieku miejska architektura mocno się zmieniła, a najlepszym tego przykładem są stojące obok siebie centra handlowe: Krokus i Serenada. 

Park wodny
Park wodny
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Ten biurowo-handlowo-rozrywkowy kwartał Prądnika Czerwonego czeka na dalsze zmiany. Na naszych łamach opisywaliśmy – na razie bez szczegółów – zamierzenia zburzenia Krokusa i nowej aranżacji tej przestrzeni.

Jak się okazuje, zmiany miały dotknąć również sam Park Wodny. Pojawiły się informacje dotyczące potencjalnego przekształcenia obiektu lub jego wyburzenia. Sprawdziliśmy u źródła.

Nie ma planów wyburzenia aquaparku
prezes zarządu Parku Wodnego w Krakowie, Beata Rogowska

Nie oznacza to jednak, że do zmian nie dojdzie. – Pracujemy nad projektami, ale dotyczącymi rozbudowy obiektu o dodatkowe funkcje. Jest jednak jeszcze za wcześnie, aby mówić o szczegółach – podkreśla Beata Rogowska.

Kolorowe zjeżdżalnie wisienką na torcie

– Ten obiekt ma już swoje lata i trzeba go oceniać przede wszystkim w kontekście czasów, w których powstawał. Jego estetyka, choć dziś może budzić wątpliwości, jest zgodna z poprzednią epoką – wtedy takie elementy jak niebieskie szkło, czubki, stożki czy łuki były modne. To zresztą nie jest jedyny taki budynek w Krakowie – mówi Izabela Kaim-Kalinowska.

Krakowska architektka przyznaje, że prywatnie ten budynek się jej nie podoba. – Nie lubię struktur, które tak jawnie wskazują na swoją funkcję z zewnątrz – zjeżdżalnie przywodzą na myśl jedynie strefy dla dzieci, podczas gdy przestrzeń publiczna powinna być dla wszystkich – stwierdza.

Park wodny
Park wodny
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Dodaje jednak, że należy patrzeć na szerszy kontekst. – Od czasu powstania tego budynku wokół wyrosło wiele nowych obiektów mieszkalnych i centrum Serenada, które reprezentują już zupełnie nową estetykę – wskazuje.

– Problem polega na tym, że ten cały kwartał jest niespójny. To miejsce o charakterze handlowo-przemysłowym, a cała ta dzielnica nie ma żadnej spójnej myśli estetycznej – ma jedynie funkcjonalną. Obszar ten narastał przez lata bez kontroli plastyczno-estetycznej, a te kolorowe zjeżdżalnie są tak naprawdę wisienką na torcie – zaznacza.

Jednocześnie daleka jest od przymuszania właścicieli do zmiany estetyki, „bo tak nam się podoba”. – Zresztą Kraków jest bogaty w takie historie. Wystarczy przypomnieć protesty, gdy powstawał „Feniks” – dziś nikt nie ma wątpliwości i budynek ten wpisał się w tkankę miasta. Podobnie było z Teatrem Słowackiego – przypomina Izabela Kaim-Kalinowska.