Ruch Palikota pływa po warszawsku... [Komentarz]

Kiedy rozum* śpi,budzi się... Palikot. A raczej jego Ruch. Politycy tej formacji nie próżnują i wykorzystują tzw. sezon ogórkowy w pełni. Bardzo mocno widać to w Krakowie. Zapraszam do przeglądu wakacyjnych ruchów Ruchu Palikota.

W mieście konserwatywnym, w mieście specyficznym, bo niby bezpartyjnym (a przynajmniej tak było do lipca tego roku) Ruch Palikota w osobie Łukasza Gibały (ale nie tylko) prężnie działa, wymyślając coraz to nowsze akcje. Nie można powiedzieć, że są one wszystkie bezsensowne i w formie happeningów, ale...

„Zamaluj faszyzm” (czymkolwiek według RP ten faszyzm jest) – można ocenić, na pierwszy rzut oka, jako pozytywne działania, mające na celu wyplenienie z przestrzeni publicznej rasistowskich, ksenofobicznych i obraźliwych bazgrołów. Ruch Młodych (młodzieżówka RP) będzie chodził po ulicach miast i usuwał napisy czy rysunki.

Ruch Palikota sfinansuje tę akcję – do rozdysponowania ma kilkadziesiąt tysięcy złotych na całą Polskę (sic!). Równocześnie RP forsuje ustawę, zmuszająca właścicieli nieruchomości, które dotknęła plaga wandalizmu do usunięcia na ich koszt bazgrołów.

Ile takich napisów można usunąć w skali kraju za taką kwotę? Raczej niewiele. Chodzi tylko o pokazanie, że coś się robi. Kilkadziesiąt tysięcy złotych. Pamiętacie, ile RP wydał na trunki? Oczywiście, nie obchodzi mnie to w najmniejszym stopniu, ale nawet jeśli ma to być 99 tys. złotych, to jest to tylko 3 raz więcej, niż wydane na alkohol pieniądze z budżetu/składek członkowskich.

Kolejnym pomysłem RP jest „Program Operacyjny Metropolie”. RP domaga się większego dofinansowanie obszarów metropolitalnych w Polsce, argumentując to tym, iż przecież rejony wiejskie z takiego dofinansowania korzystają. Sam Łukasz Gibała w letniej marynarce zasuwa po Krakowie i zbiera podpisy pod listem do Premiera, aby Rada Ministrów utworzyła specjalny program operacyjny dla polskich miast. Do rozdysponowania jest 10 miliardów euro. W teorii. W praktyce poseł RP zapomina, że jest za późno. Marszałek województwa Małopolskiego, Marek Sowa 31 lipca w "Dzienniku Polskim" zauważa, że pieniądze są już rozdzielone na województwa i żaden marszałek teraz nie zgodzi się na zmniejszeniu przydzielonych środków.

Trzecia aktywność wakacyjna – już nie tylko Ruchu Palikota, ale już chyb wszystkich lewicowych ruchów – to dyskusja o in vitro w szkołach. Chodzi o to, aby wiedza o metodzie leczenia bezpłodności (czy to dobre słowo?) in vitro była przekazywana bez żadnej ideologii w szkołach ponadgimnazjalnych. Nie dam sobie głowy uciąć, bo jest zbyt cenna, jak na taką sprawę, ale wydaje mi się, że byłem uczony biologii bez żadnej ideologii (ssaki górą, gady kanałami!). A poważnie: przecież na biologii uczymy się o ewolucji człowieka – czy spotkał się ktoś z taką sytuacją, gdy jakiś nauczyciel mówi, że to, co autorzy piszą w podręcznikach jest nieprawdą? I zsyłają na Darwina klątwę? Pozdrawiam serdecznie wszystkie moje nauczycielki od biologii!

No i na sam koniec perła w koronie, wisienka na torcie – wniosek o likwidację straży miejskiej w Krakowie. Aby przedstawić projekt uchwały Radzie Miasta, potrzebne było cztery tysiące podpisów. Ruch Młodych, dumny ze swojego osiągnięcia, zebrał ich prawie pięć tysięcy i naiwnie złożył u Przewodniczącego Rady Miasta, który to zapowiedzia, że "Rada rozpatrzy każdy aspekt tej sprawy". Ucieszyło to młodych działaczy, otrąbili sukces.

No i jadą dalej. 30 milionów złotych, jakie „zaoszczędzi” miasto na etatach strażników miejskich ma być przeznaczone na darmową komunikację miejską w Krakowie. Fakt, że kosztuje ona miasto około 400 milionów złotych, a wpływ za bilety to prawie 270 mln złotych, nie przemawia do nich. Naiwność młodych działaczy nie zna granic – pytania do Was: kto będzie wykonywał zadania SM po jej rozwiązaniu? I czy za darmo? I tak samo z KMK - autobusy i tramwaje będą finansowane z podatków (w tym momencie nie mówimy już o darmowej komunikacji) czy czekacie na czasy, kiedy w Polsce znajdą się pokłady ropy naftowej lub pojazdy będą napędzane powietrzem?

Akcje Ruchu Palikota w wakacje, są jak ruchy leniwego plażowicza. Nie wejdzie on do wody, bo mu się nie chce albo nie potrafi pływać. Takie pływanie po warszawsku…

*Przepraszam za to nadużycie. Rozumu już żadna partia nie ma.