Sejm zapłacił posłowi z Tarnowa 14,76 zł za dorobienie klucza do biura
O posła, jako przedstawiciela Narodu, dba jego pracodawca, czyli elektorat. A Kancelaria Sejmu RP troszczy się o to, żeby miał gdzie przyjmować wyborców, żeby miał za co do nich dojechać na spotkania. I daje mu na to pieniądze.
Co wolno posłowi na fakturę?
Kasa na biura poselskie jest wypłacana w formie comiesięcznych ryczałtów. Z niej są pokrywane wydatki na wynagrodzenia pracowników czy asystentów. Ale też za ich badania lekarskie czy wysyłanie w kraj na delegacje.
Są jednak posłowie, którzy nie zaproponowali nikomu etatu. W Tarnowie są to Anna Pieczarka (PiS), Piotr Górnikiewicz (Polska 2050) i Robert Wardzała (KO). Nie to, że wszystko robią samemu. Bo posiłkują się umowami o działo czy zleceniami.
Posłanka z Koszyc na umowy cywilno-prawne wydała 70 800 zł, przedstawiciel partii, którą założył Szymon Hołownia 120 125 zł, zaś były żużlowiec – 144 612 złotych.
Poseł, niestety, nie jest omnibusem. Może się więc posiłkować do woli tłumaczeniami z obcych języków czy ekspertyzami. Z usług doradców i ekspertów korzystały Urszula Rusecka (19 926 zł), Józefa Szczurek-Żelazko (6000 zł) z Prawa i Sprawiedliwości czy ich koleżanka z Koalicji Obywatelskiej Urszula Augustyn (2100 zł).
Z kwestii przyziemnych, musi mu wystarczyć na opłacenie czynszu, prądu, gazu i wody. Zepsutym fotelem czy skrzypiącymi drzwiami też nie musi się przejmować. Faktury idą na sejm.
Żeby się wszystko zgadzało przed obliczem skarbówki i kancelarii zadba księgowy. Też opłacany z pieniędzy biurowych.
Są też wydatki ekstra. Promowanie demokracji w formie zakupu nagród czy wizualizacji patriotyzmu także są mile widziane. Bez problemu przechodzi nawet zorganizowanie pikniku z cateringiem.
Loty rakietami nie przejdą. Podwózka taksówką? Tak
Duże emocje budzi podróżowanie posłów. Bo zawsze są w drodze. Wszak „za darmoszkę” mogą dla Polski pojeździć własnym lub użyczonym autem, autobusem, tramwajem, metrem pociągiem IC, czy nawet polatać samolotem w przestrzeni powietrznej Polski.
Mało? To mogą nawet korzystać z podwózki taksówką. Za pieniądze podatników.
Motoryzacyjnie wszechstronna jest posłanka Józefa Szczurek-Żelazko. Nie dość, że do baku nalała za 48 277 złotych, najwięcej z dziewiątki tarnowskich posłów, to jeszcze za „długoterminowy najem pojazdu” zapłaciła 28 635 zł. A gdy auto stanęło i paliwa brakło, a do pociągu daleko było, za taryfy musiała wyłożyć 3 238 złotych.
Nieco więcej, bo 3 791,17 zł dał zarobić taksówkarzom Piotr Górnikiewicz. Ale za to tankował najmniej spośród tarnowskich posłów, bo jedynie za 28 707 zł.
Aptekarską dokładnością błyszczy Wiesław Krajewski z PiS-u. Za podwózki zapłacił dokładnie 203 złote i 22 grosze. Od siebie paliwa nalał za 46 920 zł. A wynajem auta kosztował go 33 180 złotych.
A poseł Norbert Kaczmarczyk (PiS), który wielokrotnie powtarza, że jazdą za publiczny grosz brzydzi się niczym diabeł święconej wody, nie dość, że zatankował za 35 600 zł, to dał zarobić taksówkarzom przy pełnieniu funkcji poselskiej całe 410 złotych.
A skoro jesteśmy przy kilometrówkach. To dla ścisłości uzupełnijmy, że Urszula Augustyn nazbierała faktur za 47 725 zł, Anna Pieczarka za 47 699,70 zł, Urszula Rusecka za 44 045 zł i wreszcie Robert Wardzała, który wyjeździł paliwa za 47 166 złote.
Ewenementem na skalę parlamentarną jest wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Odkąd zasiadł w ławach sejmowych, nie wykazał ani grosza przejechanego za pieniądze podatnika.
Ale jego uczciwość polega na tym, że wszędzie jest wożony. Limuzyna przysługiwała mu w ubiegłej kadencji sejmu jako szefowi klubu, teraz w obstawie SOP-u wozi go auto z Kancelarii Premiera.
Kogo warto odwiedzać w biurze
Już samo spotkanie się z posłem jest dobrem samym w sobie. Ale gdy wyborca zostanie podjęty z gościnnością i atencją, to być może nie zadrży mu ręka przy urnie. Dlatego parlamentarzysta ma zawsze coś w zanadrzu.
Na przykład nakupi kwiatów i zapłaci za „dekorację biura” 2 860 zł, jak uczyniła to posłanka Józefa Szczurek-Żelazko.
