Rybitwy. Tu nie da się żyć

– Deweloperzy już skupują działki. Tu nie da się żyć, tak śmierdzi – mówią nam osoby spotkane na Rybitwach.

Miejsce, które najpierw czuć

Autobus jadący na Złocień zatrzymuje się przy Półłanki. Przez szybę nagrywamy to, co jest dziś przemysłowym zapleczem miasta, a w planach – nową dzielnicą dla 60 tysięcy osób. 

Kobieta stojąca obok patrzy na telefon i mówi:

– Tak się tutaj podoba, że nagrywacie?

Wysiadamy na skrzyżowaniu Półłanki i Christo Botewa. Ciężarówki przejeżdżają jedna po drugiej, co kilka sekund. W takiej przestrzeni rozmowa odbywa się rytmem hałasu, który ciągle przerywa myśli. Kobieta, która sama nawiązała temat, mówi, że największym problemem jest wysypisko.

– Jak oni w lecie wieczorem przemieszają śmieci, to o dwudziestej drugiej zaczyna śmierdzieć. Trzy, cztery godziny. To nie oczyszczalnia, ludzie różnie gadają, ale według mnie to wysypisko.

Budynek krakowskich zakładów garbarskich
Budynek krakowskich zakładów garbarskich
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

Mówi, że mieszka na Rącznej, przy kościele. – Jak zawieje w naszą stronę, to w mieszkaniu idzie wytrzymać tylko przy zamkniętych oknach – zaznacza. 

Twierdzi, że dopóki nie było wysypiska, mieszkało się tu dobrze. Razem z mężem budują się pod Krakowem, w Czaplach Wielkich.

– Jak się mój mąż tu przeprowadził i poczuł ten smród, to powiedział, że się wyprowadzamy.

O masterplanie mówi, że to dla niej powtórka wcześniejszych pomysłów. – To bardzo podobny schemat. Wierzę, że coś powstanie, ale to potrwa lata.

Zakład usługowy przy ulicy Półłanki
Zakład usługowy przy ulicy Półłanki
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

Kobieta wspomina, że planowano tu kiedyś tramwaj. 

– Potem to zatrzymali, bo mówili, że tu są mokre doliny. A przydałby się, bo autobus raz jedzie, raz nie jedzie. Czasem wypada z kursu.

O targu na Rybitwach: – Jak miałam sześć lat, to tam chodziłam z rodziną. Teraz jeździmy do Mogiły, tam przy cystersach.

Wraca do tematu zapachów. Opowiada, że latem okien nie da się otworzyć, że kontrole smrodu bywały nieskuteczne, bo odbywały się w godzinach, kiedy akurat nic nie czuć.

– Rodzice zamontowali klimatyzację. Większość już ma, bo inaczej się nie da w lecie. Okna nie idzie otworzyć. 

Mówi, że deweloperzy intensywnie skupują działki. I że gdyby nie smród, zostałaby tu dalej.

– Ruch samochodowy da się znieść. Smrodu nie.

ulica Półłanki
ulica Półłanki
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

„Tu nigdy bym nie zamieszkała”

Przy ulicy Śliwiaka zatrzymujemy się przy kobiecie po sześćdziesiątce, która mówi, że uciekł jej autobus, więc może chwilę porozmawiać. Jest z Bieńczyc, do Rybitw dojeżdża „od niedawna”.

– W lecie śmierdzi. W zimie mniej, ale śmierdzi.

Kiedy wspominamy o nowych blokach, reaguje od razu: – Dziwię się, że tu tyle budują. A mają być jeszcze wysokościowce? Ja tego nie widzę.

Budowa przy ulicy Półłanki
Budowa przy ulicy Półłanki
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

Mówi, że całe życie pracowała w przemyśle skórzanym. 

– Ja wiem, jakie toksyny są przy garbowaniu skóry. Dużo koleżanek już nie żyje. Myśmy pracowały w szkodliwych warunkach.

Na pytanie o ewentualne mieszkanie w tej okolicy odpowiada natychmiast: – Tu nigdy. W życiu. Nawet za darmo. To powinna być strefa przemysłowa. 

