Psycholog potrzebny w każdym gimnazjum? [Rozmowa]
Ferie to odpoczynek od szkoły, która nie zawsze jest miejscem przyjaznym młodym ludziom. Utarło się (i nie bez powodu), że gimnazja są najbardziej problematyczne wśród wszystkich szczebli polskiej edukacji. Między innymi o tym rozmawialiśmy z radną miejską i specjalistką ds. kształcenia nauczycieli Agatą Tatarą.
Dawid Kuciński: LoveKraków.pl: Od reformy gimnazjalnej minęło 16 lat. Wprowadzenie tego typu szkół wyszło oświacie na dobre?
Agata Tatara, radna miejska, konsultant w Małopolskim Centrum Doskonalenia Nauczycieli: W pewnych obszarach na pewno. Wiek gimnazjalny to trudny, ale i ciekawy okres rozwojowy. Wymaga od nauczycieli znajomości zasad wychowania i psychologii rozwojowej. Każdy nauczyciel, który je zna, potrafi współpracować z uczniami. Jednak różnorodne badania wskazują na szkodliwość takiego modelu.
Obrazek w gimnazjum 10 lat temu: jeden z uczniów biega po korytarzu z zapalonym jointem, na lekcji chemii grupka uczniów raczy się tabaką, inny uczeń leży na ławce skacowany. Sądzi pani, że teraz jest lepiej?
Wszystko zależy od nauczycieli – w jakim stopniu akceptują postępowanie uczniów i w jaki sposób potrafią sobie radzić z trudnymi sytuacjami. Ważna jest również reakcja na zachowania, przestrzeganie wspólnie ustalonych zasad. Przez te dziesięć lat wszyscy uczyliśmy się pracować i uczyć w nowym systemie szkolnym. Nie jest jeszcze idealnie, ale zdecydowanie lepiej. Są też opinie osób, które tęsknią za „dawnymi czasami” i twierdzą, że był to duży błąd w systemie.
Mogę z całą pewnością powiedzieć, że moje opowieści nie różnią się od historii osób, które skończyły gimnazja dwa lata temu…
Myślę, że to są sytuacje losowe. Być może są takie szkoły, które mają duże trudności z dyscypliną uczniów oraz ich agresją. Jeśli tak jest, to warto dokonać analizy: dlaczego tak się dzieje? Co jest powodem takiego zachowania uczniów? Szkoły mogą uzyskać pomoc w tym obszarze, jeśli tylko wyrażą taką wolę. Gorzej jest tylko wtedy, gdy ze względu na tzw. „opinię” placówki nie chcą o tym mówić głośno i zmagają się z problemem, którego nie potrafią samodzielnie rozwiązać.
Czy miasto badało ostatnio tę część krakowskiej oświaty?
Jest prowadzony monitoring, a dyrektorzy są w kontakcie z wydziałem edukacji. Miejskie Centrum Profilaktyki i Uzależnień w Krakowie systematycznie opracowuje i wdraża programy m.in. dla klas gimnazjalnych. Prowadzi również konsultacje i szkolenia dla nauczycieli oraz rodziców. MCPiU na bieżąco prowadzi badania w zakresie uzależnień i stylu życia uczniów krakowskich szkół. Od stycznia 2015 roku został wprowadzony dla szkół podstawowych program „Tamujemy przemoc”. Jego koordynatorem jest Krakowski Ośrodek Terapii oraz Fundacja „Falochron”. Głównym celem jest m.in. rozwój kompetencji nauczycieli w zakresie budowania bezpieczeństwa w szkole. Planowane są również konsultacje dla uczniów i ich rodziców. Wiosną przyszłego roku Komisja Praworządności planuje konferencję dla nauczycieli dotyczącą zapobiegania agresji i przemocy w szkole.
A jaka jest rola szkolnych pedagogów w tym, by nie dochodziło do patologii?
W mojej opinii, taka osoba powinna służyć wsparciem uczniom w sytuacjach trudnych. Jednak jest jeszcze ktoś taki jak szkolny psycholog, który według mnie powinien być zatrudniony nie tyle w poradni, co w szkole. Zwłaszcza w gimnazjach. W tych typu szkołach winien być obowiązkowo na etacie. Nie z doskoku, ponieważ wtedy nie zna problemu uczniów, nie reaguje na bieżąco i trudno mu zapobiegać pewnym sytuacjom.
To kolejne koszty. Miasto stać na taki „luksus”?
Wydajemy pieniądze na rzeczy, które w mojej opinii nie są istotne i ważne. Ważniejsza i tańsza jest profilaktyka, a nie późniejsze leczenie i wizyty młodzieży choćby w izbach wytrzeźwień.
No właśnie, w poprzednim roku w Miejskim Ośrodku Profilaktyki i Uzależnień miesięcznie leczyło się średnio 30 małoletnich. Mało, dużo?
Każdy przypadek jest groźny. Musimy wszystko zrobić, by było ich jak najmniej. Jak dziecko trafia w takie miejsce to oznacza to, że ktoś się nim zajął i to być może ostatnia szansa w jego życiu na zmianę.
Z raportu tej samej jednostki wynika, że małoletni są uzależnieni od napojów energetyzujących. Odsetek ten jest większy niż w przypadku alkoholu. Z czego to może wynikać?
