Rozmowa na dzień dobry. Prezesi chcą siedzieć coraz wyżej

O tym, jak pozyskać pieniądze na rozwój projektów studenckich, a także o trendzie wprowadzania konstrukcji budowlanych w ruch, opowiedział nam Henryk Ciurej, opiekun koła naukowego „Aksjator”.

Łukasz Jeżak, LoveKraków.pl: Skąd pozyskujecie fundusze na rozwój projektów?

Generalnie uzyskujemy finansowanie z dwóch źródeł: od zewnętrznych sponsorów oraz z dotacji AGH. Jesteśmy bardzo zadowoleni, ponieważ uczelnia nie tylko wspiera nas pod względem ekonomicznym, ale również organizacyjnym czy logistycznym.

Nie wszyscy otrzymają środki na realizację swoich pomysłów, więc co decyduje o przyznaniu grantu?

Przede wszystkim trzeba się czymś wykazać. Należy opracować dojrzałą ideę, po czym atrakcyjnie i kompetentnie ją przedstawić. Dziekan bądź rektor muszą wiedzieć, że projekt ma szansę powodzenia. Tak to wygląda od strony uczelni.

Zewnętrzni inwestorzy są bardziej wymagający. Moi studenci jeżdżą po przedsiębiorstwach i prezentują swoje pomysły. Nie zawsze udaje się jednak dostać dofinansowanie, bo to zależy od tego, czy dana firma ma w tym swój interes. Pomysł w tym przypadku musi być znacznie bardziej szczegółowo opracowany, co wymaga od studentów cierpliwej pracy.

Jak to było w przypadku ostatnio przedstawionej ruchomej kładki przez studentów budownictwa?

Projekt wykonawczy tego modelu kosztował studentów osiem miesięcy pracy. Dopiero po tym czasie udali się oni do inwestorów i starali się ich zainteresować.

Animacje i obliczenia muszą być przekonywające, ponieważ sponsorzy to są firmy projektowe lub wykonawcze, które poszukują nowych rozwiązań w budownictwie. Organizujemy seminaria, pokazy projektowe, na które przychodzą ludzie, którzy się na tym znają, nie można więc przedstawić czegoś, co na „dzień dobry” jest niemożliwe do zrealizowania.

W takim razie, od kogo jest łatwiej pozyskać dofinansowanie?

Zdecydowanie od uczelni jest łatwiej uzyskać dofinansowanie. Uczelnia powinna pobudzać twórczość studentów i tak się dzieje. Koła naukowe otrzymują finansowanie, nasze koło również, w postaci grantów rektorskich, ale istnieją inne rozmaite ścieżki dostępu do pieniędzy.

Ostatnio zaprezentowany przez was projekt wpisuje się w trend wprowadzania ruchu w konstrukcje budowlane. Co to oznacza?

Jedną z bardziej spektakularnych koncepcji jest budownictwo dynamiczne. W kole naukowym blisko rok temu podjęliśmy zadanie opracowania idei budynku obrotowego, o piętrach obrotowych, jak w kostce rubika. Takie idee są już obecne w architekturze, a prototypowe budynki funkcjonują.

Wszyscy widzieliśmy most zwodzony, więc nie dziwi nas to specjalnie. Jednakże wyobraźmy sobie budynek, którego piętra się obracają wedle ruchów słońca. W ten sposób mogą powstać sale konferencyjne, które są cały czas w cieniu bądź nasłonecznieniu. I to jest właśnie koncepcja dynamicznego budownictwa.

Czy tego typu budynki mogą być faktycznie funkcjonalne, czy to wyłącznie fantazje architektów?

Oczywiście, że mogą. Jesteśmy przyzwyczajeni do zwykłych biurowców, ale są inwestorzy zainteresowani czymś więcej. Obserwujemy konkurencje, w której prześcigają się firmy w tym, kto ma bardziej atrakcyjniejsze biuro. Prezesi także chcą siedzieć coraz wyżej.

Budynek takiego formatu jest znacząco droższy, bo oprócz bezpieczeństwa przeciwpożarowego czy podpięcia rozmaitych mediów, musi również spełniać kryteria mechaniczne, czyli cały napęd, konserwacja i serwisowanie. To mnóstwo aspektów, których w zwykłym budownictwie nie ma.

Myślę, że trend wprowadzania obiektów budowlanych w ruch będzie się rozwijał. Inwestorzy mają pieniądze, choć może w Polsce jeszcze tego nie widać. Na przykład na zachodzie istnieje budynek o zmieniającym się wyglądzie elewacji, tak że nie są już to takie zupełne fantazje. Mam nadzieję, że moi studenci z koła naukowego znajdą się w przyszłości w biurach projektowych, które pracują nad takimi wdrożeniami.