Śląsk pogrążył Wisłę. Szósta porażka z rzędu...

Krakowianie zostają na ostatnim miejscu w tabeli. Śląsk, który od początku sezonu głównie remisował, wygrał przekonująco 5:1.

Wydarzenie: Szósty mecz ligowy z rzędu przegrała ekipa z Reymonta. Wisła śrubuje niechlubny rekord jeżeli chodzi o najgorszy start w historii.

Bohater: Wyróżnimy dwóch piłkarzy gości. Po pierwsze Łukasz Madej. Bramki nie strzelił, ale prezentował się bardzo dobrze i po jego kapitalnym rajdzie bramkę na 2:1 z bliska zdobył Ryota Morioka. Po drugie wspomniany wcześniej Japończyk, który dwa razy pokonał Michała Miśkiewicza.

Rozczarowanie: W pierwszej połowie mecz został przerwany. Kibice gości odpalili w swoim sektorze, a następnie rzucili na murawę kilkadziesiąt rac. Poza tym gra Wisły wciąż woła o pomstę do nieba. Fatalna postawa w obronie i brak zimnej krwi pod bramką przeciwnika przynosi opłakane skutki.

Warto zwrócić uwagę: Piłkarzy na murawę wyprowadził sztandar Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków, które w tym tygodniu przejęło piłkarską spółkę po zamieszaniu z poprzednim właścicielem - Jakubem Meresińskim.

- W wyjściowej jedenastce gości znalazło się aż trzech byłych wiślaków: bramkarz Mariusz Pawełek, stoper Adam Kokoszka oraz pomocnik Ostoja Stjepanović. Trener Dariusz Wdowczyk nie mógł skorzystać z kontuzjowanych Łukasza Załuski, Jakuba Bartosza oraz Zdenka Ondraszka.

- Przed meczem klub bardzo apelował o wsparcie i obecność na meczu. Bilety zakupiło 13 607 osób.

- Mecz z trybun obserwował selekcjoner Adama Nawałka. W czwartek wysłał powołania na mecz eliminacyjny z Kazachstanem, ale na liście nie znalazł się wiślak Krzysztof Mączyński.

- Śląsk prowadził po golu Kamila Bilińskiego, który nie jest ulubieńcem trenera Mariusza Rumaka. Wisła dostała bramkę do szatni. Defensywa zaspała i napastnik pewnym strzałem pokonał Michała Miśkiewicza. Na początku spotkania sam na sam z Mariuszem Pawełkiem wychodził Paweł Brożek, ale wracający po kontuzji snajper stracił piłkę.

- Pierwszy celny strzał kibice oglądali dopiero w 41. minucie. Dobrą próbę Łukasza Madeja jeszcze lepiej obronił Miśkiewicz.

- Gospodarze w obronie grali jak juniorzy, ale szczególny „popis” dali przy bramce na 3:1 autorstwa Filipe. Defensywa zaspała, a pomocnik głową wykończył wrzutkę Ostoi Stjepanovicia.

- W dolicznonym czasie karnego wykorzystał Stjepanović i ustalił wynik spotkania. Jedynego gola dla Wisły zdobył po przerwie - także z jedenastu metrów - rezerwowy Adam Mójta.

Wisła Kraków – Śląsk Wrocław 1:5 (0:1)

Bramki: Mójta (60. karny) - Biliński (45.), Morika (68., 81.), Filipe (71.), Stjepanović (90.).

Wisła: Miśkiewicz - Jović, Głowacki, Guzmics, Sadlok (46. Mójta) - Boguski, Uryga (75. Brlek), Mączyński, Małecki - Zachara (57. Drzazga), Brożek.

Śląsk: Pawełek - Pawelec, Celeban, Kokoszka, Dwali - Filipe (90. Idzik), Stjepanović - Alvarinho, Morioka, Madej (90. Dankowski) - Biliński (90. Mervo).

Żółte kartki: Uryga, Głowacki, Guzmics - Kokoszka.

Sędziował Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).