Rodzice małych pacjentów: „zostaliśmy na lodzie”. Oddział zlikwidowany czy połączony?

Perypetie małych pacjentów Oddziału Rekonstrukcji i Leczenia Oparzeń krakowskiego szpitala dziecięcego. Rodzice alarmują, że rozpadł się, w efekcie czego ich pociechy mają problem z kontynuacją terapii.

Rodzice chcą powrotu oddziału

W listopadzie 2024 roku syn pani Agaty miał wypadek: podczas zabawy z kolegą wybuchła puszka z rozpuszczalnikiem, w efekcie czego u chłopca doszło do poparzenia obu rąk i dróg oddechowych. Kilka tygodni spędził na oddziale intensywnej terapii w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu.

Lekarze wszczepili mojemu synowi sztuczną skórę. Dzięki temu w ok. 80 procentach odzyskał sprawność w prawej ręce.
Pani Agata

– Mieliśmy kontynuować leczenie. Jesienią tego roku planowano lasery – twierdzi matka chłopca. – Niestety, z mediów dowiedziałam się, że Oddział Rekonstrukcji i leczenia Oparzeń rozpadł się. Rodzice zaczęli organizować się, pisać listy, żeby przywrócić jego działalność. Szpital zapewniał nas, że będziemy mieć przedstawiony indywidualny plan leczenia, ale tak się nie stało. Zostaliśmy na lodzie – dodaje.

Podobne historie słyszymy od innych rodziców. 7-letnia córka pani Pauliny jest pacjentką krakowskiego szpitala dziecięcego od urodzenia. Występują u niej zmiany barwnikowe na twarzy. Zostało jej założone specjalne urządzenie, ekspander.

– Ma na celu rozciągnięcie skóry. Trwa to od 3 do 6 miesięcy. Następnie ścinany jest kawałek znamienia i przekładana zdrowa skóra. Ta metoda pozwala na przywrócenie mojej córce normalnego wyglądu. Znamiona barwnikowe mają to do siebie, że może z nich powstać nowotwór skóry – tłumaczy matka 7-latki.

Szpital Dziecięcy w Prokocimiu
Szpital Dziecięcy w Prokocimiu
Krzysztof Kalinowski, LoveKraków.pl

Dodaje, że ekspander musi być regularnie napełniany.

– Właśnie w tym celu pojawiłyśmy się w ostatnich dniach w szpitalu. Lekarze stwierdzili, że to już czas, aby córka przeszła operację. Okazuje się jednak, że po likwidacji oddziału rekonstrukcji, zabiegu nie ma kto przeprowadzić. Obecna sytuacja jest taka, że córka ma ekspander w głowie, a my nie wiemy, co dalej robić – mówi rozżalona pani Paulina.

Likwidacja czy połączenie?

Jak przekazała nam rzeczniczka prasowa Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego Katarzyna Pokorna-Hryniszyn, z kierownikiem Oddziału Rekonstrukcji i leczenia Oparzeń została rozwiązana umowa o pracę. Jak wyjaśnia, nie został zlikwidowany, tylko połączony z innym. Ma na myśli Oddział Chirurgii Dziecięcej.

Zapewnia też, że pozostali lekarze z oddziału rekonstrukcji nadal pracują w szpitalu. 

– Jednocześnie informuję, że Poradnia Rekonstrukcji i Leczenia Oparzeń funkcjonuje bez zmian, a nasi pacjenci są pod opieką pozostałych, dotychczas ich leczących specjalistów – podkreśla Pokorna-Hryniszyn.

Jak nieoficjalnie dowiedzieliśmy się w dwóch niezależnych od siebie źródłach, umowa o pracę z kierownikiem wchłoniętego przez chirurgię oddziału została rozwiązana za porozumieniem stron.