Spadek z Montrealu i 10 lat w sądach. Czy Krowodrza w końcu doczeka się swojego rynku?

Bardzo prawdopodobne jest, że w końcu uda się zrealizować projekt pod nazwą „Rynek Krowoderski”. Wola do porozumienia jest po obu stronach: miasta i spółdzielni „Piast”.

Idea stworzenia lokalnego centrum w piątej dzielnicy sięga kilkunastu lat wstecz. Jednak wejście miasta i spółdzielni w spór prawny skutecznie zablokowało możliwość porozumienia w tej kwestii. Mimo to zarząd spółdzielni, który jest użytkownikiem wieczystym terenu, oraz władze miasta chcą się w tej sprawie dogadać.

„Co z Rynkiem Krowoderskim?”

Takie pytanie padło podczas wtorkowego spotkania prezydenta Krakowa z mieszkańcami Krowodrzy. Urzędnicy początkowo nie mieli jednoznacznej odpowiedzi. Wspominali o toczącym się postępowaniu dotyczącym spadkobierców części działki. Padła też sugestia o rzekomej niechęci spółdzielni mieszkaniowej do dialogu – czemu żywiołowo zaprzeczył prezes „Piasta”, Przemysław Miłoń.

– Dokładnie rok temu otrzymałem zapewnienie od wiceprezydenta Stanisława Mazura, że miasto odpowie na nasze propozycje, które nie zmieniają się od 14 lat – powiedział Miłoń. Dodał, że do spotkania nie doszło.

Aleksander Miszalski
Aleksander Miszalski
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

Prezydent Krakowa zapewnił, że po wyprostowaniu kwestii własnościowych usiądzie z prezesem do rozmów i ustali zasady nabycia tego terenu przez miasto tego terenu. Dodał także, że niezbędne jest przeprowadzenie konsultacji z mieszkańcami, ponieważ poprzednie odbyły się przy okazji uchwalania planu miejscowego z 2016 roku.

Wiele się od tego czasu zmieniło, a to mieszkańcy muszą określić, czego tam chcą
prezydent Aleksander Miszalski

Ślepa wojenna ścieżka

Historię sporu miasta ze spółdzielnią przypomniał radny Grzegorz Stawowy (KO). – To temat z długą brodą. Mieszkańcy chcieli mieć tam plac z dużą ilością zieleni, z kawiarnią i najlepiej z parkingiem podziemnym. I te rzeczy zostały dopuszczone w planie miejscowym – mówił.

Powiedział też, że za prezydentury Jacka Majchrowskiego był pomysł, aby dokonać wymiany nieruchomości ze spółdzielnią. – Niestety, ówczesna dyrektor Wydziału Skarbu uznała, że miasto wygra w sądzie sprawę o rozwiązanie umowy użytkowania wieczystego. I tak od 10 lat „bujamy się” po sądach – zauważył.

Radny Stawowy wytłumaczył również kwestię, która blokuje działania miasta, czyli ustalenie spadkobierców zmarłej w Kanadzie właścicielki części działki. Stawowy przekazał, że wszystko na to wskazuje, że sprawa zakończy się pozytywnie dla miasta, ale muszą to jeszcze potwierdzić dokumenty.

To ostatnie miejsce, gdzie może powstać centrum dzielnicowe. Należy tylko zamknąć kwestie formalne i przystąpić do negocjacji
Grzegorz Stawowy

Podczas spotkania urzędnicy potwierdzili, że kiedy zakończą się formalności, przyjdzie czas na uzgodnienie warunków finansowych ze spółdzielnią, a następnie na etap nabycia działki.

Prezes spółdzielni: rozwiązanie jest proste

Naprawdę chcemy się dogadać, ale na zasadach partnerskich – zadeklarował Przemysław Miłoń, dodając, że jako prezes spółdzielni reprezentuje jej członków, którzy – jak udziałowcy w firmach –  oczekują od działań zarządu zysków.

Według Miłonia jest kilka możliwości załatwienia sprawy praktycznie bezkosztowo – mowa o wymianie działek na np. lokale użytkowe czy wymianie prawa własności.

Krzysztof Kalinowski

W tle cały czas pozostaje kwestia sądowa, ale nie odgrywa ona już pierwszych skrzypiec. Prezes Miłoń uważa, że skierowanie sprawy do sądu o rozwiązanie umowy użytkowania wieczystego było zagrywką polityczną, a w dodatku nieudaną, bo miasto przegrało.

Toczy się natomiast postępowanie związane ze spadkiem wartości działki z uwagi na zmianę jej przeznaczenia w planie miejscowym – chodzi o roszczenia w wysokości 4,5 mln złotych. W pierwszej instancji spółdzielnia przegrała, a obecnie nadal w toku jest postępowanie odwoławcze.

Jak tylko pojawi się wola polityczna, to jesteśmy w stanie się dogadać
Przemysław Miłoń

 Dodał, że sam chętnie korzystałby z takiego miejsca.