Rowery miejskie śledzone z satelity
Zarząd Infrastruktury i Transportu przymierza się do dużych zmian w funkcjonowaniu systemu miejskich rowerów. Nie chodzi tylko o większą liczbę jednośladów i stacji, bo o tym była mowa od dawna. Zmienić ma się także cała organizacyjna strona systemu, w tym sposób wypożyczania, wygląd stojaków i zabezpieczenia przed kradzieżą.
Obecnie, po ponad sześciu latach od uruchomienia pierwszych stu miejskich jednośladów, Kraków dysponuje 300 rowerami i 34 stacjami. Funkcjonują one głównie w centrum i wzdłuż przebudowanej niedawno trasy do Nowej Huty. Dla porównania, Warszawa wystartowała w 2012 roku z 55 stacjami i około tysiącem rowerów, a obecnie ma ich odpowiednio 197 i prawie 3000.
1500 rowerów w przyszłym roku
Przyszły rok ma przynieść oczekiwane przyspieszenie w tej sprawie. Miasto, które teraz jest właścicielem i stacji, i rowerów, chce znaleźć koncesjonariusza, który będzie odpowiadał za całość funkcjonowania systemu. To on kupi rowery i jemu będzie zależeć na tym, by nie były niszczone ani kradzione.
Znacząco wzrośnie dostępność i zasięg stacji. – Planujemy, żeby w każdym miesiącu przybywało mniej więcej po sto rowerów. Wtedy pod koniec przyszłego roku byłoby ich około 800, aby w 2017 osiągnąć liczbę 1500. Ale jeśli koncesjonariusz będzie chciał od razu wystartować z taką liczbą rowerów, to będzie miał większe szanse na wygraną – mówi Marcin Wójcik, oficer rowerowy w ZIKiT.
Co istotne, system nie byłby zamykany na zimę, tak jak działo się to do tej pory. Zmniejszana byłaby tylko liczba dostępnych rowerów, w zależności od zapotrzebowania.
Inne stacje, rowery z GPS-em
Zmieni się też sposób wypożyczania i zwracania jednośladów. Urzędnicy chcą, by każdy z nich miał wbudowany moduł GPS, który pozwoli na bieżąco śledzić jego położenie. Dzięki temu nie będą już potrzebne stacje w takiej formie, jak obecnie, z mechanizmem do wpinania, bo system i tak będzie widział, czy rower został odstawiony na miejsce. Będzie też można namierzyć sprzęt w przypadku kradzieży.
Wykorzystane zostaną prawdopodobnie zwykłe stojaki rowerowe, tyle że odróżniające się od tych standardowo wykorzystywanych w mieście. Zajmą mniej miejsca i nie będą wymagać zasilania. – To stacje, w których będzie można oddać rower bez dodatkowej opłaty. Dopuszczamy też taką opcję, bo wiemy, że jest możliwa, by można wprowadzić usługę oddawania roweru w dowolnym punkcie miasta, ale to wiązałoby się już z dopłatą – zapowiada Wójcik. Wypożyczać będzie można dzięki aplikacji na telefon albo dzięki urządzeniu zamontowanemu na rowerze.
Tego typu rozwiązania funkcjonują w kilkunastu miastach amerykańskich. – Bliżej nas taką usługę można zobaczyć w Berlinie. Nazywa się to Call a Bike i jest oferowane przez przewoźnika, Deutsche Bahn – mówi Wójcik. Funkcjonowanie systemu z pełną liczbą 1500 rowerów ma kosztować około 5 milionów złotych rocznie.