Opowiada też, że jej syn zastanawiał się nad mieszkaniem w tej części miasta. – Powiedziałam mu: dziecko, pojedź tam i zobacz. Bo on nigdy tędy nie przejeżdżał. Pojechał i od razu odpuścił.

Kolejna ciężarówka przejeżdża za naszymi plecami, a kobieta mówi: – Tu się trzeba przekrzykiwać, żeby się słyszeć. 

Dodaje, że przeprowadza się do Branic. – Tam potrzebuję przestrzeni, zieleni i spokoju.

Bohaterka reportażu
Bohaterka reportażu
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

„Ja tu mam dobrze”

Przy jednej z posesji, w miejscu bez chodnika, stoi ponad dziewięćdziesięcioletnia kobieta. Dwa psy szczekają z podwórka, ona domyka jedno skrzydło bramy laską. Mówi, że czeka na córkę.

Pytamy o masterplan. 

– Nic nie wiem. Ja tu mam dobrze.

O zapachu: 

– Ja nic nie czuję.

O placu:

– Ludzie tam chodzą, mnie to nie przeszkadza.

Kilka razy życzy nam wszystkiego dobrego i wraca do czekania.

Zabudowa mieszkalna przy ulicy Półłanki
Zabudowa mieszkalna przy ulicy Półłanki
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

„Najgorzej śmierdziało przy placu”

W sklepie ekspedientka z Ukrainy przekłada batony. W Polsce mieszka cztery i pół roku, w Krakowie – dwa. Opowiada, że mieszkała przy ul. Skromnej, naprzeciwko cmentarza.

– W lecie było tak, że okien się nie otwierało. Strasznie śmierdziało. 

Do pracy chodzi pieszo. – Ja na piątą muszę być, a połączenie jest takie, że idę z ronda z buta. Przez most.

O hałasie mówi, że jej okno wychodziło na drogę i nocą się go nie otwierało, bo ruch trwał cały czas. 

ulica Półłanki
ulica Półłanki
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

– Najwięcej sprzedajemy alkoholu. Rano przed pracą i po pracy. Papierosy mniej, bo kupują całe kartony w innych sklepach. Starsi kupują tu z przyzwyczajenia. Ten sklep jest ponad trzydzieści lat.

Na pytanie, czy chciałaby wrócić w tę okolicę: – Na Skromnej może. Ale tam przy placu nigdy. Tam najbardziej śmierdzi.

Dodaje, że Warszawa jest dla niej lepsza od Krakowa. – Bo jest metro. Dojedziesz wszędzie.

O ewentualnym metrze na Rybitwach mówi: – To by dużo dało. Ja czasem idę czterdzieści minut pieszo, bo nie mam połączenia.

Plac targowy Rybitwy
Plac targowy Rybitwy
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

„Złotej kury nikt nie zabije”

Na placu sprzedawca siedzi na tyle białego dostawczaka. Przed nim worki z czosnkiem. Mówi, że jest spod Bochni. Pytamy o likwidację placu.

– Co chwilę coś wymyślają.

Wymienia, że kiedyś mówiło się o Proszowicach, o terenach huty, o hektarach, o przenosinach.

– To bajki, póki nie ma konkretów. Złotej kury, co znosi jajka, nikt nie zabije.

Handluje czosnkiem kilkanaście lat. – Roboty w cholerę. Klientów teraz na lekarstwo.

Plac targowy Rybitwy
Plac targowy Rybitwy
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

Podchodzi starsze małżeństwo. Pyta o cenę. – Ten po piętnaście, ten większy po siedemnaście.

Kobieta mówi, że przyjeżdżała tu latami po ziemniaki i warzywa, ale dziś jej się to nie opłaca. – W sklepie mam podobnie, a sklep mam pod nosem.

Mówi, że jest z Prokocimia i tam też czuć zapachy. – Jak w Płaszowie spuszczają, to śmierdzi. Najbardziej po dwudziestej pierwszej i dwudziestej drugiej.

Jej mąż dodaje: – I od tego, i od tamtego.

Na pytanie o plany miasta odpowiadają: – Tu plac pięknie zrobili. A teraz burzyć? To jak dom postawić i zawalić.