Po wyjazdowym spotkaniu z Ruchem, wygranym 5:0, wszystkim zawodnikom Białej Gwiazdy należały się wysokie noty. Na najwyższą zapracował Angel Rodado – zdobywca hat-tricka i asysty. Jednym z najlepszych był także Marko Poletanović, który wrócił do klubu z ulicy Reymonta po niemal trzech latach. Serb występował w Wiśle w rundzie wiosennej rozgrywek, po których spadła z ekstraklasy. Teraz zameldował się pod Wawelem, by pomóc walczyć o awans z I ligi. Choć podpisał umowę przed inauguracyjnym spotkaniem ze Zniczem Pruszków i był w kadrze, to na pierwszy występ po powrocie musiał czekać do Meczu Mistrzów na Stadionie Śląskim.
Udział przy dwóch golach
Wyszedł w pierwszym składzie i szybko potwierdził, że było warto umieścić go w jedenastce. W 4. minucie po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego wynik otworzył Mariusz Kutwa, a w 56. po kolejnym stałym fragmencie i zgraniu Wiktora Biedrzyckiego na 4:0 podwyższył Rodado. Jak zauważył dziennikarz Maciej Skucha, powołując się na dane z platformy „Wyscout”, w Chorzowie wiślacy strzelili po rożnych tyle samo goli, ile we wszystkich poprzednich meczach sezonu. – Naprawdę zagrywał dobre piłki dzięki temu zdobywaliśmy bramki. To ważne, bo jeśli mecz jest trudny, to trzeba być gotowym, by rozstrzygać go choćby po stałych fragmentach – mówi Rodado.
Królewski o Poletanoviciu: Spokój
Atuty Poletanovicia nie kończą się na dobrze wykonywanych stałych fragmentach. Mierzy 187 centymetrów, więc jego wzrost w niskiej drużynie Wisły przydaje się w walce powietrznej. Notuje też wiele odbiorów w środku pola i potrafi przyspieszyć grę. Przykład? W pierwszej połowie przeciwko Ruchowi, gdy po przejęciu piłki krakowianie wyszli z kontrą i dobrą sytuację na gola zmarnował Łukasz Zwoliński. – Gra szybko, na jeden, dwa kontakty. Tego nam brakowało – mówił trener Mariusz Jop.
– Spokój w defensywie, w środku dużo większy niż w poprzednich meczach – komentuje prezes Jarosław Królewski. – Ale spokojnie, bo James Igbekeme także zagrał świetnie – dodaje.