Smuda dla Przeglądu Sportowego: „W Wiśle powiesili nade mną topór”
Franciszek Smuda, były trener Wisły Kraków, w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” stwierdził, że do dzisiaj boli go zwolnienie z klubu. „Ułożyłem sobie życie w Krakowie, planowałem, że Wisła będzie moim ostatnim klubem” – przyznał w rozmowie z Łukaszem Olkowiczem i Piotrem Wołosikiem.
Były trener Wisły Kraków nie kryje rozczarowania decyzją o zwolnieniu. W sądzie wygrał ponad 1,1 mln złotych. – Chcę tylko to, co mi się należy – przyznaje w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”. – Przecież nie pracuję i nie wiem, jak długo to potrwa. Nikomu pistoletu przy skroni nie trzymałem przy podpisywaniu kontraktu.
Miało być inaczej
Smuda nie kryje, że rozstanie z Wisłą przeżywa mocno do dziś. - Ułożyłem sobie życie w Krakowie, planowałem, że Wisła będzie moim ostatnim klubem – stwierdza. Miało tak być do czasu objęcia przez niego innej funkcji, czyli skauta czy dyrektora sportowego. Były trener Wisły doradzałby wówczas prezesowi Bogusławowi Cupiałowi odnośnie nowych talentów piłkarskich, które miałyby pojawić się w klubie.
Robert Gaszyński podjął jednak inną decyzję. – Przyszedł nowy prezes i przez dwa miesiące – to po czasie się dowiedziałem – robił wszystko, żeby mnie zwolnić. Tym bardziej mnie dotknęło.
Smuda wspomina również spotkanie z prezesem Gaszyńskim i jego doradcą. Pod koniec rozmowy kazał podpisać aneks, w którym Smuda miał zobowiązać się do zdobycia mistrzostwa albo awansu do europejskich pucharów. Prezes miał zagrozić, że brak podpisu pozwoli mu na zwolnienie. – Przyszedł drugi raz z tym aneksem, znów zapytał, czy go podpiszę. Tłumaczył, ze to dla mnie parasol ochronny – wspomina.
„Żaden klub-kukułka”
Franciszek Smuda przyznaje również, że poprzednie zwolnienia miały jakieś podstawy. – Kiedy mnie wcześniej zwalniali to mogłem dopatrzyć się jakiegoś sensu, ale nie tym razem – stwierdza. – Przegraliśmy, ale nasza sytuacja nie była dramatyczna.
Nie pomija również wątku zadłużenia Wisły Kraków. – W Wiśle są długi i trzeba je prostować. Moje zwolnienie jeszcze je powiększyło. Kazia Moskala zresztą też już zdążyli się pozbyć. Sponsorów jak nie było, tak nie ma. Nie uważam, ze Wisła jest klubem, który padnie. To marka z dobrym, rozpoznawalnym znaczkiem. Żaden klub-kukułka – podsumowuje.