Radio w tramwajach sposobem na umilenie podróży?
Temat tramwajowych bibliotek wywołał wśród Was niemałe zainteresowanie. Jedni popierają pomysł wiceprzewodniczącej Rady Miasta Krakowa Małgorzaty Jantos, inni stanowczo mu się sprzeciwiają. Jeśli jednak nie książki, to co mogłoby umilić monotonną podróż do pracy czy szkoły? Najlepiej, gdyby było to coś niematerialnego, aby nie zniknęło z tramwaju szybciej niż do niego trafi. Takim „wypełniaczem czasu” może być radio. O to rozwiązanie zapytaliśmy krakowian.
W ciągu dnia jesteśmy zabiegani i rzadko kiedy znajdujemy czas, by sięgnąć po gazetę z najświeższymi informacjami czy zrelaksować się przy muzyce. Często spotykamy się z sytuacją, kiedy zza kabiny kierowcy dochodzi nas dźwięk popularnego utworu. Co, gdyby motorniczy włączył radio w głośnikach całego tramwaju, a my musielibyśmy słuchać bieżących wiadomości i niekoniecznie ulubionej muzyki?
Radio lepsze od książek?
Wasze zdania, podobnie jak w przypadku książek w komunikacji miejskiej, są różne. Choć większość opowiada się przeciw radiu, to sporo z Was cieszyłoby się z takiego rozwiązania. Najczęściej jednak uważacie, że każdy ma inny gust, a muzyka puszczana w tramwajach z pewnością nie wszystkim by się podobała. Najlepszym rozwiązaniem wciąż wydaje się pozostawać własne źródło rozrywki.
– Chciałbym słuchać radia w tramwaju, jeśli nie byłaby to komercyjna rozgłośnia. Ale jeśli byłoby to radio „do rzeczy” z fajnymi audycjami, z telefonami słuchaczy o aktualnych tematach, bieżącymi informacjami i przede wszystkim z normalną muzyką, to zdecydowanie tak. Na pewno lepsze to niż pomysł książek, bo na książkę trzeba poświęcić więcej czasu niż 5-10 minut podróży – mówi w rozmowie z nami student Krakowskiej Akademii Michał, który z komunikacji miejskiej korzysta codziennie.
– Radio owszem, ale tylko wtedy, gdy MPK udostępniłoby słuchawki zamontowane np. przy każdym siedzeniu. No, ale teraz pojawia się kwestia wandalizmu… – twierdzi z kolei Marcin, 34-letni pracownik sklepu elektronicznego. – Gdyby muzyka miała lecieć z głośników, na dłuższą metę mogłoby to być męczące – dodaje.
20 tysięcy za tramwajowe rozgłośnie
Poza kwestią wandalizmu, według czytelników, problemem mogą być koszty udostępniania utworów muzycznych w komunikacji miejskiej oraz kłopoty związane z uzyskaniem licencji. – Wydaje mi się, że to nie jest taka prosta sprawa, potrzebna jest licencja, ponieważ giganci medialni maja prawo tego zastrzec, a i koszty pewnie są gigantyczne – mówi Maciej, 30-letni matematyk.
Aby uzyskać informację na temat kosztów wynikających z publicznego odtwarzania utworów z nośników dźwięku, porozmawialiśmy z Dorotą Oborą, dyrektorem Dyrekcji Okręgowej Związku Autorów i Kompozytorów Scenicznych w Krakowie. – Wynagrodzenia dla ZAiKS-u, jakie w tym wypadku ponosiłby przewoźnik, ustalane są z uwzględnieniem liczby miejsc siedzących w środkach transportu. Istnieje możliwość zapłaty z góry za rok – udzielane są w takim przypadku upusty. Wysokość wynagrodzeń ustala się w oparciu o Tabele Wynagrodzeń Autorskich ZAiKS – mówi Dorota Obora.
Z tabel wynika, że za rok rozpowszechniania audycji radiowej w jednym tramwaju Kraków musiałby zapłacić 46,13 zł. Drożej natomiast kosztowałoby to w bombardierach, ze względu na większą ilość miejsc, bo 61,50 zł. Biorąc pod uwagę, że MPK dysponuje 416 tramwajami, i gdyby muzyka była puszczana w każdym z nich, rocznie za udostępnienie utworów należałoby zapłacić nieco ponad 20 tys. złotych.
CZYTAJ TEŻ:
Tramwaje-biblioteki rozpropagują czytelnictwo wśród krakowian?
O gustach się nie dyskutuje
Wiele osób uważa, że nikt nie ma prawa narzucać im muzyki, jakiej mają słuchać. Każdy ma bowiem inny gust i jedna stacja radiowa nie będzie w stanie trafić do wszystkich podróżnych. – Nie mam zamiaru słuchać radia, które puszcza milion razy dziennie tę samą piosenkę, a prowadzący audycje są tak melancholijni, że wszystkiego się odechciewa – uważa Adam, właściciel sali prób. – Muzyka, jaką puszczają komercyjne stacje to coś strasznego. To dobre dla gimnazjalistów, którzy idą za trendami zza oceanu – dodaje.
– Wyobraźmy sobie sytuację, że jadę zestresowany na ważną rozmowę o pracę lub jestem w trudnej sytuacji życiowej, a tu z głośników leci Justin Bieber - to by mnie rozłożyło na łopatki! – zdecydowanie sprzeciwia się radiu w tramwajach Mateusz, 26-latek z Krakowa.
Mimo licznych sprzeciwów wobec radia w tramwajach, można spotkać przychylne temu pomysłowi opinie. – Bardzo mi się to podoba. Lubię słuchać muzyki w podróży, dlatego jestem za. Ale najpierw musiałoby to wejść w fazę testowania, jakiś tydzień, dwa, bo rozumiem ludzi, którym mogłoby to przeszkadzać – mówi studentka UEK, Marta. – Ja też jestem za. W ogóle by mi to nie przeszkadzało, wręcz odwrotnie – nie musiałabym słuchać często o wiele bardziej męczących rozmów innych ludzi. Radio na pewno umiliłoby mi czas w podróży – dodaje do wypowiedzi Marty Ola, studentka UP.
Sceptyczne MPK
Rzecznik prasowy Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Krakowie, Marek Gancarczyk niechętnie podchodzi do pomysłu tramwajowych rozgłośni radiowych. Twierdzi, że niektórym pasażerom już teraz przeszkadzają zapowiedzi przystanków, dlatego tym bardziej nie byliby zadowoleni, gdyby przyszło im słuchać muzyki z tramwajowych głośników. – Z moich doświadczeń wynika, że z takiego rozwiązania pasażerowie nie byliby zadowoleni. Wiele osób jest zmęczonych i zirytowanych nawet takim poziomem dźwięku jaki obecnie funkcjonuje w pojazdach, czyli zapowiedziami przystanków – mówi Marek Gancarczyk. – Oczywiście, pewne dźwięki można wprowadzać do pojazdów, ale na pewno nie może ich być dużo i nie mogą być one agresywne, bo to wielu osobom przeszkadza. Jeżeli chodzi o moją opinię, to zdecydowanie jadąc autobusem wolałbym słuchać muzyki z własnego odtwarzacza – dodaje.
Współpraca: Dawid Kuciński