Śledztwo w sprawie referendum Gibały. Jest decyzja prokuratury
Śledztwo trwało kilka lat
Krakowska prokuratura prowadziła postępowanie, które dotyczyło szeregu nadużyć przy sporządzaniu list z podpisami krakowian pod wnioskiem od rozpisanie referendum w sprawie odwołania ówczesnego prezydenta Jacka Majchrowskiego.
1 października tego 2025 roku zostało umorzone. Jak tłumaczy rzeczniczka krakowskiej prokuratury Oliwia Bożek-Michalec uznano, że społeczna szkodliwość czynu jest znikoma.
– Analiza akt sprawy doprowadziła do wniosku, że nie sposób przyjąć, iż w sprawie doszło do naruszenia lub zagrożenia dobra prawnego o charakterze bardzo istotnym, które byłoby w jakiś szczególny sposób chronione przez ustawodawcę. Konkluzja ta jest zaś tym wyraźniejsza, jeśli pod uwagę weźmie się także inne okoliczności – w tym również rozmiar wyrządzonej lub grożącej szkody, która w ogóle nie nastąpiła – informuje Bożek-Michalec.
Z uzasadnienia decyzji wynika, że przede wszystkim w ogóle nie doszło do samego referendum z uwagi na niewystarczającą liczbę zebranych podpisów. Natomiast liczba tych zakwestionowanych, zdaniem prokuratury, stanowi ułamek zgromadzonych przez inicjatywę.
Setki przesłuchanych
Ustaliliśmy, że w śledztwie przesłuchanych zostało kilkaset osób. Prokuratura tłumaczy, że zbieranie od nich informacji blisko 10 lat po tym, jak doszło do potencjalnego przestępstwa, mijało się z celem.
– Nie można również wykluczyć, że z uwagi na znaczny upływ czasu również sam kształt i forma nanoszonego przez nie podpisu mogła ulec znaczącej zmianie – czy to na skutek ewolucji pisma ludzkiego, czy też jako efekt uboczny procesów neurodegeneracyjnych towarzyszących starzeniu się – stwierdza Bożek-Michalec.
Śledczy wskazują, że wiele podpisów należało też do osób starszych, które w toku postępowanie potwierdziły ich autentyczność.
– Duża część osób wprost stwierdziła jednak, że z uwagi na znaczny upływ czasu nie jest w stanie ani potwierdzić ani kategorycznie zanegować, że podpisała kwestionowane karty – podaje prokurator.
Jedynie kilkadziesiąt przesłuchanych osób podważyło wiarygodność swojego podpisu, a kilku z nich stwierdziło, że czuje się tym faktem pokrzywdzonych. To – jak zaznacza prokuratura – niewiele z pierwotnej liczby 39 tys. zakwestionowanych przez komisarza wyborczego podpisów.
21 lat pracy biegłego
Z naszych informacji wynikało, że część przesłuchiwanych musiała wypełnić kartki A4 swoimi podpisami. Dlatego zapytaliśmy o pracę biegłego grafologa. Okazuje się jednak, że ten nie został powołany.
Decyzja o umorzeniu nie jest prawomocna. Zażalenie, które jest rozpatrywane przez prokuraturę okręgową, wniósł komisarz wyborczy.
Pięć osób z zarzutami i warunkowym umorzeniem
Natomiast z odpowiedzi na interpelację posła Dominka Jaśkowca w tej sprawie, wynika, że w toku śledztwa dotyczącego fałszowania podpisów na listach poparcia dla referendum zarzuty usłyszało łącznie pięć osób.
Najpierw, w ramach postępowania prowadzonego od 2017 r., prokuratura postawiła zarzuty dwóm podejrzanym. Sąd warunkowo umorzył wobec nich postępowanie na roczny okres próby.
W kolejnym etapie, po uchyleniu decyzji o umorzeniu sprawy i jej ponownym podjęciu, w uzupełnionym postępowaniu trzy następne osoby usłyszały zarzuty fałszowania podpisów. Sąd również wobec nich zastosował instytucję warunkowego umorzenia, orzekając roczny okres próby oraz świadczenia po 1000 zł na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej.