Rynek Główny bez samochodów – taki jest nasz cel [Rozmowa]
Rynek Główny powinien być wolny od samochodów. Tymczasem można zauważyć, że jest ich coraz więcej. Dodatkowo dyrektor Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu wyznaczył tam miejsca postojowe. Witold Liguziński ze Stowarzyszenia "Obywatel na straży" twierdzi, że to bezprawne działanie i złożył skargę do prezydenta Jacka Majchrowskiego.
Dawid Kuciński: Ponoć złożył pan skargę do prezydenta miasta na dyrektora wydziału administracyjnego, w której zarzucił pan, że narusza zakaz wyznaczania miejsc postojowych na Rynku. Prawda to?
Witold Liguziński: I dyrektora ZIKiT-u.
Rozumiem, że przeszkadzają panu samochody na Rynku Głównym i brak respektowania prawa. I to od tak długiego czasu.
Tak jest. Od jakiegoś czasu bardzo mocno przyglądamy się temu, co dzieje się w Krakowie pod względem prawa administracyjnego. Jak pan wie, doprowadziliśmy do uchylenia uchwały antysmogowej, wcześniej uchwały o strefie płatnego parkowania (sąd administracyjny uchylił uchwałę mówiącą o tym, że pracownicy sztabu kryzysowego mogą bezpłatnie parkować w SPP - przyp. red.)
Jaka jest podstawa prawna? Tylko tak, żeby wszyscy zrozumieli.
Mamy plan miejscowy dla Starego Miasta z 2011 roku. Tam jest sformułowanie, które mówi o zakazie wykorzystania placu na miejsca postojowe, z wyjątkiem miejsc postojowym dla koni. I sam plac sięga aż do budynków. Przepis jest tak jasny, że nie może być żadnej innej wykładni.
A co będzie, jeśli urzędnicy nie posłuchają?
Zawiadomimy prokuraturę.
I będziecie ich ścigać?
Zgodnie z Konstytucją akty prawa miejscowego są takim samym źródła prawa, jak rozporządzenia czy ustawy. Tylko, że obowiązują na terenie miasta. Nie ma prawa ważniejszego i mniej ważnego. Każde prawo musi być przestrzegane. Skoro radni przyjęli, że nie można wyznaczać miejsc postojowych na Rynku Głównym, to oznacza, że tego nie wolno. Podobnie jest z Małym Rynkiem czy placem Szczepańskim, z tym, że tam mogą parkować taksówki, a na Małym Rynku pojazdy ruchu turystycznego. Nie wiem, jakie mieli zamiary radni, ale uchwalili prawo, jakie uchwali.
Być może przewidywali, że zaopatrzenie Rynku będzie się odbywać z uliczek przyległych. Nie wiem, jakie były ich zamiary. Radny Grzegorz Stawowy sobie tego nie przypomina. Jednak jedno jest pewne: samochody muszą zniknąć z Rynku Głównego.
Radni z komisji infrastruktury proponują skrócenie czasu postoju do 20 minut i zmniejszenie liczby zezwoleń na wjazd. Jak pan ocenia te pomysły?
To są obiecanki-cacanki. W maju albo w czerwcu była komisja turystyki. Na tej komisji pan dyrektor Popiołek obiecał, że pojazdy zaopatrzeniowe targów nie będą dostawać pozwoleń na postój godzinny czy trzygodzinny, bo jest to niemoralne w stosunku do tych przedsiębiorców, którzy na co dzień prosperują na Rynku. I jeszcze bezpłatnie.
Urzędnik obiecał, że będzie wydawał 20-minutowe pozwolenie. Można sprawdzić, jak to jest respektowane. Dla przykładu, ostatnie targi. Fiat Punto mógł tam stać 3 godziny. A było obiecane co innego. Uważamy, że nie można wierzyć panu dyrektorowi Popiołkowi.
Ile czasu urzędnicy będą mieli, by rozpatrzyć państwa skargę?
Zgodnie z KPA, urzędnicy mają 30 dni lub z uwagi na poziom skomplikowania sprawy, mogą przedłużyć to do dwóch miesięcy. Jeśli natomiast po tym czasie nie zostanie rozpatrzona po naszej myśli, sprawa trafi do prokuratury.