Rozmowa na dzień dobry. Chrześcijanie i Żydzi świętują zwycięstwo światła
Jakub Drath, LoveKraków.pl: W tym roku żydowskie święto Chanuki pokrywa się z chrześcijańskim Bożym Narodzeniem. Co łączy te święta, a co różni?
S. Anna Bodzińska, Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej z Syjonu: Przede wszystkim łączy je światło, a ono jest zawsze odblaskiem Boga. Tak jak Żydzi świętują Chanukę wdzięczni Bogu za dar odnowionej świątyni, tak samo chrześcijanie świętują przyjście Księcia Światła na świat. Nie przez przypadek Boże Narodzenie przypada w momencie, kiedy mamy najdłuższą noc i najkrótszy dzień – a wydarzenie narodzenia pokrywa się z czasem, kiedy dzień zaczyna się wydłużać. Chanukiję – świecznik chanukowy – stawia się w miejscu widocznym dla przechodnia, w oknie albo przy drzwiach, żeby inni mogli się nacieszyć tym światłem. Tak samo my stawiamy w różnych miejscach szopkę, by cieszyć się tą informacją, że Chrystus się narodził, że światło przyszło na świat. Chanuka mówi o tym, co się wydarzyło w zbeszczeszczonej Świątyni Jerozolimskiej, kiedy zaczęła ona na nowo funkcjonować. Natomiast dla nas jest to narodzenie Syna Bożego. W judaizmie oczekiwanie na Mesjasza, który odkupi swój lud, jest cały czas aktualne.
Czy w takim razie da się te dwa różne święta świętować wspólnie?
Dosłownie nie, bo jednak chrześcijanie świętują narodzenie Syna Bożego, czego Żydzi nie świętują. Ale można to połączyć w takiej „przyjaźni serca”, że Bóg jest odkupicielem swojego ludu – człowieka, którego stworzył. W czasach Izraela pokazał swoją wielką moc, kiedy Świątynia była zbeszczeszczona, a przeciwnik miał ogromną przewagę militarną. Podobnie w chrześcijaństwie, kiedy mamy poczucie, że siła zła jest ogromna, że przerasta ludzkie siły, a jednak Bóg przyszedł na świat i nasz zbawił. Myślę, że to można wspólnie świętować – że Bóg jest wielki, szuka człowieka i nie pozostawia go ciemności.
Czego uczy Kościół o tym wszystkim, co chrześcijaństwo ma wspólnego z judaizmem?
Jan Paweł II mocno podkreślał, że „religia żydowska nie jest dla naszej religii rzeczywistością zewnętrzną, lecz czymś wewnętrznym” i że „stosunek do niej jest inny aniżeli do jakiejkolwiek innej religii”. Mówi o tym Sobór Watykański II, który na nowo odkrył to, co było zawsze znane, ale jednak zapomniane – że to są nasze korzenie, że to sprawa naszej tożsamości.