Smog samochodowy zatruwa Kraków [opinie]

WASZYM ZDANIEM. Krakowski Alarm Smogowy w bardzo krótkim czasie zmienił świadomość większości mieszkańców i uzmysłowił krakowianom skalę problemu zanieczyszczenia powietrza. Doprowadziło to do tego, że zdecydowana większość z nas popiera pomysł likwidacji pieców węglowych (w jednej z ankiet ten odsetek wyniósł aż 86%!).

Mieszkańcy usłyszeli już o pyłach PM10, PM2.5 czy benzo(a)pirenie, które 30-60 tysięcy pieców w naszym mieście produkuje każdego roku. Ciszej jest jednak o drugim głównym winowajcy, czyli samochodzie. Dlatego warto bliżej się temu przyjrzeć, bo odnoszę wrażenie, iż media o nim zapominają.

Z danych przedstawionych w grudniu 2012 roku w programie ochrony powietrza dla województwa małopolskiego można dowiedzieć się, że spaliny wydalane przez samochody w Krakowie odpowiedzialne są za 16% całej emisji pyłu PM10 i 13% niezwykle niebezpiecznego PM2.5. Jeśli komuś wydaje się, że odsetek ten nie jest wielki, to czas, żeby sobie uświadomił, że samochody emitują także 52% równie szkodliwego dwutlenku azotu (NO2). Oznacza to, iż same tylko krakowskie samochody wytwarzają ponad połowę jego całkowitego stężenia!

Zły ozon

Smog fotochemiczny (znany również jako smog „typu Los Angeles”, „biały” lub „jasny”) powstaje zwykle podczas słonecznych dni, przy temperaturze 25-35°C, słabym wietrze i dużym ruchu samochodowym. Oznacza to tyle, że Kraków narażony jest na jego powstawanie w okresie letnim oraz okołoletnim, co sprawia, że nawet poza sezonem grzewczym nie możemy oddychać normalnym powietrzem. Trucizna ta tworzy się w wyniku chemicznej reakcji zachodzącej przy udziale zanieczyszczeń z powietrza i światła słonecznego (powstaje wtedy „zły ozon”). Związki chemiczne, które w przeważającej mierze biorą udział w tej reakcji, to wspomniany wyżej NO2, wydalany wraz ze spalinami. Dlatego potoczne nazwanie go smogiem samochodowym jest jak najbardziej trafne.

Smog samochodowy może powodować podrażnienie oczu, śluzówek i bóle odczuwalne w klatce piersiowej. Jego wysokie stężenie prowadzi najczęściej do bólu głowy, duszności, kaszlu oraz problemów z oddychaniem. Są to oczywiście jedynie pierwsze bezpośrednie skutki. Długotrwały kontakt z nim może mieć bardziej negatywny wpływ na zdrowie. Jest szczególnie niebezpieczny dla dzieci, osób starszych oraz alergików.

Inwestować w komunikację miejską i rowerową

Miasto, by móc skutecznie zwalczać smog samochodowy, zmuszone jest do bardziej energicznego inwestowania w sprawną komunikację miejską, budowę kompletnej sieci ścieżek rowerowych oraz ograniczania ruchu samochodowego w całym Krakowie. Ciągle mało jest buspasów; nie do końca funkcjonuje też zielona fala dla pojazdów szynowych, a szybki tramwaj nie jest szybki. Porażką miasta jest jego polityka rowerowa, chociaż urzędnicy deklarują, że ma się to wkrótce zmienić.

Radni zaproponowali niedawno, by rocznie na rozbudowę tego typu infrastruktury przeznaczać przynajmniej 10 milionów złotych. Kwota ta jest jednak zdecydowanie skromniejsza od prawie dwa razy mniejszego Gdańska, który w ostatnich latach przeznaczał na tej cel około 18 milionów. Kraków wypada o wiele bladziej w porównaniu z innymi dużymi miastami, nawet ze zrujnowaną i biedną Łodzią oraz tzw. „Polską B”. Osoby, które interesują się infrastrukturą rowerową wiedzą, że śmieją się z nas inne miasta. Niektórzy nazywają nawet Kraków największą rowerową wiochą w kraju. I nie wydaje się to być stwierdzeniem na wyrost, skoro malutkie Suwałki (ok. 69 tysięcy mieszkańców) w ostatnich latach wybudowały aż 40 km ścieżek rowerowych (sic!).

