Rośnie liczba nietrzeźwych rowerzystów. To nie problem?
Na początku kwietnia zmienił się taryfikator mandatów. Dotyczy to również rowerzystów, którzy za jazdę pod wypływem alkoholu, zapłacą od 300 do 500 złotych. Jest to ważna zmiana, ponieważ wraz ze wzrostem liczby osób poruszających się jednośladami po Krakowie, wzrasta odsetek tych, którzy jeżdżą pod wpływem alkoholu. Co istotne, nie przekłada się to na większe niebezpieczeństwo w ruchu drogowym.
Do listopada 2013 roku, gdy alkomat pokazywał, że rowerzysta ma powyżej pół promila alkoholu w wydychanym powietrzu, delikwent mógł czuć się przestępcą. Poczucie to wzmacniała katalog kar: grzywna, ograniczenie wolności (prace społeczne) lub więzienie do roku czasu. Dodatkowo sąd nakładał zakaz prowadzenia pojazdów – od roku do 10 lat. Drugi taki występek groził trzema latami w zakładzie zamkniętym. Z tego powodu, w 2011 roku do więzień trafiło blisko 13 tysięcy rowerzystów na podwójnym gazie, którzy złamali postanowienie sądu. W tym roku ustawodawca znów zmniejszył kary. Teraz za to wykroczenie zapłacimy od 300 do 500 złotych.
Statystyki rosną, ale…
Krakowskie statystyki nie są tragiczne pod tym względem, jednak z roku na rok rosną. W roku 2012 ujawniono 662 nietrzeźwych rowerzystów, rok później 780. 2014 rok ujawnił 940 na podwójnym gazie. W pierwszym kwartale 2015 było ich blisko 160.
Te wzrosty wynikają z tego, że policja prowadzi akcje wymierzone przeciwko rowerzystom? – Funkcjonariusze Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Krakowie biorą udział w akcjach i działaniach ukierunkowanych na eliminowanie z ruchu nietrzeźwych uczestników ruchu drogowego. Nie przeprowadza się tego typu działań skierowanych wyłącznie na rowerzystów – tłumaczy Elżbieta Znachowska z biura prasowego małopolskiej policji.
Szkodzą przede wszystkim sobie
Adam Łaczek tłumaczy, że liczba nietrzeźwych rowerzystów w Krakowie rośnie, biorąc pod uwagę statystyki ogólnopolskie. – W naszym mieście po prostu wzrasta liczba rowerzystów, dlatego jeśli mamy więcej osób, to ten odsetek rośnie – mówi działacz rowerowy.
Nie przekłada się to jednak na bezpieczeństwo w ruchu drogowym. – Wystarczy porównać liczbę osób trzecich, które rani bądź zabija pijany rowerzysta. Wyszło, że cyklistom jest bliżej do pieszych pod tym względem, niż to kierowców. Choć oczywiście zdarzają się przypadki, że ktoś kogoś na rowerze zabije. Jednak jest to jeden przypadek na kilka lat – uważa Łaczek.
Adam Łaczek na podparcie swojej tezy przytacza badania. Wynika z nich, że odpowiednio w 98,3% i 98,1% wypadków giną lub zostają ranni pijani piesi i rowerzyści. Niecałe 60% pijanych sprawców wypadków samochodem płaci za to zdrowiem lub życiem. Śmiertelność wypadków jest natomiast na poziomie 12,7% (piesi) i 4,7% (dla rowerzystów oraz kierowców).
Idzie w dobrą stronę
Liberalizacja przepisów podoba się Łaczkowi. – Idzie to w dobrym kierunku. W całej Europie kary dla rowerzystów są znacznie łagodniejsze niż dla kierowców, a w wielu krajach nie ma limitów, za przekroczenie których każe się mandatami. Policjanci decydują, oceniając stan rowerzysty, czy należy go ukarać za spowodowanie niebezpieczeństwa w ruchu drogowym – mówi Adam Łaczek.
Przypomina jednak, że daleko nam choćby do Niemiec, gdzie limit wynosi 1,6 promila, a dla rowerzystów budowane są specjalne trasy, prowadzące od jednego browaru do drugiego.
Inne zmiany
Od tego roku zmieniają się również inne przepisy. Jeśli kierowca zaparkuje dla kopercie przeznaczonej dla niepełnosprawnych i nie będzie się posługiwał kartą parkingową dla niepełnosprawnych, może zostać ukarany mandatem w wysokości do 1000 zł. Za samo zajęcie koperty zapłacimy 800 zł.
W końcu wiadomo też, ile pieszego będzie kosztował brak odblasków – 100 zł. z taką samą kwotą pożegnają się osoby jeżdżące bez kasku motocyklami, motorowerami oraz quadami. Warto też zwrócić uwagę, że 100-złotowy mandat mogą dostać rodzice, którzy przewożą dzieci bez zezwoleń w wózkach rowerowych.