Rowerzyści mają powody do świętowania [Rozmowa]
Przed weekendowym „Świętem Cyklicznym” pytamy Marcina Dumnickiego ze Stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów o postępy w budowaniu kultury rowerowej w Krakowie i o to, co jeszcze jest do zrobienia.
Jakub Drath, LoveKraków.pl: Na czym będzie polegać „Święto Cykliczne”?
Marcin Dumnicki, Kraków Miastem Rowerów: W niedzielę o 12.00 ruszamy Wielkim Przejazdem Rowerowym z Błoń i dojeżdżamy do Nowej Huty, gdzie będzie zorganizowany piknik finałowy z różnymi okołorowerowymi atrakcjami. Będą też dodatkowe imprezy – w minionym roku trwały one przez cały tydzień, teraz skupiliśmy się w większym stopniu na przejeździe i pikniku.
Czy krakowscy rowerzyści mają powody do świętowania?
Zdecydowanie mają. Celowo jedziemy z centrum miasta do Nowej Huty, wzdłuż nowej ścieżki powstałej po dwudziestu latach starań. To pierwsza tak ważna trasa międzydzielnicowa. Cały czas przypominamy też o ubiegłorocznym referendum, w którym 85% mieszkańców opowiedziało się za rowerami. To był moment zwrotny w historii roweru jako środka komunikacji w Krakowie. Dlatego faktycznie ten weekend będzie miał charakter święta, bo warto docenić i wsparcie mieszkańców i reakcję miasta na głos wyrażony w referendum. W urzędzie został powołany specjalny zespół, a w budżecie po raz pierwszy zapisano sensowną kwotę na infrastrukturę rowerową.
Są środowiska, które zarzucają Państwu zbyt szybkie odtrąbienie sukcesu.
Wszystko zależy od tego, czy za sukces uznamy wybudowanie kompletnej sieci i przesiadkę Krakowa na rower. Na taką zmianę musimy jeszcze poczekać, mam nadzieję, że krócej niż dłużej. My jednak uważamy, że to jest moment, w którym zmienia się myślenie o rowerze: trudno już dziś stwierdzić, że nie jest ważnym środkiem transportu. Świętujemy raczej to, że jedziemy w dobrym kierunku, a nie to, że już dojechaliśmy do celu.
Jakie są obecnie najważniejsze potrzeby rowerzystów w Krakowie?
To jest plan przygotowany przez zespół i rozpisany na cztery lata. Chodzi o zbudowanie szkieletu sieci dróg rowerowych, podstawowych połączeń między dzielnicami.
Gdzie na przykład?
Głównie do południowych dzielnic. Jedną z ważniejszych spraw w tym projekcie jest np. dostosowanie ulicy Kamieńskiego do ruchu rowerowego, z budową kładki w rejonie węzła i włączeniem do ronda Matecznego. W realizacji ma pomóc wpisanie tych inwestycji do Wieloletniej Prognozy Finansowej.
Południowe dzielnice pozostają ciągle rowerową pustynią?
Tam jest najtrudniejsza sytuacja, ale problemy występują też na północy. Południe, np. Kurdwanów, jest zupełnie odcięte od centrum.
Problemem nie jest brak ścieżek, tylko brak połączeń z centrum?
Zdecydowanie brak połączeń. Tam jest największy potencjał i na tym należy skupić działania. To też najbardziej opłacalny kierunek dla miasta, bo taka budowa to gwarantowany efekt i sukces.
Teraz powstaje etapami ścieżka wzdłuż ulicy Wielickiej.
Tam jest sporo problemów, ale już wkrótce będzie się dało sensownie dojechać. Powstaje też coś, czym się będziemy bardzo chwalić, czyli ciąg rowerowy na estakadzie tramwajowej, czego nie ma chyba żadne miasto w Polsce. Natomiast ten rejon, który zbiera ulica Kamieńskiego, pozostaje pustynią, bo ona jest tragicznie nieprzejezdna dla rowerów.
Czy dysponują Państwo danymi, w jakim tempie wzrasta liczba rowerzystów w mieście? Bo to, że wzrasta, widać gołym okiem.
Robiliśmy badania, ale wynikami będziemy dysponować dopiero po Święcie Cyklicznym. Nie mamy jednak wątpliwości, że te liczby rosną.
Z tym z kolei wiąże się większa liczba napięć pomiędzy rowerzystami a pieszymi i kierowcami.
I tu znów wracamy do kwestii infrastruktury. Za tym opowiedzieli się mieszkańcy – przecież nie tylko sami rowerzyści, ale też piesi i kierowcy: budujmy ścieżki rowerowe, wydzielone, wystarczająco szerokie, tworzone tak, by piesi też mieli miejsce dla siebie. Dobry szkielet sieci rowerowej ma za zadanie również zmniejszać liczbę konfliktów. Na przykład zabrać rowerzystów z jezdni tam, gdzie auta mogą jeździć szybciej.
Pozostaje kwestia kultury jazdy.
Na to jako stowarzyszenie kładziemy duży nacisk. Kiedy budują się już ścieżki, musimy pracować nad kulturą rowerową, wzorem Holandii czy innych krajów europejskich. Tam wiadomo, jak jeździć rowerem, gdzie się spodziewać rowerzystów, jak sobie wzajemnie nie przeszkadzać. My musimy to podejście zapoczątkować i temu służą takie programy jak „Stars”, realizowany w wielu krakowskich szkołach. Staramy się już najmłodszych uczyć tego, jak jeździć, by nie utrudniać życia innym.
Ze strony kierowców, ale i pieszych, można często usłyszeć o „lobby rowerowym”, które jest bardzo skuteczne w osiąganiu swoich celów.
Faktycznie, jest coś w tym, że rower silnie identyfikuje. Środowisko potrafi powiedzieć, o co mu chodzi i konsekwentnie się tego trzymać. Ale to też kwestia tego, że te argumenty są sensowne, nie są jakąś kosmiczną rewolucją. Mamy przykłady na Zachodzie, że to naprawdę działa, więc to nie jest jakiś trudny, skomplikowany lobbing. Nie namawiamy do czegoś dziwnego i coraz więcej ludzi się przekonuje.
A ilu lat nam brakuje, żeby osiągnąć oczekiwany poziom rozwoju infrastruktury i kultury rowerowej?
Trudno powiedzieć, bo ekipy się zmieniają. Patrzymy np. na wskaźnik tego, jaki procent dróg jest przyjazny dla ruchu rowerowego. Niekoniecznie chodzi o istnienie ścieżek – to po prostu te drogi, którymi można spokojnie jechać bez poczucia zagrożenia i bez przeszkadzania innym. Jako przykład podajemy Berlin, gdzie ten wskaźnik wynosi ponad 85 procent. W Krakowie jest to obecnie około 20-25 procent.