Przyczyny mogą być bardzo różne. Mogą to być np. zbyt wysokie oczekiwania rodziców, szkoły, którym dziecko nie potrafi sprostać. W grę wchodzą również zaburzone relacje z rówieśnikami. Okres gimnazjum to czas, w którym kontakty rówieśnicze są bardzo ważne, często ważniejsze niż relacje rodzinne. Sięganie do napojów energetyzujących jest dzisiaj bardzo łatwe. Siła reklamy również nie jest bez znaczenia, zachęca przecież młodzież: „Nie masz siły? Napij się…”.
Jaki powinien być nauczyciel?
Do tego zawodu trzeba mieć pasję i powołanie. Dobry nauczyciel jest twórczy i poszukujący, aktywny, otwarty na wszystko, co nowe. Partnerski w nieustannym dialogu pomiędzy wychowawcą a uczniem, między którymi odsłaniają się granice, w których obszarze przebiega relacja. Granice te wyznaczają wartości. Jak pisał B. Suchodolski, „z wychowawczego punktu widzenia nie jest najważniejsze, jakim człowiek jest, ale jakim może się stać”. Nauczyciel-wychowawca jest nadzieją nie tylko dziecka – młodego człowieka, ale i jego rodziców.
Czyli jesteśmy przegrani, bo na dwunastu nauczycieli w szkole ilu jest z powołania? Dwóch, trzech?
Sądzę, że dużo więcej. Oczywiście są również sytuacje, w których nauczyciele sobie nie radzą lub po prostu minęli się z powołaniem. Może np. świetny historyk odnajdzie się w pracy urzędowej, a niekoniecznie w szkole. Należy też wspierać samych pedagogów, nie prowadzić nagonki. Nie możemy mówić, że wszyscy się nie nadają i są źli. Musimy zwrócić uwagę, że młodzi ludzie stają się lub myślą o sobie, że są najważniejsi na świecie. Każdy przypadek jest inny.
Żebyśmy właśnie nie skupiali się jedynie na negatywnych stronach – znajoma nauczycielka z prywatnego gimnazjum opowiada o swojej pracy jako o czymś wspaniałym. Jednocześnie w tej placówce jest inaczej – choćby taka noc w szkole, kiedy dzieciaki mają dyskotekę, grają na konsolach, zamawiają sobie pizzę. Wiadomo, mniej osób, stosunki bardziej rodzinne. Czy może iść w swego rodzaju prywatyzację oświaty?
Są to zbyt daleko idące wnioski. To, że możemy wybrać placówkę prywatną lub publiczną, jest najlepsze. Nie widzę problemu, by w szkolnictwie publicznym w niektórych obszarach było podobnie jak w szkołach niepublicznych. Ministerstwo zaleca np. wycieczki, aby młodzi ludzie spędzali ze sobą czas. To jedna z najwspanialszych metod poznania między uczniami i nauczycielami. Budowanie relacji i wspólne przeżywanie. Równocześnie wspaniała lekcja! Martwi mnie, gdy słyszę od dyrektorów szkół, że nie uczestniczą w wycieczkach szkolnych, bo nie zdążą zrealizować programu i godzin! Tabelki biorą górę, a może jest to złe interpretowanie realizacji podstawy programowej.
Teoretycznie: gimnazja są likwidowane, wraca 8-klasowa podstawówka, 5-letnie technikum i 4-letnie liceum. Co się wtedy dzieje w krakowskiej szkole?
Przede wszystkim odczuwamy skutki finansowe. Jeżeli zaś chodzi o wychowawcze, to długi pobyt w jednej placówce wpływał pozytywnie na rozwój psychofizyczny dziecka. Uczeń prowadzony przez 8 lat czuł się bezpiecznie w danym miejscu, dość spokojnie przechodził trudny okres rozwoju i przygotowywał się do szkoły średniej. Teraz to trudne decyzje, zwłaszcza finansowe.
Mam jeszcze taką refleksję: dzieci uczą się rok dłużej, a z efektów jesteśmy niezadowoleni. Mamy złą korelację między poszczególnymi systemami oraz źle dobierane metody nauczania na poszczególnych etapach edukacyjnych. Jest niemożliwe, by ucząc się dłużej, osiągać coraz gorsze wyniki, co ukazały ubiegłoroczne matury. Mam nadzieję, że odpowiednie gremia to analizują i będzie można zmodyfikować obowiązujące programy. I nie jest to wina jedynie nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej.
O trudnościach w szkole i kryzysie w edukacji wypowiadają się eksperci oświaty. Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski w wywiadzie dla „Polityki” – Ogląd i pogląd: Zlikwidować gimnazja? napisał: „Komitet Nauk Pedagogicznych PAN ostrzegał przed wprowadzeniem gimnazjum jako jedynego typu szkoły średniej I stopnia, ale naukowcy zostali zignorowani przez MEN. Tymczasem mamy już dziesiątki badań wskazujących na ewidentną szkodliwość takiego modelu. W żadnym z państw OECD i UE nie ma gimnazjum jako jedynego typu szkoły średniej. Jednak postulowane referendum w tej sprawie (przy okazji kwestii wieku szkolnego) nie ma większego sensu, bo sprawa wymaga poważnego namysłu i dyskusji, a nie głosowania. Nie ma wątpliwości, że zmiana systemowa, wprowadzająca gimnazja, się nie udała. Wydłużenie edukacji ogólnokształcącej o jeden rok (6+3 zamiast ówczesnego cyklu 8 lat szkoły podstawowej) oraz podzielenie budowanych przez sześć lat społeczności uczniowskich na nowe, często lokowane w obcej przestrzeni grupy, zburzyło ich spójność. Pominęło też istniejące różnice w rozwoju dzieci i młodzieży, odmienności rodzinnych środowisk oraz ich aspiracji edukacyjnych.”