Albo kupi lodówkę MPM-112 CJ-32-S AA za 750 złotych i ekspres do kawy za 4 300 zł. Gdyby przyszło porozumiewać się w obcej mowie, na podorędziu będą dwa translatory Vasco, które kosztowały 3 264 zł. Te cuda widzimy u posła Wiesława Krajewskiego. Do tego łakocie i soki za 7 041 zł.
Nowiutki ekspres pracuje pełną parą u Anny Pieczarki. Kosztował 2 400 złotych. Wsad do maszyny w postaci kawy uszczuplił budżet biura o prawie 5 400 złotych.
U Zbigniewa Marczyka, który od dziesięcioleci prowadzi biuro partii ludowców w Tarnowie, zawsze można liczyć na dobrą kawę. Wybrańcy otrzymują ją z ekspresu, który Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi podarowała mama, gdy dzisiejszy wicepremier rozpoczął wspinaczkę po drabince sejmowej.
Co ciekawe, kawa jest „od Hołowni”, czyli zakupiona jeszcze w czasach, gdy na fotelu marszałkowskim zasiadał założyciel Polski 2050.
W PSL niezbyt wiele słodzą. Bo cukier, jak twierdzi Pan Zbyszek, jest jeszcze „od Kuchcińskiego”, czyli jeszcze z czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Biorąc powyższe pod uwagę, nie dziwi fakt, że biuro odżałowało na napoje jedyne 782,50 zł.
Na przeciwległym biegunie widzimy Piotra Górnikiewicza, który za „spożywkę” do biura nie wydał ani grosza.
A do kogo na wiec?
Jeśli ktoś myśli, że przysłowiową kiełbasę z grilla na festynie organizowanym przez posła je za darmo, jest w błędzie. Takoż, gdy mlaska z zachwytu nad tartinkami popijanymi sokiem. I gdy odbiera pucharek, siatkę z gadżetami albo dyplom.
To nie nasz wybraniec stawia. Płaci podatnik. A poseł tylko wpisuje to w koszty biurowe.
Na spotkania z wyborcami u Władysława Kosiniaka-Kamysza poszło pięć tysięcy złotych. Znając częstość bywania wicepremiera w macierzystym okręgu wyborczym, można z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że owa kwota – jeśli nie w całości, to na pewno w dużej części – poszła na ugoszczenie małopolskich ludowców, którzy co roku na Trzech Króli zjeżdżają się do Tarnowa na opłatek.
Piotr Górnikiewicz za „usługę cateringową” zapłacił 12 615,70 zł. Gest ma też Anna Pieczarka, którą spotkania z wyborcami przy herbacie i kanapce kosztowały 7 261,50 zł.
Warto pofatygować się na spotkanie z Norbertem Kaczmarczykiem, bo można się uwiecznić z wybrańcem na zdjęciu czy filmie. Poseł na dokumentowanie swojej aktywności wydał 1088 złotych.
Ładne kwiatki…
W Tarnowie za jedną wiązankę kwiatową płaci się około 70 złotych. Przynajmniej takie kupowane są dla wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza. Zazwyczaj to bukiecik z szarfą, ze specjalnym pojemniczkiem na wodę, żeby bukiet nie oklapnął nazajutrz po uroczystości.
Jeśli więc przyjąć taką arytmetykę, okaże się, że posłanka Urszula Rusecka wydaje na kwiaty ponad… 300 złotych tygodniowo. W 2025 roku było to 16 467 złotych, rok wcześniej 15 453 złote. Wychodzi na to, że parlamentarzystka z Wieliczki średnio co dwa dni biegnie pod jakiś pomnik z wieńcem.
Z innych ciekawych wydatków ujmujmy koszty opłacenia parkingów czy biletów autostradowych Józefy Szczurek-Żelazko na kwotę 75,53 zł.
Zakupów za 6857 zł narobił poseł Norbert Kaczmarczyk. Nabył za to dwa mikrofony Elektro-Voice E20 – 6208 PLN. Do tego dorzucił Softbox ZHIYUN Parabolic wart 70 PLN. Były mu pewnie one potrzebne do rozkręcenia wideobloga, który przez pewien czas prowadził.
Do twarzy zapewne jest Annie Pieczarce z nowiutkim iPhone Apple chromowanym, ze szkiełkiem i etui. Sprzęt kosztował 6 785 zł. I jak czytamy, posłanka sprawiła go sobie na Mikołaja czy Gwiazdkę. Faktura bowiem została wydrukowana 10 grudnia.
Nowego iPhona wartego 8 tys. zł widzimy także u Urszuli Ruseckiej. Posłanka cieszy się również z posiadania nowej kamery sportowej za 2 897 zł.
Siedem tysięcy złotych odżałował Piotr Górnikiewicz na przeprowadzenie audytu bezpieczeństwa.
Nic jednak nie przebije Roberta Wardzały. Ten w wydatkach biurowych postanowił wpisać dorobienie klucza do biura za 14,76 złotych.
Mina rzemieślnika, który dowiedział się, że płatnikiem będzie Kancelaria Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, musiała być bezcenna.