Z tymi skromnymi 10 milionami nie tylko nie możemy liczyć na nadgonienie w najbliższych latach Wrocławia czy Gdańska (nie wspominając już nawet o Warszawie), a możemy się jedynie cieszyć, że nie przegonią nas (jak na razie!) takie liliputy jak Rzeszów czy Zielona Góra. Tylko czy metropolitarny Kraków upadł tak nisko, żeby skakać z radości, że nie przegrywa jeszcze z o wiele mniejszymi miastami, z którymi dawniej byłoby mu nawet wstyd się porównywać?

Polityka rowerowa

Kraków, by móc za ponad 10 lat pochwalić się „jako-tako” rozwiniętą siecią ścieżek rowerowych (czyli po ewentualnych zimowych Igrzyskach Olimpijskich), musi zacząć przeznaczać na ten cel przynajmniej 25 milionów złotych, co nie tyle uczyniłoby z nas polskiego prymusa, a jedynie pozwoliło zrównać się odsetkiem rocznego budżetu jaki już od dawna przeznacza na ścieżki Gdańsk.

Władze miejskie stwierdzą, że nie mają więcej pieniędzy, ale to jest kompletna bzdura. Wystarczy, że nie będą marnować kolejnych setek milionów złotych na nietrafione inwestycje, jak planowana wyjątkowo droga estakada dla samochodów nad torami kolejowymi w Płaszowie, wielopoziomowy parking w sercu Pogórza czy pod placem Biskupim. Warto zaznaczyć, że sam absolutnie niepotrzebny parking przy Koronie ma kosztować tyle co planowane 10 milionów złotych na ścieżki rowerowe w całym mieście razem wzięte! Nie zapominając już o tym, że ten siłą przeforsowany pomysł (mimo sprzeciwu mieszkańców) będzie niszczył zdrowie podgórzanom i zepsuje estetykę tej pięknej historycznej dzielnicy.

To smutne, bo Kraków przez taką bezmyślność zamienia się w spalinowy koszmar, który podtruwa wszystkich mieszkańców. Estakady powinno budować się jedynie komunikacji zbiorowej, a nie samochodom. Te kilkaset milionów lepiej przeznaczyć na remonty zrujnowanych torowisk w Nowej Hucie czy przyspieszenie budowy linii szybkiego tramwaju na Azory i Rakowice-Mistrzejowice. Estakada dla samochodów to również kolejny raz przegapienie możliwości wypełnienia Krakowa siecią osiedlowych przedszkoli i żłobków, które rozwiązałyby problem rodziców krążących samochodami po mieście. Dobrze gdyby krakowianie najpotrzebniejsze dla siebie instytucje (np. szkoły, żłobki, przedszkola) czy punkty usługowe mieli w zasięgu nóg i nie musieli wsiadać za cztery kółka. To wszystko jest możliwe, tylko że obecna polityka jest w tym względzie wybitnie korkotwórcza.

Lista wyrzeczeń i zaprzepaszczonych szans na ekonomiczny rozwój, spadek bezrobocia, wzrost poziomu życia oraz redukowania smogu w Krakowie, jakie musimy płacić za wyjątkowo drogie spalinowe gadżety, jest bardzo długa. Jak to ma się do deklarowanej walki ze smogiem, skoro miasto tak obsesyjnie stymuluje zalewanie Krakowa samochodami? Tym ponad czterystu krakowianom rocznie ginącym z powodu smogu i nieracjonalnych działań władz nie robi przecież różnicy czy zabija się ich węglem, czy samochodami. Dla nich i nas wszystkich prawdziwą alternatywą jest życie w zdrowiu oraz możliwość oddychania świeżym powietrzem, których zapewnienie należy do podstawowych praw człowieka.