Pszczelarze wszystkich krajów łączcie się… w Krakowie

W piątek do Krakowa zawitali przedstawiciele branży pszczelarskiej z całego świata. Delegacja z Philipem McCabem, prezydentem Apimondii, międzynarodowej organizacji zrzeszającej 81 związków pszczelarskich z różnych krajów, odwiedziła pasiekę na dachu Galerii Kazimierz.

Uczestnicy dyskutują między innymi o edukacji, promocji pszczelarstwa i zagrożeniach czyhających współcześnie na pszczoły.

Bee alert

A tych, jak podkreśla Przemysław Szeliga, prezes Zrzeszenia Pszczelarzy Krakowskich nie brakuje. – Z Krakowa popłynie nawet nie red alert a bee alert. Pszczoły bez człowieka sobie nie poradzą, ale kolejny krok jest taki, że bez pszczół nie poradzą sobie także ludzie. 150 lat temu, wyprowadzając pszczoły z lasów, wzięliśmy za nie odpowiedzialność – mówi.

Uczestnicy sympozjum zaznaczają, że największymi bolączkami pszczelarzy są brak wiedzy, choroby, szczególnie zawlekane z innych stron świata, na które nie ma lekarstwa, jak waroza, i krzyżowanie gatunków pszczół, co prowadzi do wypierania rodzimych gatunków. To działanie przynosi krótkoterminową korzyść, bo hybrydy początkowo dają większą ilość miodu, ale po pewnym czasie te pożądane cechy rozmywają się.

Na dobrostan tych pożytecznych zwierząt kolosalny wpływ ma rolnictwo. Pszczołom, ale i innym zapylaczom, szkodzą monokultury i wszędobylska chemia, w tym szczególnie groźne dla zdrowia pszczół są pestycydy oparte na neonikotynoidach. To są związki, zawarte w zaprawach nasiennych, przede wszystkim w rzepaku, które zapobiegają żerowaniu szkodników pod ziemią. Z gleby przedostają się do łodyg i kwiatów, a z nich na owady zapylające.

Polska w tyle Europy

Wiosną w organach Unii Europejskiej trwały dyskusje na temat stosowania neonikotynoidów w rolnictwie. Bruksela zaostrzyła kurs, wykluczając trzy substancje. Tymczasem Jan Krzysztof Ardanowski, pisowski minister rolnictwa, zezwolił na użycie zabronionych preparatów. – Polska stała nad przepaścią i zrobiła krok w tył. Mówiąc prostym językiem, strzeliliśmy sobie w kolano – stwierdza Szeliga.

– Nie dotyczy to tylko dzikich pszczół, ale wszystkich zapylaczy. Neonikotynoidy powodują, że po spożyciu nektaru zacznają mieć problemy z orientacją, a orientacja jest kluczowa, żeby trafić do ula, żeby przeżyć. To precedens w Unii Europejskiej – zżyma się, a wtóruje mu Waldemar Kudła z Polskiego Związku Pszczelarskiego. – Miejmy nadzieję, że Polska nie dołączy do krajów, które zezwalają na stosowanie neonikotynoidów, a wydane przez ministra rolnictwa zezwolenie będzie tylko jednorazowe – przekonuje.

Pszczelarze alarmują, że co roku w okresie zimowym ginie około 10 proc. populacji pszczół. Daje to 100–150 tys. pustych uli wiosną. Te straty są do odbudowania, jednak odnowione, młode rodziny nie mają tak korzystnego wpływu na środowisko, jak te dojrzałe.

Ule na tak

Stąd bardzo ważna rola, jaką pełnią miejskie ule. Pozwalają one na odbudowywanie kurczącej się populacji pszczół w korzystnych – co potwierdzają sami hodowcy – warunkach, z dala od rolniczych zanieczyszczeń. Pasieki, jak te w Krakowie, mają też walor edukacyjny. Pokazują, że pszczoły nie są zagrożeniem dla mieszkańców miast, a wręcz przeciwnie. Korzystnie wpływają na miejskie otoczenie, bo pośrednio wymuszają na władzach miast zmiany w zagospodarowaniu przestrzeni np. poprzez sadzenie łąk kwietnych z roślinami miododajnymi czy troskę o zachowanie drzew, które, jak np. lipy, są ważnym dostawcą nektaru.

Powoli w samorządach rośnie świadomość roli pszczół w ekosystemie. Kraków może być w tym przypadku godnym wzorem do naśladowania. Coraz bardziej świadomi są też sami obywatele, a świadczyć o tym może niezwykła popularność warsztatów organizowanych przez ZZM i opiekunów Krakowskiej Pasieki.